poniedziałek, 25 lipca 2011

Sexy Beast (2000)


czwartek, 21 lipca

Deception (2008). A mi się podobało, że było widać, że mają więcej zmarszczek ode mnie i brodawki (McGregor). I nie mam bladego pojęcia na co zmarnowałem popołudnie. Jako piękność z Wall Street występowała Charlotte Rampling.

piątek, 22 lipca

Asertywność pierwszego stopnia:
— Ale jak podejdą do nas i zaproponują grę, to odmawiamy, ok?
Jasne.
(po chwili)
Hej, zagracie z nami?
Pewnie.
...
Po czym jako oldoboye zagraliśmy z dzieciakami, które charakteryzowały się dwumetrowym wzrostem, podwójną szybkością i wsadami. Uogólniając: mogło być gorzej, niektórzy radzili sobie nieźle, a ci co sobie nie radzili, mogli ponarzekać. Moja "szybkość" okazała się nieco przeszacowana, ale w końcu nie była dwa razy mniejsza, jak byłem dwa razy starszy ("pan z brodą"). I powiedzmy na te 6 rzutów ze 3 trafiłem. Taki koleś. Strat przez szacunek wymagany starości nie liczę.
***
Sexy Beast (2000). Początek był genialny. Szykowała się przewrotna szydera. Ale niestety skończyło się jak jakiś dramat obyczajowy. Intryga zupełnie wtórna. Wreszcie Ben Kingsley pokazał, że gra, a nie tylko jest.
***
W nocy z piątku na sobotę śniło mi się udo.


Brak komentarzy: