piątek, 23 maja 2014

Odcinek ze stogami w sztućcach



15 kwietnia, wtorek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca jeno a jeno.

Pożegnanie z kasetą:
U2 — The Unforgettable Fire (1984) — jest kilka przebojów, jest Edgowa gitara, Bono wyje. Dosyć sopranowo. Bez wstydu, bez bólu, ale też bez sentymentu.
***
Miami odpuściło pierwsze miejsce, Wizz nabija statystyki. 70 pkt do przerwy. To nie był mecz, Gortat w 20 min 10 pkt i 13 zb. Ciekawy stat miał Shane Battier 0/5 oraz 0/5 za 3.
***
Suns walczą o życie. Dosłownie. Emocje i kibicowanie.
Bohaterowie nie dali rady. No trudno. I tak było z nimi miło.
***
Ale Roy Budd — Get Carter (1971) — znakomicie. Wciąż.
***
Dużo tabelek, intensywnie, biurowo, pracowicie.
Reszta tradycyjnie, choć piździało. Robiłem foto. Parku. Potem talerzy i sztućców na Stogach. Piero, heroes, wypasik, chill.
Wieczorem w domu już zjazd i pochyłka.



16 kwietnia, środa

Odcinek z sukienką

My drogi i Miłościwie Nam Panująca w transferach, lecz ze szczęśliwymi zakupami.

Roy Budd — Fear Is The Key (1972) — nie tak genialne, ale wszystko co najlepsze, klimat, smyki, drive. Jeszcze bardzo dobre lata.
Roy Budd — Catlow (1971) — western, to wiele tłumaczy w temacie soundtracków.
***
Przejrzałem jakie atrakcje szykują nam się na 2014 RECORD STORE DAY — One Direction.
***
Zwolniłem trochę dzisiaj, bo mnie poddenerwowali rano, robię przesłuch odnośnie możliwości kolejnego dużego zamówienia => więcej skreślam. Dokoptowuję (żeby mi się slot nie marnował, skoro lista już niemal pełna) znanych mi kompozytorów. Wyznacznikiem też są atrakcyjne tytuły: "Vampires from outer space".
***
Jeszcze chciałem nadmienić, że pod Twoją nieobecność machnąłem sałatkę z sałaty, pomarańczy, jalapenos, miękkiego sera brie oraz resztkowego majonezu. Głupio tak w dniu, kiedy prawie nie ma meczy.
***
Jakaś forma lenistwa i niechcenia wobec planowych transferów na styku. Zacząłem patrzeć na The Hobbit: The Desolation of Smaug (2013).
***
Szybko na Rzeźnicką, tam się sprawnie udało, szybko do domu po kanapkę z majonezem (dziękuję!), zdążam do drewutni, gramy, z niespodziankami.
***
Slint — Spiderland (deluxe 3LP 180 gram vinyl box set — with book, CDs & DVD) — za sporą kasę poszło od razu, pierwszego dnia.
***
Wieczorem prezentacja sukienki z plisami, mecz sobie leciał w tle, a myśmy oglądali wiele miast, które są happy z Pharellem Williamsem.
***
Uważam za niesprawiedliwe, że wieczorem jest jeden (słownie: jeden) stopień powyżej zera.




Brak komentarzy: