środa, 25 maja 2011

JZTZ, Oliwa, 20 maja


piątek, 20 maja

jadę ja do tej Oliwy, transfer skm okejowo, idę na tę imprezę (Endriu zawsze ma takie, co wypadają nie wiadomo skąd), była trochę zamknięta i z powodu pogody stała po znakiem zapytania, stara Oliwa jest rozczulająca (szkoda tylko tej księgarni na rogu, gdzie można było dostać zapomniane egzemplarze LnŚ). Tym razem trafiło na ulicę Alfa Liczmańskiego — poezja. Na miejscu się okazało, że lokalna inicjatywa mieszkańców ma się całkiem nieźle, jakbym był w jakimś skandynawskim czy innym beneluksu kraju. Rozstawiliśmy sprzęt, co dwa kawałki JZTZ mieliśmy występy dzieci ze skrzypkami tudzież wiolonczelami — po prostu festyn rodzinny na rogu Słonecznej i Podhalańskiej, w sumie nielegal, ale nie sądzę, aby lokalsi podkablowali, a ze zgromadzonej publiczności w liczbie ok. 30 niejeden spożywał alkohol w miejscu publicznym. Więc występ, w którym powinienem czuć się bardzo źle, a czułem się co najmniej dobrze, Endriu robił za MC, zagraliśmy co nasze, nie było spodziewanego jam session. Ok. 20 część się rozeszła, zatem udaliśmy się do mieszkania gospodarzy, którzy raczyli nas pizzą. Endriu nie kłamał, nie różni się od włoskiej, i można użyć stwierdzenia best ever. Zresztą, je ją się po małych kawałkach, w duuużej kuchni można nawet coś porobić, więc człowiek w konsekwencji zje więcej, niż przy normalnym zamówieniu. heja, Marzena podwozi nas na Morenę, potem transfer na chatę, ot szaleństwa
(fot. Beata Czurakowska)


Brak komentarzy: