poniedziałek, 4 lutego 2013

Odcinek z ostatnim rzutem zamrożonych kopytek. Przyjechali!



tarta z porami i boczkiem

29 stycznia, wtorek

Odcinek między mniam i miau

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zaliczyliśmy kabaret na żywo. I nie zawiodło.

Wstałem i pojechałem Moja Ty nieprzytomna. Książka zakończona, teraz kolorowe magazyny. A chwaliłem się skyfallem? No bo szybko poszło. Plus jeszcze coś. Jestem fanem takich rzeczy. Trzask prask.
Teraz jestem mistrzem w oddawaniu kilku publikacji do druku naraz. No i nie wiem, czy najpierw umieszczać Wojta czy piątek. Chyba machnę piątek.
Rozluźniłem się dzisiaj, pouzupełniałem, wgrałem. Kończę podsumowanie mp3 — wieczorem na to nie ma szans, ale już niedaleko.
Byliśmy umówieni na moje okienko, poznałem tę od poduszki, wskoczyłem do Osso, ale pozmieniali mi półki i nie mogę się jednak odnaleźć. Na razie Janusz Pajewski, Historia Powszechna 1871-1918, potem się zobaczy. Przewodnika po Włoszech nie, być może poczet królów i książąt Polski — obszerne wydawnictwo.
Najbardziej imponujący: słownik średniowiecza — pech tylko, że tego nie da się czytać ciągiem. Do tego posiadane już Eco oraz Tove.
Cisnęły mnie te rajtuzy, ale jajców sobie nie zgrzałem.
Idziemy przez jeszcze zimową kaponierę, ale najpiękniejsze obrazki (te ze światłem i puchem) już minęły — mamy odwilż.
Na wro zostałem obdarzony takim wielgaśnym talerzem, że musiało mi chwilę zająć zanim. Do tego Dilbert, życie na gorąco, waga, kawa, chałka, 2 x +20, rozmowa kwalifikacyjna i idziemy. Dużo drobiazgów. Bo z tego się składa.
Jedziemy z przeszkodami komunikacyjnymi, parkujemy, mogłem pójść w dresach do filharmonii — autorament jednak inny.
Kabaret "Paranienormalni" (ci od Mariolki) sprawili się jak zawodowcy, z rozgrzewką, nowymi i starymi skeczami, dobrą grą aktorską, niezłą improwizacją, jednak sporymi umiejętnościami, pozwalającymi im balansować między schlebianiu gustom publiczności, a jednocześnie pozostać na inteligentnym poziomie. Więc jedyne co mnie raziło, to podobnie jak w przypadku niektórych występów Kompanów, to niesustający śmiech w sytuacji, kiedy nie było nic śmiesznego oraz "klaskanie na skandowanie" — znaczy się, że publika już "wyrobiona". Niemniej: udany wieczór (prócz tego, że raz puściły mi zawory i się spłakałem), gdzie przez większość czasu łagodnie (z wyższością) się uśmiechałem. Hłe hłe.
W ogóle to trwało pełne 2 ha, zatem w domciu o 23, Ty robisz surówkę z kiszonej kapusty, ja opróżniam meble, które mają wyjechać i pakujemy się do snu. I dostałem krem nr 1, krem nr 2 oraz prezent walentynkowy. Już, a bo co. Pięknie. Jutro dzień. Ten.

tarta z porami i boczkiem
30 stycznia, środa

Odcinek z magazynem meblowym

My drogi i Miłościwie Nam Panująca złożyliśmy pół komody. I schnie.

Pada deszcz. Ale nie moknę. Mam strzelający parasol. Jeno krajobraz już po zimie. Burako.
Kiedy druk 28 stron zajmuje 45 minut, to jest coś nie halo. Taka praca. Więc tak pracuję. Masa ciała dobra, stała. Nie pochylać głowy, bo cieknie z nosia.
PRZYJECHALI!
I się trafiło z tym wniesieniem.
Się narobiłem tak, jak powinienem. Wykończyłem naszą tartę, było pysznie. Odrobiłem nieco zaległości.
Zapomnieliśmy o 10-miesięcznicy! Ja oczywiście byłem spóźniony bardziej. Za to do mexicany była promocja. I promocja lepiej się trzyma.
PRZYJECHALI PONOWNIE!
Pełne dwa sukcesy.
Kawa, ostatnie ciastko marchewkowe, chałka i czekamy, aż oni zjedzą obiad.
Interpretacja wydarzeń była jednak odmienna, ale przynajmniej pozbyliśmy się drewna z piwnicy. Więc już jest nieźle, krok 3 to będzie wyrzucenie reszty śmieci, krok 4 — odkurzenie/odmycie pozostałości (gazety — "Wiedza i życie, 1953 rok" — zostaną, dopóki nie wymyślę, jak to czytać bezkurzowo) i przystosowanie na przyjęcie nowych gości.
"Sędzia lubi rozdawać żółte kartony".
No to zjadłem wypasioną obiadokolację: ostatni rzut zamrożonych kopytek, ze skwarkami z boczku, cebulą i świeżo przygotowaną przez Ciebie czerwoną kapustą na ciepło. Mniaaam.
W związku z opóźnieniami oraz faktem, że wszystkie stare meble nam zostały, więc nie ma co przesuwać z pustego w próżne, bo trzeba podłogę umyć akcję odraczamy na przykład do soboty. Żeby już nie tracić czasu i się nacieszyć nowością, rozpakowaliśmy komodę, przymontowaliśmy akcesoria, dokleiliśmy kołki, złożyliśmy szkielet, niech schnie. Ładnie. No i kisiel. Dołożyłem kulki śmietany 35% oraz koci języczek z czekolady.
I koniecznie kołek wystający na nie więcej niż 10 mm!
A dla mnie to już był koniec, spaaać.


Brak komentarzy: