poniedziałek, 10 grudnia 2012

Odcinek z imprezowaniem



2 grudnia, niedziela

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mieliśmy nie imprezować, ale samo wyszło.

Wstawanie/śniadanie.
Jazda na jazdę.
Charles Bukowski, Listonosz. Mniemam, że przeczytać jego jedną książkę, to przeczytać wszystkie, ale warto było. To się nazywa styl. A Factotum (2005) wciąż pamiętam.

Powolutku do przodu. Nie za szybko, ale też nie masakrycznie wolno. Przy pierwszym słupku (lustereczko powiedz przecie) zaczynamy skręcać. Nie za szybko, nie za wolno, nie ma reguły, trzymać się prawej krawędzi jezdni. Na krótkiej prostej wyprostować kierownicę, wcisnąć sprzęgło, zacząć hamować. I zmieścić się. No powiedzmy. Następnie wrzucamy bieg wsteczny i po-wo-lut-ku ruszamy do tyłu. Kiedy lusterko znajdzie się na wysokości drugiego słupka, wykonujemy skręt kierownicą w prawo o 360 stopni. Prędkość obrotu dostosowana do prędkości jazdy, czyli niezbyt gwałtownie. Patrzymy w prawe lusterko. Kiedy linia samochodu będzie równoległą do linii pasa, kręcimy kierownicą 360 stopni w lewo. Powinno się udać. W razie potrzeby skontrować lekko w tę, podrównać w tamtę i powrót do ustawienia wyjściowego. Pamiętać o spoglądaniu przez tylną szybę, nie ruszając przy tym kierownicą (baranie). Prawe lusterko, prawa głowa, tylna szyba, słupek na celowniku zagłówka. Sprzęgło, hamowanie, zahamować, kiedy słupki z przodu obejmą nam wóz. Proste.
No mi wyszło ze 4 razy, ale to jeszcze nie było zadanie na zaliczenie.
Przejazdu Gdańsk-Przeróbka i z powrotem niemal nie zarejestrowałem. Ach tak, wyjazd z piskiem opon na trudnym skrzyżowaniu (wszyscy mają pierwszeństwo) pod górkę.

Zapiekanka z bakłażanów. Niestety, nie mamy zdjęcia. Ale wyszła przepysznie. Dzień po canneloni, warzywom udało się dokonać niemożliwego.

Niebieski beforek i jedziemy. Kanapki (tak, kanapki) przygotowane. Za szybko żeśmy szli. Ach, bo jeszcze przed wyjściem lekkie czytanie odprawiłem.
Występ JZTZ. Udanie. No i break-dance do "farelki" na znakomitym poziomie. Endriu może nie był tego wieczoru specjalnie wygadany, ale nie spartoliliśmy.
Występ Czechoslovakia. Oni twierdzili, że to ich najgorszy. Ale: ja ich znam, dwa nowe kawałki całkiem ok, no i ten pożyczony fuzz zrobił świetną robotę w stylu amerykańskiego 90s'owego indie-rocka.
Występ Illharmonix. Znakomicie grali. Robiło to wrażenie. Gorzej z wokalistami, ale bujało. Bo to był całkiem urozmaicony wieczór muzycznie.
Orzechówka. Bo jak już napiliśmy się piwa (a ostatnio okazji wspólnych nie było ku temu wiele), to zachciało się nam więcej. I droga do domu wtedy przyjemniejsza. A to przecież kawałek jest. I frytki były. No bo zapomnieliśmy o kanapkach. No przecież. I jeszcze się guzdraliśmy w domu. Strasznie wesoło było. No mi nawet rano, bo obudziłem się o 8 miast o 6:23, gdyż budzik mi się łaskawie rozładował. Guzdr-guzdr.


Brak komentarzy: