czwartek, 15 maja 2014

Odcinek z The Grand Budapest Hotel



2 kwietnia, środa

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mieliśmy dłuższy i udany wieczór.

W nocy przymrozek. Rukola.
Terry Pratchett, A Hat Full of Sky (2004) — wciąż dobrze się rozwija. Ulnik, w sumie jak ja, też tak mam.
***
Boisko i stroje Brooklyn wciąż świetnie wyglądają, a oni oraz Houston miło biegają i rzucają. 105-96.
***
Gdybym się nie zdenerwował netem i wordem, to bym mógł się zachwycić końcówką Dallas-Golden State. No ale to co zrobił Stefka w ostatniej sekundzie dogrywki złamało serca fanów Dallas. 120-122.
***
Z tego wszystkiego będę miał nową paczkę płyt. A co. Fajnych takich.
***
The Grand Budapest Hotel (2014) — bardzo bardzo bardzo ładnie.


3 kwietnia, czwartek

Odcinek z prawie piątkiem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca pijemy piwo, jemy koreczki.

Ten Prattchet skończony, udany, choć może zbyt umoralniający, dla mniejszych dziewczynek. Dobrze, że obyło się bez zbędnej, zbyt obszernej psychodelii pod koniec. Wzruszyłem się tymi komunałami, ale Nagłe Figle są ulubionym bohaterem zbiorowym.
***
Łatwe zwycięstwo Wizz nad Boston, choć obrona nie była bardzo szczelna, Gortat dobrze wszedł w mecz (22 pkt z 10/13, 8 zb.), a potem już grali rezerwowi: 118-92: "Marcin Gortat records 22 points, John Wall adds a double-double as the Wizards clinch their first playoff berth since 2008".
***
Mimo wyrównania na pocz. IV kwarty Indiana wygrała z Detroit. Jestem dzisiaj ambitnie w tabelkach, podsumowankach i podprojektach. Suns nawet bardziej ambitnie walczą z Clippers. Wygrywali, by przegrać 108-112. Dramatyczne, ale co zrobić. Jeść!
***
Robota była słuszna, widziałem jeszcze kawałek, wracam z NRD-owską LnŚ. Kupiłem masmix. W domu zbyt pospiesznie i z problemami technicznymi, które rozstroiły mnie na resztę wieczoru.
***
Ale brakujący (yyyyyy!) odcinek 5 obejrzeliśmy z pikselozą, potem już ok, piwo zaczęło działać (bez sensu taki guiness wobec czarnej fortuny), zmyłem naczynia, obłożyłem książkę = lepiej, sok z ananasa z puszki, koreczki, Rudy 2, no — już prawie weekend.




Brak komentarzy: