środa, 20 lutego 2013

Odcinek ze skarbami



16 lutego, sobota

My drogi i Miłościwie Nam Panująca robimy miesięczne zakupy, bo zużywamy dużo mąki, bo ja lubię mączne. Idzie mi wtedy w biodra.

A właśnie — to poza kolejką — ładny tani 6-pack z lidla, podróby całkiem pasujące, i tanie, że się powtórzę. Bo ser drogi.
I kolejne: "ale możesz tylko raz spojrzeć".
Następnie: pdf 007 — ładny i kolorowy.
Wreszcie dochodzimy do sedna: na śniadanie jajecznica ze szczypiorkiem, jako że ten się pojawił w domu poprzedniego wieczoru.
A skoro to już była pora pór: zakupy. Duże. W ce.
Jedziemy, zbieramy, wrzucamy, rarytasów nie było. Były piwa w prezencie i pieluchy. Zwykle w takich okolicznościach (kilkadziesiąt siatek) już na sam koniec ogarnia mnie zmęczenie, więc nic nie robię, tylko siedzę, piję zaległą kawę i jem chałkę. Z masłem.
Zaciągam się do piwnicy, wynoszę 8 metalowych misek śmieci. Znajduję skarby: kolejne "Przekroje", wazę — śliczna, od razu na górę, outdoor girl, szminki, "samowar", dziwne drewniane elementy, silniki samochodowe, jeszcze więcej śmieci i szczurzych bobków. Kolejne partie drewna, i skarb nad skarbami — starodawne bombki, gwiazdki, łańcuchy i lampki choinkowe.
Piwnicy już teraz należy się zdjęcie.
Na obiad pysznie przygotowany przez Ciebie obiad, kurczak w starodawnym sosie curry, niewyjściowy, ale dobrze smakuje z makaronem.
Odrabiam robotę, potem mam zaproszenie, z którego korzystam bez namysłu, początek wyszedł bardzo dobrze, a potem bolały mięśnie.
Zwlekaliśmy, uruchomiliśmy rum, do tego lampkę, która nie była porannym światłem słonecznym, spóźniliśmy się, ale na tort do Sopot zdążyliśmy. 
Siedzimy pijemy, jest hałas oraz Popeye. Palę tytoń, czuję się niedobrze jak w siódmej klasie podstawówki, zasypiam, a piwo niedopite — jak nie ja.
Odwozi nas domowa taksówka i właściwie w domu jesteśmy o bardzo przyzwoitej, niemal harrypotterowej, godzinie.


Brak komentarzy: