czwartek, 28 marca 2013

Odcinek z nocnymi zakupami




26 marca, wtorek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mamy na podłodze siatkówkę.

Te –2 z rana to oszukane, bo zegar miejski (tak, on wyznacza temperaturę) jest nasłoneczniony, więc nie przekazuje. Bo to —5 jest.



Emiliana mi gra w rytmie jungle, słońce świeci, a Gadda jest śliczny. Pierwsze akapity musiałem przeczytać jeszcze raz, żeby pojąć o co mu się rozchodzi. No bosko było i wciąż jest. Jest tak doskwierzyście włoskie, przecież tam u niego te warzywa (włoszczyzna, panie) mówią. No zachwycony jestem początkiem. Oraz zakupami w biedronce.


Tu się trochę obrabiamy, bo nie ma jednego, drugiego i za chwilę wszystko będzie na mojej głowie (wątłych barkach?), ale wbrew strasznym spotkaniom budżetowym — jest spokojnie. Rzekłbym nawet: miło.

Trochę komunikacja miejska mnie podziębiła przez 25 min na dworze, ale dojechałem na Stogi. Zjadłem, napiłem się kawy — wszystko w temacie, bo potem już nie było na to czasu. Dużo zupy, a raczej potrawki, bo za dużo makaronu się sypnęło. Bogato.

Wizyta w Sopot, a potem nocne zakupy w dawno nie widzianym sklepie (to jeszcze nie ten). Jakoś pomieściliśmy się z siateczkami w dwóch koszyczkach. Lubię zakupy. Pasja zakupów towarzyszy mi w codziennym życiu. Te były udane i bogate (jak zawsze). Chyba jednak żałuję tych wiśni w czekoladzie.

Wino smakuje rewelacyjnie. Kanapka z kotletem również. Rozpakowywanie także. I sen.
 
Lalo Schifrin, Escape from tomorrow
http://www.youtube.com/watch?v=qoxk9aNvA8U


Brak komentarzy: