środa, 27 lutego 2013

Odcinek z nagłą animacją



24 lutego, niedziela

My drogi i Miłościwie Nam Panująca z nagła zabraliśmy się do animacji. Nawet kulturalnej.

Żeby nie przedobrzać z naleśnikami, na śniadanie zaskoczyłem nas omletem. Urósł. Jedzony z masłem
zaskakująco pasujący pomysł. Idziemy, zakupujemy się, jemy lody — w końcu to jeszcze zima. Relaksuję się tym co na co dzień i od święta. Placki ziemniacki. Dużo robienia, dużo jedzenia. Oberamy, Ty trzesz, ja smażę. Com miał spalić, to spaliłem, ale wypas był. I do tego ów element ze szczypiorkiem: zimno + ciepło.

Rzymianie się skończyli, Gogol jeszcze ma kawałek, bierzemy się za wycinanki, bawimy się, fotografujemy. Cienia nie. A szkoda. Przedsennie oglądamy na szybkensa.

ESD (1986)
bardzo intrygujący portret lat 80. XX w. Po namyśle stwierdzam, że ze scenariuszem tego filmu dla wczesnej młodzieży (dzisiaj takiej już nie ma), który nawet jest liniowy i trzyma się kupy, to całą resztę można traktować tylko jako dokumentację. Niektórzy filmy po obejrzeniu filmy wyrzucają. Ja wypalam. Nie żebym miał obejrzeć, ale od razu wyrzucić? Przecież nie można z kinematografii polskiej wyrzucić filmu. A szkoda.

A właśnie: tydzień dla śledzia
cudownie.


Brak komentarzy: