wtorek, 31 maja 2011

millenium


piątek, 27 maja
— Obejrzałam King's speech.
— A dokończyłaś oglądać taksówkarza?
— Teraz mi to mówisz?!
***
Albo jestem optymistą albo lubię się podroczyć. To o mnie. I nie ja.
***
Hm, nie było to jakieś dramatyczne, choć większość nabiłem, jak graliśmy 3/2 i stałem na dystansie: 25/50, 8 zb., 10 as., 2 przechwyty, 10 strat, wyłamany palec, mocny wycier. Przynajmniej nie dyszę, jak wjeżdżam rowerem pod góreczkę.
***
Zamiast jak każdy normalny człowiek oglądać mecz nba do 3 w nocy, zabrałem się za ambient-remiks "sonic division", choć miks tradycyjny jeszcze nie zrobiony. Na razie nie wrzucam, bo będzie na stronie B następnego singla.

sobota, 28 maja
Przygoda:
— to co, może wejdziesz na to drzewo?
— wejść bym weszła, ale co potem?
— skoczysz, a ja cię złapię
— acha, i trafisz do kroniki najdziwniejszych śmierci; ostatnie słowa denata brzmiały: "skacz Pyszczku, skacz!"
***
Od czasu kiedy pojęliśmy bezdroża internetu, już nie kupujemy plecaka czytadeł za stówę w peregrynacjach po antykwariatach wrzeszcza i sopotu, chociaż to fajne uczucie. Księgarnia ossolineum w gdańsku oferuje na taniej półce różne ekstrawagancje typu "Sielanki" Zimorowica, czy "Wyludnianie syberii i rosyjskiego dalekiego wschodu", tym razem trafiło na dziennki Parnickiego, o "alkoholizmie" którego napisał Pilch w felietonie, że skoro on, wypijając kieliszek dziennie, uważał się za alkoholika, to..., z 70 na 20 zeta. Rewelacja. W końcu lubię kolekcjonować pełne dyskografie.
***
Pierwsze zanurzenie stopy w morzu. Zimno jak ... . Zimno. A zaraz potem widzieliśmy śniętą rybę. Przypadek to czy koincydencja? (heh)

niedziela, 29 maja
Tak to już jest. Człowiek się k... narobi, napisze "80 wierszy", a tu przyjdzie ktoś i powie: "Aleś pan tego naje...".
***
Co moZna usłySeć nad ranem w łóZku (po dobrej imprezie):
— ojejku, oCka maS juS zaświecone
— ojejku, nie maS koSulki
— ach, to ty.
***
Szwedzi jednak szybko zagrali. I dobrze. Kino europejskie albo amerykańskie udające europejskie jest najważniejsze. Ze zdziwieniem na pulpicie zauważyłem 2 kolejne części millenium. Noooo racja! Wojt przyniósł. Jego żona narzeka, że nie zawierają wiele szczegółów. Ale w końcu od tego są żony. Główna bohaterka wciąż imponuje umięśnieniem (choć nie jest to przesadnie kobiece), które mogłoby zawstydzić wielu mężczyzn. Główny bohater wciąż przypomina Gołotę. (I to wspomnienie z pierwszej części wciąż mi towarzyszy). Z okazji mrocznego kryminału przypomniało mi to o trylogi "RED RIDING". Która ma przewagę w każdej kategorii wagowej: jest cięższa, mroczniejsza, duszniejsza, której towarzyszy nieustanne poczucie braku wyjścia z sytuacji, i za każdym razem źle się kończy. Paskudni ci Szwedowie. I Angle.
***
Natomiast nie mogę odmówić sobie przyjemności dobrej cytacji. W całej całości:
"Muszę przyznać, że bardzo się zawiodłam na doborze bohaterów. Czytając książkę wyobrażałam sobie każdą postać zupełnie inaczej i z wyglądu jak również z charakteru. Jeszcze nigdy po obejrzeniu filmu na podstawie książki nie byłam tak zawiedziona doborem aktorów do ich pierwotnych wersji.
Otóż Salander była specyficzną dziwaczką, ale mimo wszystko była opisana jako delikatna i ładna dziewczyna, która bez makijażu przypominała 16-latkę. Twórcy filmu przedstawiają nam ją jako wstrętną 'babę' dosłownie, która wyglądem przypomina tylko i wyłącznie trzydziesto-paro letniego ćpuna.
Największym jej plusem było według mnie to, że mimo swojej 'delikatności' zewnętrznej była szalona, dzika i groźna co tworzyło w książce przepiękny absurd.
Michael natomiast był 40-letnim ale wciąż przystojnym mężczyzną. Wyobrażałam go sobie jako szarmanckiego, uśmiechniętego i pewnego siebie faceta po czym dostaję obraz postaci bez żadnych konkretnych cech, bez wyrazistości, bez polotu, postaci która jest kompletnym rozczarowaniem i która zupełnie nie przyciąga uwagi.
Ericka mimo opisu w książce jako elegancka, wytworna i zadbana kobieta z ikrą w filmie przypomina bardziej nieśpiącą przez tydzień 50-latkę która na głowie zamiast włosów ma okropną perukę.
Muszę jeszcze wspomnieć Harriet ( jej starszą wersję ) która wyglądała jakby miała masę operacji plastycznych i jakby całe życie spędziła na siłowni.
Nie wiem jak wy ale według mnie twórcy się nie postarali.. Postacie z tak fantastycznymi charakterami, które nam przedstawia Steg Larsson w filmie przypominają jedynie ich możliwie najgorsze podróbki.
Trochę mi to popsuło cały obraz filmu."
***
W ramach podnoszenia oglądalności (mam dostępne specjalistyczne statystyki) wracam do tego, co najbardziej w nim wartościowe (Jasmine Black):


Brak komentarzy: