czwartek, 20 grudnia 2012

Odcinek z pierniczkami



16 grudnia, niedziela

My drogi i Miłościwie Nam Panująca byliśmy trochę zajęci. Nawet bardzo trochę.

— dłuższy sen, łaskawy
(i przez chwilę nie miałem pojęcia, o co cho z tym "łaskawy", ale już wiem. 1. "dła" — patrz poprzednie odcinki. = krew, kości, rozbryzgnięte mózgi, trupy, fekalia, problemy z logistyką i niemożnością dotrzymania terminów — jakże ich rozumiem; 2. od "głaskawy", długotrwający)
 
odwilż
(wiedziałem, że tak kurwa będzie, popada, popada, narobi nadzieji, a potem ten, no.) Jeden — słownie: jeden — stopień powyżej zera.  Zasadniczo mgła i szarość. Co tam. Las potrafi zachować to, co już napadało. A niech no za chwilę przyjdzie mróz, wtedy dopiero będzie) (I przyszedł).


— Piero Umiliani
(miałem pełen zestaw 2,3 giga na penie, a skoro teraz umiemy korzystać z pena, to korzystamy non-stop, ba, radiomagnetofon od wieków stoi nie w tym miejscu, co zawsze, ale rolę swoją spełnia, że ach, więc on sobie leciał, ze wszystkimi możliwymi smętami) 
— parówki
(śniadanie, na wypasie, już drugi tydzień, a ta papryka to nawet prawdziwa była) 
— wypad do lasu
(jedni idą, drudzy maszerują, odwilż trwa) 
— rosół
PRZEDOBIADEK (yei!) 
— zapierniczamy z pierniczkami
(i przepis jednak nie taki się okazał — acz przecież wcześniej wychodził dobrze; niemniej sypiemy mąki, sypiemy mąki, sypiemy mąki, w końcu to cholerne ciasto już się nie przyklejało, ale to nie była porywająca radość, raczej ulga, że zaczęło z tych foremek coś wychodzić — a foremki, dobrze, że stare, a nie te, nieładne, nowe — i pieczenia, i wtedy już wszystko cacy)
 
zapierniczamy, humor się poprawia
(w końcu musiał się poprawić, już była na niego pora) (quiz: tak–nie–nie wiem) (niezależnie — ekstra)
 
podsmażany kurczak — wciąż dobrze
(tzw. drugie danie po czasie; jedno w mikro, drugie na patelni, nie ukrywam, że moje było lepsze — pysznie podsmażone ziemniaczki)
 
testy testy westchnienia
(bo miałem dymać, ale jak zwykle nie wyszło, jak miało wyjść, więc chociaż trochę dymam, i już się zmęczyłem, ale przeleciałem połowę, i testy już nie są abstrakcyjne, tylko wygląda na to, że praktyka powoduje)
 
zapierniczamy z pierniczkami i cukrowymi pisakami — ale robota
(bo się okazało, że jest ich 107 — tak, liczyliśmy — i każdy ma inny numerek i obrazek; cukrowe pisaki zastygają i to jest fajne, parę obrazków wyszło nam naprawdę ładnie, aż szkoda będzie jeść)
 
wyśniony rozkład mieszkania
(jeden wyśniony, drugi miniony, żaden nie był dokładny)
 
muppet show
(no to jednak albo wtedy nie było rozrywek albo dzieci były inne — nawet ja się zmieniłem: nie robi)
 
przez chwilę jeszcze taki rześki, a za chwilę
(tak wyglądałem, jakbym miał prawić i dywagować, a wystarczyło skłonić głowę do poduszki...)


Brak komentarzy: