piątek, 30 maja 2014

Odcinek ze wspomnieniem ciepłego czegokolwiek



25 kwietnia, piątek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca w klasyce.

Spacerniak, Paweł Huelle — Śpiewaj ogrody (2014) — on wciąż o tym samym. Ale ładnie.
***
Ogarnięcia, ciśnienie też jest, ale po wypasionym śniadaniu (ostatnia sałatka!) aż muszę odpocząć.
***
Dzisiaj kibicuję Memphis, bo nie do końca wytrenowany talent jakby mniej godny szacunku niż ciężka twarda praca. Niech się dzieciaki pomęczą. Memphis imponują, duża intensywność gry, ciekawe jednak, czy Miller nie mógłby zostać w Miami. Wzruszająca przedmeczowa pogadanka Zacka, Kendricka z sędzią, że oni tak się będą przepychać. Beno Udrich przeniesiony z NYK to był dobry pomysł, Tony Allen pręży bicepsy, a Kosta Koufos trafia spod kosza.
Niesamowite było to, że OKC wróciło z 17 pkt deficytu do 81-81, po czym Tony Allen dwa razy trafił, raz po przechwycie, następnie Russell trafił mega 3 z faulem. Wcześniej też jeszcze jedną. To były emocje. I dogrywka!
(wszystko przez to, że Grizz zupełnie padli ofensywnie w IV kwarcie)
Dogrywka poszła już dobrze, ale jakiś koszmarny error Tony Allena, ale Russell nie dorzucił wolnych. Uff. 98-95 i 2-1 dla miśków.
***
Atlanta rozsmarowała Indianę jak masło na kanapce 98-85 i prowadzi 2-1. Cieszymy się.
***
Zaś smutno oglądało się Golden State, kiedy byli miażdżeni przez Clippers, nie mając odpowiedzi na Griffina, Jordana i Redicka, a Curry i Thompson nie trafiali nic. Było -18.
Ale nie byłoby meczu nba, żeby czegoś nie wykombinować, Curry 2 x za 3, takie o mój boże, i wciąż była szansa. Dramatyczne heroiczne. Więcej szczęścia niż argumentów. I nie starczyło. W ostatniej akcji Paul wybronił Curry'ego. 2-1 dla LAC.
***
koszszszsz...
jadę, po raz pierwszy czuję zbawcze ciepło, nie pamiętam już, kiedy było ciepło w zeszłym roku. Teoretycznie Marsylia. Zamierzchłość.
Graliśmy, 3/4, odważnie, z błędami, gorące, ale fajnie.
***
Chyba nie było filmu, tylko już serial.
Ale jeszcze nie TEN: Mentalist x 2 = bardzo lekkie, zabawne czasem, amerykańskie. Ot, serialik.


26 kwietnia, sobota

Odcinek z wożeniem na Siwiałkę

My drogi i Miłościwie Nam Panująca spędzamy weekend w centrum miasta.

wyniki wyniki uśmiechy zabawy telewizja

— Romkowe wspomnienia z majówkowych wycieczek
spalony samochód Lońkówi kto sobie naleśniki od ust odejmujea drewniana chata, szczególnie weranda, wspaniała




czwartek, 29 maja 2014

Odcinek z jaskrami



23 kwietnia, środa

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mijamy z daleko samobójstwo, przeszłość wrzeszczańską, kuzynostwo i pana w tunelu.

Słucham z nerwem drugi mecz Chicago-Wizzards i jakkolwiek wiadomo komu kibicuję, to jednak sędziowie gwiżdżą na korzyść gospodarzy (dotknięcie obręczy przeszło niezauważone, nie odgwizdali kilku fauli na Gortacie, przy czym komentatorzy zbagatelizowali to, twierdząc, że przy przepychaniu się pod koszem i rzutach należy się tego spodziewać i on jako silny chłop, nie powinien narzekać na klepanie po rękach, buchachacha). No nic: gramy.
Początek był świetny, ale pod koniec III kwarty Chicago wyszło na swoje. Nie pilnowali Augustina, a Gibson zebrał za dużo pod atakowanym.
Plus jeszcze sprytny trener Wittman, który wziął czas, jak akurat Beal trafił za 3.
Potem było lepiej, ale szkoda, że nie trafili ostatniego -> dogrywka!
Już w dogrywce znowu wszystko wyglądało dobrze, ale jednak nerwy były do końca.
Uff, aż się spociłem emocjonalnie.
To zabawne, bo obstawiałem Chicago w 4.
***
Praca i rondo zaliczone, więc podobnie jak wczoraj zadowolony z mojego zaangażowania i tabelki i solidne zaliczenie obowiązków.
***
Bardo Pond — Rise Above It All (2013) — jednak nie, za bardzo monotematyczne. I jeszcze ten popizgujący flecik.
***
Lidlowo, na próbieśmy ani nie zagrali swojego. Nieco przymulenie, ale nazwymyślaliśmy cudów, których nie wykorzystamy. Dosyć rock-improwizowanie. Kaseta Dire Straits (nieznana) całkiem okej, ale na chwilę, podobnie Philip Glass — taki inteligencik nie do słuchania. Pomysły, owszem, ale trochę to wykoncypowane za bardzo.
***
Trochę oszukali mnie z tą wiosną wieczorem. Czarna marsylska bluza daje radę. I jaskry. Chrześcijaństwo zaliczone, teraz kalendarium, indeks.
Kanapka, kawa, pół mazureczka, 3 kolumny kości, Szpakowski pokrzykuje, spoko.


24 kwietnia, czwartek

Odcinek z serniczkiem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca po zakupach w osso, kawka i ciasto, kulturalnie.

Spacerniak, wiosna.
Onko idzie w tabelki jak trza.
Ależ Houston nie dają rady z Portland. To jest aż szokujące, wobec obecności Dwighta. Teraz LaMarcus jest dominatorem. Takie czasy. 2-0 po dwóch meczach wyjazdowych!
Zanotować tę średnią z dwóch meczy: 44,5 pkt; 13 zb.; 2,5 bloku; 59.3%.
***
Prowadzenie Dallas 20 pkt w San Antonio imponujące, ale co by tego nie zaprzepaścili.
Dali radę.
***
Tabelki wyliczonka.
***
Thievery Corporation — Saudade (2014) — podoba mi się od pierwszych dźwięków. Nowa wersja najlepszych Nouvelle Vague. Ale po całości nudne i wtórne.
***
Przy tym Nino Rota —  LSD Roma (1968-1973) jest bardzo gicio.
***
Ciepło, przeszedłem się, osso, zakupiłem prezentowo raz, Ty też prezentowo raz + drugie dla siebie. Było jeszcze sporo ciekawych, ale nie brałem, np. 3-tomowa encyklopedia historyczna.
***
Trzy kolory — srebrny. Ładne lakiery.
***
Po kawie i cieście w nowo odkrytej kafeterii (teraz już nie było takiego odkrytego widoku na dworze), bardzo pysznie i smacznie, choć serce boli za tę cenę obiadu.
***
Auto naprawione (wiadomo, tato), do domu na skubanie miodem. Aż mi się ręce zagrzały. Ale był jeszcze wieczór na kawę, gazetę, udanie się do snu, w końcu to już prawie weekend.




środa, 28 maja 2014

Odcinek z płochliwą kokietką jedzącą obiad z cyckami.



21 kwietnia, poniedziałek

Odcinek z osadnikami na gorąco

My drogi i Miłościwie Nam Panująca robimy obowiązkowy objazd rodzinny.

Nie dostałem w oko.
Zjadłem, choć nie musiałem.

Once a Thief (1965) — zdaje się, że tego gniota z Delonem już widziałem, ale muzyka Lalo Schifrina z tych genialnych.

Przyjeżdżasz na granatowo (parkowanie tyłem!), spacerujemy, potem kacuskę jemy.
Sprzątnąłem "nastrój" w pokoju, parę rozdań kanasty (fajnie), pakowanie i po świętach.
Na wro osadnicy z parach — ależ emocje grały.
Dobrze, że za drugim razem wygraliśmy, bo to by się źle mogło skończyć na przyszłość dla tej gry.
Na chillu do domu.
Teledysk "Konwalie i szacunek".
Wspomnienie z koncertowania w sobotę.
Spanie, już wiosna.


22 kwietnia, wtorek

Odcinek z pogrzebem w Straszynie

My drogi i Miłościwie Nam Panująca spędzamy pełne popołudnie i jeszcze jasno.

Wciąż wiosna, poranny spacerniak.
Byłem dwa dni bez netu i nba. Dziwnie, ale przeżyłem zupełnie na chillu.
A tam emocje grają.
Eric Weissberg — Deliverance (1973) — wspomnienie filmu wspaniałe, ale muzyka bardzo jednolita.
LAC rozbili Warriors TOTALNIE, jest 1:1.
OKC mimo cudów w końcówce przegrali po dogrywce z Memphis, 1:1 również.
Iron Butterfly — Scorching Beauty (1975) — jest bardzo czerstwe. Glamrockowe momentami?
***
Płochliwa kokietka jedząca obiad z cyckami.
***
Pierożki świetne, słońce i ciepło również.
Do tego jest jeszcze światło na czytanie (z Ty czytasz złą książkę, tra la la la), potem nadszedł wieczór (Roy Budd winylowy), a ja nadszedłem z przewodnikiem, L-Card i mnóstwem muzeów, które TRZEBA będzie zwiedzić. Szykują się emocje, obrazy i NAZWISKA!
***
I ktoś tutaj był śpiący i to nie byłem ja.


ps. i w ten sposób pożegnałem "nieswoją babcię"



wtorek, 27 maja 2014

Odcinek z kacuską



19 kwietnia, sobota

Odcinek z wielkosobotnim koncertowaniem.

My drogi i Miłościwie Nam Panująca pełni wrażeń artystycznych.

Upewniam się co do Vampire Weekend.
Rondo odsłuchane, zakupy zrobione.
Już żywy, bardziej zdrowy, skurcze żołądka zaprzeszłe.
Pakowanie trochę zajęło, wyjeżdżanie również.
Udało się w obie strony, ale nerwy też były.
Biała na obiad, nie chce mi się wychodzić. Przemkowi tak.
Słonecznie, wreszcie ciepło.
Ale nie w Domu Zarazy.
JZTZ przyjemnie.
Where is Jerry też i rozgrzałem się.
Czechoslovakią byłem zachwycony.
Pakowaniem się trochę mniej.
Kebabik o północy, wracam strudzony.
Obudziłem się w porę na przystanku, drugi nocny i siup.


20 kwietnia, niedziela

My drogi i Miłościwie Nam Panująca głównie się obżeramy, a ja tyram przy garach.

Budzenie, śniadanie.
Telegazeta gra — niespodzianki.
Już czuć wiosnę na dworze, dEUS — Worst Case Scenario (1994) — tylko potwierdza, że to wartościowy band. Winyl na tak (wpisane do setki).
Na drugiej kasecie kilka Kevin Arnold, a tam jeden z moich ulubieńszych numerów.
I to instrumental.

Billion Dollar Brain (1967) — nie aż tak bosko, ALE to Harry Palmer przecież!

Django Unchained (2012) — dwie sceny genialne, reszta bardzo ładna.

Homefront (2013) — Sylvester Stallone (scenariusz) pogrywa na prymitywnych i prostackich uczuciach, Winony Ryder nie poznałem, Jason Statham jak zwykle jest sobą. Tym razem bez poczucia humoru.

The Hobbit: The Desolation of Smaug (2013) — z ciekawością obejrzałem do końca pracę komputerów. I ciekawe, czemu takie coś oglądam jak zaczarowany, a transformerów nie? Że fantasy?


ps. ale numerek: 1111



poniedziałek, 26 maja 2014

Odcinek z początkiem świąt



17 kwietnia, czwartek

Odcinek z koszykarzami
 
My drogi i Miłościwie Nam Panująca po całotygodniowych peregrynacjach w domu przed snem.

Wciąż zimno, ale słonecznie.
Zabawne wrażenie, że drugi hobbit (piękne obrazy, ujęcia, komputery) kojarzy mi się z walczącym i wędrującym chrześcijaństwem wschodnim i irlandzkim, które na zmianę są opisywane w książce.
***
Dzisiaj taki dzień pożegnań w nba. Niektórych już nie zobaczymy/usłyszymy.
***
Gortat w 32 min 6/11 na 15 pkt, 10 zb., 2 bl., 3 as., +32, tyle że Boston to nie przeciwnik.
***
Dallas na własne życzenie przegrali 7 miejsce z Memphis.

Play-off 2014 (które napocznę dopiero we wtorek):

San Antonio Spurs — Dallas Mavericks
Oklahoma City Thunder
Memphis Grizzlies
Los Angeles Clippers
Golden State Warriors
Houston Rockets
Portland Trail Blazers

Indiana Pacers
Atlanta Hawks
Miami Heat
Charlotte Bobcats
Toronto Raptors
Brooklyn Nets
Chicago Bulls
Washington Wizards
***
Roy Budd — Sinbad and the Eye of the Tiger (1977) — bardzo zabawne, bo klimatem sensacyjnym nie różni się od "Fear Is The Key". No i wstawki, w sam raz do księcia Persji.
***
Behemoth — The Satanist (2014) — żeby wiedzieć jak się ma do innych podgatunków. Natomiast The Men — Tomorrow's Hits (2014) zaczyna się naprawdę źle.
***
Yautja — Songs of Descent (2014) — odsłuchałem z rosnącą ciekawością. Ciężkie jak na mój wiek, ale mocno basowe, stosunkowo wolne czasami, wciągające. "Faith Resigned" fajnym Hammerheadowym noisem zajeżdża.
***
https://kwadraciokrecords.bandcamp.com/
zabawne, świat wciąż żyje
***
Manny Pacquiao odzyskał tytuł mistrza świata.


18 kwietnia, piątek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca, czyli to ja jestem w ciąży.

Chłód, ale już czuję święta. Lubię te pustki w środkach komunikacji miejskiej. Spacerniak poranny. Druga kaseta Komedy jest bardzo specyficzna. Bardziej w stylu filmu polskiego, ale może w sam raz na świąteczny poranek?
Royal Trux mimo opinii legendarności nigdy mi specjalnie nie podpasował. Nie jest to złe, ale za mało przebojowe (za mało refrenów).
***
Piszą, piszą: Noah found defensive success against Nene in the regular season but really struggled to contain Gortat.
***
Nino Rota — Amarcord (1973) — wspomnienie z filmem genialne, ale muzycznie brakuje obrazu. Czyli nie na winyl.
***
No nie pamiętam, kiedy tak wcześnie wychodziłem. 13! Ktoś miał pół gestu.
Szok.
Na Kartuskiej słonecznie, podobnież w parku na Bema.
Obiad na wro.
Okropnie wcześnie w domu.
Zatęchły Lion in Winter (1968) premierowo.
Kacuska zamacerowana.
Basy, grają.
Zupa na kolację — hahahah.
Kończymy z rudym, rudy wykończył mnie.
Do łóżeczka, ja jak nie ja przed północą w piątek.





piątek, 23 maja 2014

Odcinek ze stogami w sztućcach



15 kwietnia, wtorek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca jeno a jeno.

Pożegnanie z kasetą:
U2 — The Unforgettable Fire (1984) — jest kilka przebojów, jest Edgowa gitara, Bono wyje. Dosyć sopranowo. Bez wstydu, bez bólu, ale też bez sentymentu.
***
Miami odpuściło pierwsze miejsce, Wizz nabija statystyki. 70 pkt do przerwy. To nie był mecz, Gortat w 20 min 10 pkt i 13 zb. Ciekawy stat miał Shane Battier 0/5 oraz 0/5 za 3.
***
Suns walczą o życie. Dosłownie. Emocje i kibicowanie.
Bohaterowie nie dali rady. No trudno. I tak było z nimi miło.
***
Ale Roy Budd — Get Carter (1971) — znakomicie. Wciąż.
***
Dużo tabelek, intensywnie, biurowo, pracowicie.
Reszta tradycyjnie, choć piździało. Robiłem foto. Parku. Potem talerzy i sztućców na Stogach. Piero, heroes, wypasik, chill.
Wieczorem w domu już zjazd i pochyłka.



16 kwietnia, środa

Odcinek z sukienką

My drogi i Miłościwie Nam Panująca w transferach, lecz ze szczęśliwymi zakupami.

Roy Budd — Fear Is The Key (1972) — nie tak genialne, ale wszystko co najlepsze, klimat, smyki, drive. Jeszcze bardzo dobre lata.
Roy Budd — Catlow (1971) — western, to wiele tłumaczy w temacie soundtracków.
***
Przejrzałem jakie atrakcje szykują nam się na 2014 RECORD STORE DAY — One Direction.
***
Zwolniłem trochę dzisiaj, bo mnie poddenerwowali rano, robię przesłuch odnośnie możliwości kolejnego dużego zamówienia => więcej skreślam. Dokoptowuję (żeby mi się slot nie marnował, skoro lista już niemal pełna) znanych mi kompozytorów. Wyznacznikiem też są atrakcyjne tytuły: "Vampires from outer space".
***
Jeszcze chciałem nadmienić, że pod Twoją nieobecność machnąłem sałatkę z sałaty, pomarańczy, jalapenos, miękkiego sera brie oraz resztkowego majonezu. Głupio tak w dniu, kiedy prawie nie ma meczy.
***
Jakaś forma lenistwa i niechcenia wobec planowych transferów na styku. Zacząłem patrzeć na The Hobbit: The Desolation of Smaug (2013).
***
Szybko na Rzeźnicką, tam się sprawnie udało, szybko do domu po kanapkę z majonezem (dziękuję!), zdążam do drewutni, gramy, z niespodziankami.
***
Slint — Spiderland (deluxe 3LP 180 gram vinyl box set — with book, CDs & DVD) — za sporą kasę poszło od razu, pierwszego dnia.
***
Wieczorem prezentacja sukienki z plisami, mecz sobie leciał w tle, a myśmy oglądali wiele miast, które są happy z Pharellem Williamsem.
***
Uważam za niesprawiedliwe, że wieczorem jest jeden (słownie: jeden) stopień powyżej zera.




czwartek, 22 maja 2014

Odcinek z dniem 2. festiwalu



12 kwietnia, sobota

My drogi i Miłościwie Nam Panująca z blinami w brzuszkach.

Gortat 4/12 (12 pkt), 6 zb., 3 as, 1 blok — po prostu nie jest równy. Drużyna również, ale: Orlando-Wizz 96-86.
Dzisiaj THE MECZ.
98-86 było warte wielkich liter. Grali bez Wade'a, zebrali więcej piłek, więcej punktów w pomalowanym, Toney Douglas miał wielkie chwile, bez Odena. 16-0 w III kwarcie. Sygnał był na tyle wyraźny, że w tym względzie można chwilowo się nie martwić. Duża wygrana.
***
Brewer scores career-high 51.
"Mecz Wraku Człowieka na 5 punktów i 1 zbiórkę, albo George’a Hilla na 0 punktów, 0 zbiórek i 0 rzutów w 33 minuty.
Okej, na Hilla nikt uwagi nie zwróci."
***


13 kwietnia, niedziela

Odcinek z dniem 3. festiwalu

My drogi i Miłościwie Nam Panująca z wołowiną a'la Makłowicz w brzuszkach.


14 kwietnia, poniedziałek

Odcinek z dniem... pracy

My drogi i Miłościwie Nam Panująca w osobnych pokojach (za karę).

Szkoda, że Miami sobie zrobiło kuku, a Indiana wygrała w OKC, ale to już chyba nie ma wielkiego znaczenia. Szalony mecz Dallas-Suns, szkoda walczaków, ale Dirk dokonał cudów (stety-niestety), tak wyszło.
***
3 ronda do odsłuchania. Dużo poczty i tabelek.
***
Transfer basowy, Zachodni Brzeg Wrzeszcza zmienia się nie do Poznania.
Kawa/kanapka/wafelek.
Wojt i niemal w 4 godziny ogarnęliśmy się ze wszystkimi basami. Udanie, aczkolwiek jednak męcząco.




środa, 21 maja 2014

Odcinek z premierą w blue



10 kwietnia, czwartek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca relaksujemy się przedpiątkowo.

Pozaznaczałem szyderczo sporo fragmentów z polskiej autorki.
Bardzo dobrze sluchało się III kwarty meczu Wizz-Bobcats, bo po wstępnej mizerii zaczęli bronić oraz mieli udane, rozsądne akcje w ataku i zniwelowali 20-punktową stratę. Zaangażowanie i emocje — korzystniej. Gortat też. Bohaterem przedostatniej akcji, na 87-85, ale pote, nie dopilnował Ala. Dogrywka! Tam już im poszło bardzo słabo i skończyło się 88-94.
Gortat 13/18 i 27 pkt, 14 zb, (4 w ataku), 2 bloki
Al Jefferson 9/20, 20 pkt, 18 zb. (5 w ataku)
Ariza 0/10
Beal 4/20
Wall 6/20
za 3 — 6.7%
***
Ponadto wiele emocjonujących końcówek (Memphis-Miami — Miami znowu stracili przewagę w tabeli/Bucks-Indiana/Pelicans-Suns/Clippers-OKC).
***
Wysłuchałem wszystko, co było do wysłuchania, zdążyłem z rondem (następnego dnia nie miało by to zbyt wielkiego sensu — chyba) i siup. No i bardzo solidnie popracowałem na czysto, sporo podciągnąłem w klasyfikacjach.
***
Chłopak był w kiosku, krs się zgadza. Zmarzłem, ale zaraz do domu.
***
Obżarłem się kotletem rybnym, kawą, wieczorem jeszcze przed snem ciastem oraz truskawkami.
***
Zatęchła premiera. Z plakatem!
John Barry — The Deep (1977) — jest pyszne i kuriozalne jednocześnie. No i ten niebieski winyl! Oraz plakat. Świetna sprawa.
***
Massacre in Rome (1973) (directed by George Pan Cosmatos) — dokończone. Sama końcówka była zaskakująca. Richard Burton świetny, Marcelo Mastroianni koszmarny. Nie będę tego filmu bardzo wspominał, ale on jest z serii "Rzym", więc pamiątka po via Ardeatine i kilku kamlotach, łukach, koło których przejeżdżają ciężarówki.
***
Sałatka (prawdziwa gotowana), odcinek Rudego 2, który staje się coraz bardziej irytujący i (jak dla mnie) traci wiarygodność (w ogóle jakąś miał?).


11 kwietnia, piątek

Odcinek z dniem 1. festiwalu

My drogi i Miłościwie Nam Panująca wieczorem: ja pijany i rozanielony choć śpiący, Ty przeczytana.

Począwszy do wczorajszego wieczora mam jakby wolne i ferię dobrego nastroju (co za rzadkość!).
Poranny spacer rozgrzewa ciało i odświeża umysł.
Więc mam te psychiczne wolne, czytam
Peter Brown — Narodziny zachodniego chrześcijaństwa (2000)
już od rana mam podjarkę na wieczór. Już myślę jak dojadę, jakie piwo kupić, jak będzie fajnie i jaka to podjarka.
Zajrzałem jeszcze do sklepu i dostałem obłędu na widok możliwości (Ameryka, taki kraj), ale te zakupy dopiero w maju, więc powybieram rozsądne opcje.
Na razie na etapie podjarki, którą zamierzam utrzymywać przez piątek cały. Yei!
Acha,
lubię jechać 162, bo wtedy mam 20 minut spacerniaka, wybrałem inną, krótszą, ścieżkę, może nie jest tak pamiętana, jak z dawnych czasów, ale mam innym punkt widzenia, a zbiornik, rankiem, jeszcze spowity mgłą wstającą z łąki, szron na butach, ostre światło — czarownie ta okolica wygląda, mimo że zmiany postępują.
Co za poranek!
***
W tylko dwóch meczach były emocje, jest też prawie ostatni element układanki:
023 Skyfall (2012) Blue-ray 35.5 GB
***
The Cult Of Dom Keller — The Second Bardo (2014) (tableau) — na razie bardzo przyzwoicie, jakkolwiek trochę się ciągnie.




wtorek, 20 maja 2014

Odcinek z oddawaj czapeczkie!



8 kwietnia, wtorek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca na wieczornym zmywaku.

Biegałem po bułki i się spóźniłem. Nie ma meczu, bo był finał NCAA.
***
Wtorek, to pożegnania z kasetami:
Cocteau Twins — Heaven on Las Vegas (1990) — dobrze weszło, dwa momenty bardzo miłe.
Roger Waters — Amused to Death part 2 (1992) — smęty. Kiedy jeszcze słuchałem Kaczkowskiego, to było jakieś wydarzenie. Ale słuchać tego mogę dwurazowo.
Roger Waters — Radio K.A.O.S. (1987) — jest lepsza. Bardziej piosenkarska (choć wokalnie słabo), trochę w tym rocka, lata 80., gitary pod Dire Straits. Widać, że się starał, bo jest "nowocześnie", żeńskie wokale/chórki.
U2 — War (1983) — oczywiście "Sunday Bloody Sunday" oraz "New Year's Day", reszta trochę niezapamiętywalna, chociaż przynajmniej grają na żywo. Największe zaskoczenie dla mnie wiąże się z tym, że w "Sunday Bloody Sunday" są skrzypce. I one tam grają. Zawsze tak było? W radio tego nie słychać.
***
Będę odhaczał po kolei (tak trzeba):
Sonny Rollins (ts), Don Cherry (tp), Bob Cranshaw (b), Billy Higgins (dm)
Dearly Beloved z Complete Live at the Village Gate, 28 July 1962
18:39
***
Sonny Rollins
Intro + Unknown 3, 29 July 1962, 1st Set
32:49
w obu za mało melodii i refrenów jak dla mnie.
***
Seam — Days of Thunder 7" (1991) — przez sentyment dla starych czasów. Ale Seam trzyma się bardzo mocno.
***
Sonny Rollins, Doxy, 28 July 1962, 16:19
Sonny Rollins, Oleo, 29 July 1962, 1st Set, 17:23
***
Seam — Granny 9X 7" (1991).
Seam - Sukiyaki 7" (1999) — covery (szczególnie głupie) to bardzo zły pomysł, szczególnie w dniu, kiedy brak poczucia humoru zbliżonego dla ich twórców.
***
Sonny Rollins, Solitude, 28 July 1962, 15:20
Sonny Rollins, Unknown 4, 29 July 1962, 2nd & 3rd Set, 22:44
Sonny Rollins, Oleo, 28 July 1962, 31:25
***
Nastrój dnia jest jednak ulotną chmurką.
***
Stare numery Where is Jerry z prób, żeby skatalogować, wybrać i całkowicie oczyścić archiwum.
***
Sonny Rollins, Unknown 3, 29 July 1962, 2nd & 3rd Set, 18:26
Sonny Rollins, Saint Thomas, 28 July 1962, 22:29
***
Tak jak już teraz nie lubię NoMeansNo, tak trzeba wyciąć fragment "drewniak doktor" na pamiątkę.
***
No dobra, już nie mogłem słuchać tego i owego: John Barry — My life (1993). Pięknie.
***
Pięknie też było w sklepie i parku, gdzie trafiłem na przerwę w deszczu i wyszło słońce.
Pięknie, bo przyszła wspaniała paczka (zczęźniała i zatęchła, jak mówisz), ale płyty boskie.
Pięknie, gdyż siedziałem/chodziłem/pakowałem/fotografowałem dokumenty/wspominki/obiad.
Pięknie, bo już zaraza święta.
Pięknie, ponieważ zgrałem kasetę nr 1 — ależ tam psycho.
Pięknie doprawiłem się winem.
Pięknie napisane, że ten Kafka taki straszny/okropny wg artykułu w "Książkach" 1/2014.


9 kwietnia, środa

Odcinek z pogodą, co nas robi w koca.

My drogi i Miłościwie Nam Panująca na wieczornym chill-oucie (na pewno ja, Ty z bólem głowy od niewychodzenia)

Mokro, podeszczowo.
Uff, Plumlee z faulem zablokował Jamesa w ostaniej akcji i Nets 88-87 z Miami na wyjeździe. Ale co to był za emocjonujący mecz. Hah, oni mają sweep w tym sezonie — co za niespodzianka. Marcus Thorton (brzydal) przyszalał: 6/8 i 4/5 za 3 na 16 pkt.
THE STAT: Lakers point guard Steve Nash moved past Mark Jackson and into third on the NBA all-time assist list, trailing only John Stockton and Jason Kidd.
THE FACT: Dallas Mavericks forward Dirk Nowitzki moved into 10th place on the NBA all-time scoring list (now with 26,714 points), passing Oscar Robertson.
"Dirk rozpoczynał ten sezon na 17. miejscu, teraz jest już w pierwszej dziesiątce, a do dziewiątego Hakeema Olajuowana brakuje mu tylko 232 punktów".
***


John Barry — Sophia Loren in Rome (1964), to, w przeciwieństwie do Taylorki, jest słuchalne, piękna muza orkiestrowa, bez pamiętywalnych melodii, ale przyjemność.
***
John Barry — Starcrash (1978) — cudowne, ale będzie musiało poczekać na kosztorys.
***
Odkrycie po latach. Kasetowe. Amerykańskie. I w ogóle.
WPRB Princeton. I wciąż działa!
 
http://wprb.com/
 
***
Zapieksa na mieście i brak pana w kiosku. Książki wciąż bardzo dobrze (Kafka!), owoce, kryzysowa próba, ale przygotowani i coś tam z nudów wymyśliliśmy. Na poważne dyskusje przyjdzie czas.
***
Do zapamiętania, ale kaseta zostaje na dłużej: dEUS — The Ideal Crash (1999) — wspaniale inteligentna płyta i bardzo dobrze broni się po latach.
***
Wieczorny relaks z premierą zatęchłej płyty:
Henry Manicini — Versatile (1959) — dla mnie najwspanialsza płyta chill-outowa ever. Dopóki nie było league passa była prawie zawsze na odtwarzaczu z rana, żeby zrobić dzień. Wspaniale trzeszczy, wspaniale gra, ach te basy.
***
Truskawki.
Zrobiłaś przepyszne ciasto jogurtowe, ależ będę się wżerał. Do tego chwila z ligą mistrzów w piłce nożnej, trochę gazety (bracia syjamscy itd.), nowy krem (którego dozownik popsułem), nowe gify i spać. Ciepło w nocy = dobrze.



poniedziałek, 19 maja 2014

Odcinek z nowym zestawem łazienkowym



6 kwietnia, niedziela

My drogi i Miłościwie Nam Panująca wypełniamy dzielnie pity.

To był, blow-out, ale ja i tak liczyłem płyty: Gortat 8/11 (19 pkt), 8 zb. (2 w ataku).
***
Zrobiłem wideo do Khad!Affiego. Nieźle wyszło (filmiki z BCN).
Jemy nowe wiejskie jaja — sequel.
"Petulia" — oficjalna winylowa premiera. Do kawy.
Black Red White — na przyszłość. Ustawienia na nadchodzące święta Wielkiejnocy 2014.
Pogoda zachwyca ciepłem.
Przedobiadek. Pyszna odsmażana.
Robisz wspaniałe bitki z wołowiny ze sosem. Ja eksportuję.
Wypełniamy pity. Z nerwem.
Szukamy (nie ja) też zaległych umów.
Układam bity, z drugiego jestem zadowolony.
Zapakowanych 11 paczuszek.
Wywaliłem resztki starego pojedynczego łóżka z piwnicy.
Czas minął, odcinek, spać.
I nawet niedzielnego meczu nie oglądałem.

się kiedyś zarabiało niemało

7 kwietnia, poniedziałek

Odcinek z wczesnym udaniem się na spoczynek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca z wolnym wieczorem.

Rozpisałem się w podsumowaniach, ale trzeba było.
No, końcówka Suns-OKC była fantastyczna, emocjonująca, barwna, emocjonalna, no i Phoenix wygrali 122-115.
***
Dallas chwilowo dają radę, wygrali z Sacramento (ale było blisko), zabawne: włączyłem Indiana-Atlanta, myślę, eeee, pozamiatane, kiedy widzę, że to Atlanta wygrywa, jej! Brawa dla Indiany, cieszymy się. Brodaty znowu rzucił przed końcem i była dogrywka.
***
Lalo Schifrin — Enter the Dragon (1973) — nie wiem co zrobili z tą pełną wersją soundtracku, ale muzyka akcji w połączeniu z ilustracjami suspensowymi wreszcie zaczęła grać i w całości ma to wreszcie sens. Nigdy wcześnie na kasecie nie miałem tego wrażenia. (17 miast 11 numerów).
***
No ok, przy tym to ja se mogę potańczyć, bo to disco jest: Maynard Ferguson — Conquistador (1977) — ale w sumie czemu nie. Bardziej Barry White niż Lalo.
***
Quincy Jones — Big Band Bossa Nova (1964) — nie ma wyjścia: to jest setka! (jest na liście). Zawsze poprawia mi humor.
***
Prawie zaśnięcie w tram.
Poczta, dookoła bloku.
Odsmażana babka z sosem grzybowym spod bitek. Pyszności!
Kawa i z komputerem zabawa (on nie chciał się bawić).
Ogarnęło mnie wieczorne leniuchowanie: przydałby się telewizor, bym mógł leżeć i zippować. Obejrzeć film.
Premiera winylowej: Lalo Schifrin — Insensatez (1968) — łagodnie bujające.
Ty z nudów przygotowałas nam obiad i surówkę. Wspaniale!
Po 21 udałem się na zabiegi kosmetyczne, po czym z książką do łóżka.
historia zachodniego chrześcijaństwa




piątek, 16 maja 2014

Odcinek z łydką i wnioskiem racjonalizatorskim



4 kwietnia, piątek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca jakby co będziemy pamiętać.

Nowy ser pleśn. spoko. Poezja eee, ale NRD biograf — całkiem ok.
Jedziemy!
***
W dustygroove dostawa, znowu będe miał problem, hihi.
***
OKC-Spurs — wow, co za mecz! Spurs grają w run&gun z dzieciakami. Zadziwiające. Niezwykłe widowisko jak dotychczas.
No ale młodość i siła zaczęły brać górę w II połowie: sporo strat Spurs i same szybkie dunki OKC. Trochę ich tam rozpieprzają. Byłbym uważał, gdyby nie to, że znowu zakłócili mój spokój nowymi opcjami KIEROWNICZYMI. Błe. No i zrobił się blow-out.
***
Clippers-Dallas to powtórka z rozrywki z ostanich czasów. Ale od momentu kiedy Dirk zszedł, bo Big Baby stanął mu na stopę, to Blake i DeAndre rządzą pod koszami i nawet robią sztuczki. Wrócił J.J. Redick = LAC wyglądają mocno.
Osz, to było dramatyczne (jak Wizz?), wygrywali 10 pkt, kiedy nietrafione rzuty, Collison 3 razy z kontratakiem i Dallas mogą znowu płakać. Ale udało im się.
***
Chwila relaksu w domu, bardzo udany kosz: trafiałem, jakbym miał okulary, grałem, jakbym był na środkach, przepychałem się aż miło.
***
Night Train to Lisbon (2013) kawałek. Lizbona śliczna.
Popcorn, odcinek i spać.
Datę pamiętać.


5 kwietnia, sobota

Odcinek z ustaleniami stosownymi

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zrobiliśmy mega BABKĘ!

NYK-Wizz 89-90. Carmelo zgubił piłkę, a J.R. Smith nie trafił (32 pkt), uff. Gortat 6/10 (13 pkt), 10 zb. (3 w ataku), Bradley Beal 28 pkt.
***
Jemy nowe wiejskie jaja.
"In like Flint" — oficjalna winylowa premiera. Do kawy.
Zakupy (niedalekie, bo łydka), wielka micha surówki na przedobiadek.
Dni otwarte w przedszkolu.
Robimy błyskawicznie babkę ziemniaczaną (wspaniała maszyna), ona piecze się niemal 2 ha. Ale jest gorąca i pyszna.
Relaks, z przejedzenia, pogadanka.
Robię pliki umpy 2.
Obczajam formaty filmów z reapera — słabo.
Nastawiony garniec wina.
Wiedźmy.
Big Bang Theory — fajne, ale już nie smakuje jak kiedyś.



czwartek, 15 maja 2014

Odcinek z The Grand Budapest Hotel



2 kwietnia, środa

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mieliśmy dłuższy i udany wieczór.

W nocy przymrozek. Rukola.
Terry Pratchett, A Hat Full of Sky (2004) — wciąż dobrze się rozwija. Ulnik, w sumie jak ja, też tak mam.
***
Boisko i stroje Brooklyn wciąż świetnie wyglądają, a oni oraz Houston miło biegają i rzucają. 105-96.
***
Gdybym się nie zdenerwował netem i wordem, to bym mógł się zachwycić końcówką Dallas-Golden State. No ale to co zrobił Stefka w ostatniej sekundzie dogrywki złamało serca fanów Dallas. 120-122.
***
Z tego wszystkiego będę miał nową paczkę płyt. A co. Fajnych takich.
***
The Grand Budapest Hotel (2014) — bardzo bardzo bardzo ładnie.


3 kwietnia, czwartek

Odcinek z prawie piątkiem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca pijemy piwo, jemy koreczki.

Ten Prattchet skończony, udany, choć może zbyt umoralniający, dla mniejszych dziewczynek. Dobrze, że obyło się bez zbędnej, zbyt obszernej psychodelii pod koniec. Wzruszyłem się tymi komunałami, ale Nagłe Figle są ulubionym bohaterem zbiorowym.
***
Łatwe zwycięstwo Wizz nad Boston, choć obrona nie była bardzo szczelna, Gortat dobrze wszedł w mecz (22 pkt z 10/13, 8 zb.), a potem już grali rezerwowi: 118-92: "Marcin Gortat records 22 points, John Wall adds a double-double as the Wizards clinch their first playoff berth since 2008".
***
Mimo wyrównania na pocz. IV kwarty Indiana wygrała z Detroit. Jestem dzisiaj ambitnie w tabelkach, podsumowankach i podprojektach. Suns nawet bardziej ambitnie walczą z Clippers. Wygrywali, by przegrać 108-112. Dramatyczne, ale co zrobić. Jeść!
***
Robota była słuszna, widziałem jeszcze kawałek, wracam z NRD-owską LnŚ. Kupiłem masmix. W domu zbyt pospiesznie i z problemami technicznymi, które rozstroiły mnie na resztę wieczoru.
***
Ale brakujący (yyyyyy!) odcinek 5 obejrzeliśmy z pikselozą, potem już ok, piwo zaczęło działać (bez sensu taki guiness wobec czarnej fortuny), zmyłem naczynia, obłożyłem książkę = lepiej, sok z ananasa z puszki, koreczki, Rudy 2, no — już prawie weekend.




środa, 14 maja 2014

NBA kwiecień 2014


i weź zgadnij, czy marzec był, czy pominąłem?
dzisiaj (14 maja) nba było emo, stąd taki zestaw

Corey Brewer 51
Corey Brewer — Dallas Mavericks v. Miami Heat
Dragon
 
lata 80 w przekazie
mini play-off
najmłodszy
new york knicks 2014
zaczynamy play-offs 2014! (ale bez marynarek)
Regular 2014 Milwaukee — taki miałem pełen zestaw sezonowy na koniec
rip city


wtorek, 13 maja 2014

Odcinek z chillem



31 marca, poniedziałek

Odcinek z nagrywaniem bez fuzza

My drogi i Miłościwie Nam Panująca chwilowo przeglądamy Beksińskiego,

Cavs wygrali z Pacers 90-76. Cieszymy się. Nie ma lekko w lidze!
***
Mamphis przegrali z Portland, mi się wyjebał net i jestem wkurwiony (2 pliki poszły się jebać!) (słownie: DWA pliki!).
***
Lacrimae rerum. Kieślowski, Hitchcock, Tarkowski, Lynch, Warszawa 2007 skończone. Zasadniczo nie czytało się źle. Przynajmniej te części, które kojarzyłem. Co prawda punkt wyjściowy — psychoanaliza — uważam za chybiony, bo jak kupuję bułkę paryską rano, to świadczy o tym, że lubię gładko ogolonych chłopców, wsiadam do fallicznego autobusu, oglądam serię 007, co oznacza, że jestem skrytym homoseksualistą, który ma problemy z potencją i ukrywam to wszystko swoją brodą (czyli maską). Zabawne, że to jest dobrze płatny zawód.
***
Wracam, kanapka, kawa, zapakowany na full, las.
Wojt mnie spotyka, schodzimy schodami po drugiej stronie (Leśna Góra view), ustawiamy nagrywamy. Pod koniec znaleźliśmy lepsze, kryształowe brzmienie. Prawie dobrze mi poszło, palce mi zmarzły strasznie i przemarzłem w ogóle. Wojt o socjalu w swojej firmie — chociaż niektórzy mają dobrze.
***
Przemarznięty musiałem zjeść gorące pyszne jabłko z micro. Do snu.


1 kwietnia, wtorek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca jedziemy aż z wro, ale już tylko spać.

Od dwóch/kilku dni rano są 3-4 stopnie. Mało.
Pożegnanie z kasetami:
OB. G.C. — Stan strachu (1989) — koszmar, nie to, że muzyka z lat 80., ale ten pomysł na ilustrację z filmu. Pierwsze dwie płyty Republiki bardzo TAK. Ciechowski solo — nie. Piosenkę "Ja Kain, ty Abel" pamiętam z radia/młodości.
Jesus Lizard — Head — słaba jakość, niewiele słyszałem, prócz tego, że fajna.
Cows — Sexy Pee Story — jeszcze nie ten etap ich kariery, który lubiłem najbardziej.
NoMeansNo — Mama  (1982) — nie przepadałem za tą surowością, brakiem potężnych brzmień. Przekombinowane, ale mało melodyczne, nie broni się po latach. Te wydanie z Anteny Krzyku sam kupiłem.
Stone Roses — na kasecie, prócz zostawionych kilku numerów, Pavement nagrany ze szpulowca oraz jakieś inne heavy-metale z Radiostacji. W sumie musiałem tego dużo słuchać.
***
Kolejny poranek frustracji, zmarnują mi się nagrania Where is Jerry (z niektórych jestem strasznie zadowolony), praca wre, czasem za mocno, podobna frustracja dotyczy zawodników Wizz, którym w ogóle dzisiaj nie idzie i przegrali z Charlotte Bobcats 100-94. Gortat 6 pkt i 11 zb. wobec 19 pkt i 11 zb. Big Ala czy 15 pkt. i 8 zb. Cody Zellera. Pryma Aprylis taki dzisiaj.
***
Szczęśliwie Indiana przerypała dzisiaj u siebie z San Antonio 77-103, co zbliża Miami. Dobrze. 18 wygranych z rzędu staruszków.
***
Udało się! Mój trud już skończony! (chyba):

001 Dr. No (1962) Blue-ray 30.9 GB
002 From Russia with Love (1963) Blu-ray 30.5 GB
003 Goldfinger (1964) Blue-ray 30.1 GB
004 Thunderball (1965) Blu-ray 30.8 GB
005 You Only Live Twice (1967)  Blu-ray 31.8 GB
006 On Her Majesty's Secret Service (1969) Blu-ray 35.2 GB
007 Diamonds Are Forever (1971) Blu-ray 34.3 GB
008 Live and Let Die (1973) Blue-ray 34.7 GB
009 The Man with the Golden Gun (1975) Blu-ray 33.2 GB
010 The Spy Who Loved Me (1977) Blue-ray 32.7 GB
011 Moonraker (1979) Blu-ray 28.7 GB
012 For Your Eyes Only (1981) Blu-ray 32.4 GB
013 Octopussy (1983) Blu-ray 37.7 GB
014 A View to a Kill (1985) Blue-ray 36.5 GB
015 The Living Daylights (1987) Blue-ray 34.1 GB
016 Licence to Kill (1989) Blue-ray 33.2 GB
017 GoldenEye (1995) Blue-ray 33.1 GB
018 Tomorrow Never Dies (1997) Blue-ray 32.8 GB
019 The World Is Not Enough (1999) Blu-ray 30.6 GB
020 Die Another Day (2002) Blue-ray 30.5 GB
021 Casino Royale (2006) Blue-ray 35.0 GB
022 Quantum of Solace (2008) Blu-ray 29.4 GB

No to można załączyć teatr-media.
***
Miami-Toronto 93-83. Dobrze. Są na topie teraz, mimo osłabionego składu. Podoba mi się ta linijka:
Chris Andersen: 25 min, 5/5 i 3/3 = 13 pkt, 7 zb. (3 w ataku), 2 bloki.
***
Piero Umiliani — Esotico Ossessione (2014) — składak zrobiony przez blogerów, jednak nie taki fajny, jak to czego słucham ostatnio na Stogach z okazji czytania.
***
Bardo Pond — Lapsed (1997) — bardzo. Też tak chcę.
***
Bardzo udany, wychilloutowany wieczór ze Stogami itepe:
— dyskont/lidl/warzywa/wędliny/mniam
— park, zimno, ale słońce
— słonecznie przy biurku na Stogach/czarne/czipso-oponki
— H3/gazety, z czego weekendowa wyborcza bogata w treści i ciekawe arty
— MVP
— nocna panorama Gdańska/światełka/moonraker
***
Wracamy, skarby i spać. Już tylko jeden stopień powyżej zera. Trudności z parkowaniem (pełno pełno).