poniedziałek, 23 maja 2011

Coogan's Bluff (1968)


wtorek, 17 maja
Zgrałem kawałek Polan. Przypomniał mi o nich nieoceniony Marek (http://tableau.jogger.pl/). Fragment o prądzie genialny. Plus inne smakołyki. Ich nagrania poza albumowe nieco podważają ich mocarstwową pozycję mega rhythm'n'bluesowych wymiataczy. "Mój przyjaciel cień" — że tak się wyrażę. To znaczy wymiataczami raczej byli, z kompozycjami początkowo nie teges. Eh, nagrać tak dzisiaj perkusję! Kolejne post-stoogesowe pomysły Cieślaka to jednak nie to samo. Przy okazji: uważam, że John Cale — mimo że nie było to marzenie zespołu — wykonał (mimochodem?) genialną robotę na pierwszym albumie. Pozostałe brzmią jak synonim garażowego bandu. Jedynka — jest jakimś nieodpowiednim, niewyobrażalnym, trudnym do opisania połączeniem wściekłości gitar i słodyczy big-beatu lat 60. Nie ma bardziej brutalnej wersji "Now I Wanna Be Your Dog" niż ta z dzwoneczkami właśnie.

środa, 18 maja
Wróciłem późno. Zrobiłem na szybko "sport song" akustycznie z Przemasem na wokalu. Johnemu się podoba. Został nam już tylko "Coogan's Bluff" (1968) do zrobienia. Z cyklu kowboj przyjeżdża do wielkiego miasta było dosyć klasycznie. Natomiast całuśny Eastwood? No tego jeszcześmy nie widzieli. Na jego miejscu rzeczywiście wszystkiego trzeba by było spróbować. Do tego muzyka Lalo Schifrina.


Brak komentarzy: