czwartek, 5 listopada
Śnieg zaczął padać wczoraj wieczorem, pociągnął w nocy, ale nad ranem już był bardzo mokry, bo temperatura nie wytrzymała. Być może moja teoria, że pogoda wyprzedza nas o miesiąc do przodu względem okoliczności jakie pamiętamy z dzieciństwa (= miesiące letnie u nas to teraz czerwiec i lipiec itd.) jest słuszna, niemniej osobiście nie pamiętam śniegu w listopadzie, a już na pewno na jego początku.

Oczywiście, że w powszechnym mniemaniu kuriozalna to jest płyta JAK ZWAŁ TAK ZWAŁ, ale na litość boską: oni piszą te bzdety na serio! (Ocean), zaś dicki błaznują, ale strasznie miałko. Powoli odnoszę wrażenie, że moje dokonania na "DA-DA&A-A!" przynajmniej mają jakąś możliwość podwójnej interpretacji (sam zaczynam wierzyć w to co napisałem, kiedy spiewam piosenkę "Idol", hie hie) ("hie hie" jest pomysłem tytusowym, zazwyczaj użyłbym he he, ale "i" dodaje dodatkowe uniesienie kącików warg).
W każdym razie Endriu stwierdził, że w kolejnych tekstach nie chce żadnych zalań hollywood.
A, przypomniałem sobie, że znowu mam mini-polewkę z Endriusa, bo znowu utracił pliki podstawowe, tym razem do JZTZ — w sumie dobrze — nie musi archiwizować :)
"Muzyka zespołu jest bardzo eklektyczna, pełna kontrastujących ze sobą klimatów muzycznych od prostych rockowych riffów, przez quasi-jazzowe tematy gitarowe aż po ścianę psychodelicznego noise'u..."
— no nie mogłem tego nie umieścić.





Richard Kelly — ten sam scenariusz i reżyseria w "Southland Tales".
***
A żeby nie było, to Endriu podesłał mi podkłady i wczoraj wziąłem w domu mikrofon w garść i udawałem kazika. Ponadto zachwyciłem się swoją wersją "Ketus death II" —muszę ją wykończyć (akustyk, bas, gitary rytmiczne, wokal). I jeszcze porządkowałem pliki, więc wieczór prawie pracowity.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz