czwartek, 25 kwietnia 2013

Odcinek z lampą, a co



20 kwietnia, sobota

Odcinek z zamkiem i basztą

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zabawiliśmy się ze skyfolowymi spodniami oraz takimi na święta i inne okazje

Pobudka niewymuszona z całotygodniowym odespaniem, ale też okołodziesiątkową koniecznością. Tradycji stało się zadość, tyle że tym razem antycypując długotrwałość procesu oraz szybkość działań potem wyjechaliśmy po kawie.

Sklepy, niewiele, aczkolwiek szczęśliwie i w sam raz zaopatrzyły nas w pożądane spodnie dopasowane w rozmiarze dziecięcym. Czyli poniżej 46. Czy jakoś tak.

Zrzekłem się srebrnych butów ze względu na inną wyraźną korzyść finansowo-prezentową z Twojej strony (dziękuję!), a one pewnie na mnie zaczekają. Nikt nie nasza takich małych numerów.

Skorośmy już się nauczyli, to będziemy pamiętać, że słowo klucz to: nie za duże, nie za małe (to się raczej nie zdarza). Słowem: dopasowane. Eleganckie to swoją drogą. Cenowo do udźwignięcia, przecież nie można wciąż kupować ciuchów za 30 zeta lub 1-2 euro. Okazje owszem, ale ze słowem.

Jedne panie niemiłe, inne miłe (tam kupiliśmy), acha, no i trzeba pasek skórzany, taki elegancki też trochę. Nadmienię, że wszystkie (oba dwa) zakupy pasują bardzo dobrze do TYCH butów.

 

Zatem jestem bardzo zadowolon. Do tego świetnie trafiliśmy z parkingiem, szybki przemarsz przez okolice lamp (ale innych) oraz innych noży i już mogliśmy jechać się najeść przed wyjazdem.
Powtórzę.
Mogliśmy jechać się najeść przed wyjazdem.
Ty zakupy, ja pesto i tak żeśmy zdążyli, ja na pakowanie, Ty na spotkanie (wiem, to potem, ale pasowało mi do rymu), a E. pojechał z nami jako groupie. Specjalnie pod niego układaliśmy sprzęt w wozie. Udało się.


Potem spotkanie z starymi czasy, ze starą muzyką, ze starym piwem, ze starą basztą zamkową (bo to Malbork był). Daliśmy radę, czadu i hałasu i w poczuciu dobrze spełnionego obowiązku mogliśmy rozjechać się do domu. Tak się kiedyś grywało/jeździło w latach 90. Nie musi to koniecznie wracać. Wystarczy od czasu do czasu.


21 kwietnia, niedziela

My drogi i Miłościwie Nam Panująca odpoczywaliśmy po wydarzeniach

Długie wstawanie, Ty robisz śniadanie. Wybraliśmy się pomyszkować po dzielni w poszukiwaniu zakamarków. Kilka było zaskakujących. Z ulic to dzielnica malarzów. Lubieżnie czytaliśmy lektury. Kotlety schabowe były wyborowe. A "Super" (2010) wcale nie było super. I jeszcze w ramach Twojego nagłego pomysłu obżarliśmy się pizzą. Indiana (na żywo!) rozwaliła Atlantę i od razu włączyli się Spurs z LAL, ale myśmy już zabrali się za kinotekę.
To był weekend!




Brak komentarzy: