czwartek, 13 lutego 2014

Odcinek z szarością i bez wyjścia




5 stycznia, niedziela

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zajmujemy się domem (tzn. nicnierobienie i pracowanie) (tzn. zajmujemy się w domu) (i wcale nie chce mi się wychodzić jednak)

Wstaję, prasówka, oglądam. Były początkowe trudności (txt tylko po grecku i szwedzku, ale zrobiłem kopiuj/wklej z francuskiego i wszystko mi pasuje: "Je vois le wierzby!" Screeny screeny!
Film udany, wesoły, zahaczający nawet o absurd, sympatyczne role uśmiechniętych osób, kobiety, Jill St. John (tak samo nie umie grać i wygląda tak samo jak w "Diamonds Are Forever"). The Liquidator (1965) — siedem lat różnicy. Są radzieccy szpiedzy, jest niezły pomysł na głównego bohatera, są różne lokacje, jest kolor i oczywiście muzyka — jestem bardzo zadowolony. Obiad o 15.
***
Ieri, oggi, domani (1963) — ostatnia część rozczulała mini strip-teasem Zofii, komediowym Marcello, uroczym widokiem na Piazza Navona. Zasadniczo, wszystko co lekkie odbieram pozytywnie. To był przyjemny włoski seans.
***
No wspaniale przemarnowałem ten czas i aż jestem zadowolony. Do tego odkrywszy niejakie możliwości windows movie maker zrobiłem taki to oto żarcik:



i mimo że od niedomiaru tlenu bolała mnie głowa, to nie narzekałem, bo dzień niewychodzenia z domu był tego warty.
Galaretka wyszła winna, korzenna i pyszna. Nocą zaś, kiedy już wypiłem 3 różne likiery/nalewki to zachciało mi się kebaba/frytki/pizzę, ale poszliśmy spać, z przygotowaniem, ale ja naprędce, Ty nie czytasz już tak pilnie. Oszczędzałem się jedzeniowo przez cały dzień (kolacja curry/nachos pyszna), stąd pewnie ten kebab. Dużo kości (bez rechotu) i big bang — odcinek świąteczny całkiem śmieszny, mniam.


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 




Brak komentarzy: