wtorek, 4 grudnia 2012

Odcinek z winiaczami



27 listopada, wtorek

Zrobiłem wizytację tesco raz. Nakupiłem tanie wina dwa. Będą na za tydzień jak znalazł (kupił). Kasa samoobsługowa wcale nie taka szybka. Ale wciąż lubię. I zapomniałem podczas tego spaceru an Chełm telefon sprawdzić w ogóle - a tam przecież impra!

Jak już dotarłem i podjadłem, pora było (w końcu!) na aronie. Zatem nastawianie wina trzy. Rozmrażanie dało radę, choć dłonie miały nieco gorzej. Gniecenie poszło zaskakująco łatwo, choć wyglądało to początkowo na trud. Ale nawet przepychanie to przez duży ekstra lejek (już go trochę popsułem) dało radę. Sprawiłem się. 4 kg cukru, zalanie nr 1, następnego poranka zalanie nr 2. No, zobaczymy. Teraz tyle nasłodzę, żeby dało radę. W końcu to owoc.

Prawie spokojny wieczór z pakowaniem, nie wiem co miałem zrobić, w każdym razie tego nie zrobiłem, dobrałem odpowiedni strój na niedzielę i siup.

Będziemy szli na koncert, bo Szefowa kupiła bilety, git. A prócz tego, w porze kiedy wszyscy jeszcze normalnie siedzą i żyją, niektórzy już nie siedzieli, raczej stali niepewnie, ale treści za to wzruszające. Oj tak. I zdublowane. Oj tak. Szybko się dzień skończył. Szybciej będzie jutro.


Brak komentarzy: