czwartek, 28 lipca 2016

11–19.06.2016



11 czerwca, sobota

zatę Żono ma

skoczyłem w chłodny poranek po chleb, pobudka dziecka o 7:15, rodzina godzinę później, pełne rodzinne śniadanie z jajkami, Mama zrobiła przegląd auta, nawet nie zdążyliśmy wyjść na dwór, kiedy okazało się, że jest już na tyle, że dziecko może się zdrzemnąć w domu = jedziemy
***
zasypianie szybko, bujnąłem się na intensywne koszenie maszyną (znowu sucho), Mama zrobiła zakupy i przygotowała świetnie wypieczone nogi kurczacze
dokończyłem zasadniczo słaby mecz finału nba (oj niedobrze niedobrze, panie LeBron james), zacząłem
Chile-Boliwia 2-1
dokończony w niedzielę, też było naciąganie (Chile przecież ostatni mistrz), karny w 96 minucie
***
więc tego pierwszego meczu jeszcześmy nie słuchali, dopiero od 18, z kim to tam grała Chorwacja
był spacer czy nie było spaceru?
wieczorne normalnie, ale zasypianie nie na tyle długie, bym nie skiknął podlać oraz wykonać cięcia nożycami i wrócić na mecz
Anglia-Rosja 1-1
który mi się podobał (któż to teraz tam gra w Inglaterra), a jeszcze bardziej ta wyrównująca bramka
do dyżurowania

w ramach czyszczenia śmieci z pulpitu

12 czerwca, niedziela

zatę Żono ma

były przerwy w nocy, bo dziecko chciało jeść wcześniej, ale swoje pospaliśmy, tylko z rana humor nieszczególny, lenistwo i niesamodzielność w wychodzeniu z łóżeczka, ucz się dziecko, ucz
więc dość szybko Mama musiała wstawać, również dlatego, że szykowaliśmy się na  wizytę Cioci oraz wyjazd do zoo
po markotnym śniadaniu, copamerykańskim meczu i udanym wciśnięciu wózka, poszliśmy na 2,5-godzinny ciepły, ale chłodny spacer po zoo, właściwie zaliczyliśmy wszystko, jedynie dziecku stężenie zwierząt przestało robić różnicę, a nieznanych rzeczy/osób się bało
na szczęście po powrocie mieliśmy szybko do drzemki, kiedy wybrałem się zgrabić to, com wczoraj skosił/ściął
a u mnie na działce to pogoda jak w Hiszpanii, jest extra
***
wracam na obiad oraz na mecz, a może to dzisiaj Chorwacja?
humor nie humor, idzemy na spacer, huśtawki fajne, samodzielne wychodzenie z piaskownicy niefajne, wszyscy zniknęli z dworu, my jeszcze nie, zaliczamy napowietrzną siłownię dla dorosłych, po powrocie słuchamy, jak sobie radzą piłkarze
***
wieczorne nie poszły dobrze (mycie włosów), a sklepy już pozamykane, Wojt to chociaż miał piwo o 21
zasypianie poszło w mega czas, chyba z 70 min, więc kiedy wyszedłem z pokoju, to już mogłem się szykować do
Niemcy-Ukraina 2-0
w ciągu dwóch meczowych wieczorów całkowicie się rozpakowaliśmy, więc spokojnie można już siąść na krześle i ekscytować się jutrzejszym pójściem do tyrki
a Ukraina dzielnie, tylko zabrakło szczęścia, a potem siły

Guy Hamilton 1922-2016

13 czerwca, poniedziałek

zatę Żono ma

żebym się nie pogubił, bo tyle tego jest codziennie, że nie wyrabiam i oglądam z dwudniowym opóźnieniem, teraz chyba mecz ostatniej szansy dla Paragwaju
rzeczy się dzieją: brama dla USA, czerwona kartka dla USA, dwie zaprzepaszczone setki z obu stron, Paragwaj nie wygląda tak dobrze, jak w meczu z Kolumbią, gdzie było blisko do remisu, pod względem spięć zrobił się to mecz podwyższonego ryzyka, i frajersko nie dali rady
USA-Paragwaj 1-0
***
arriva, arriva, gollazzo, gollazzo de Costa Rica! Gooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooooollllllllllll!
no, z takim komentarzem to ja mogę "oglądać" mecz, zaczęło się w 2. minucie od kolosalnego uderzenia, w 7 minucie już 1-1, potem auto-gol de Colombia! potem jeszcze trzeci, trudno się nie uśmiechać na głos hiszpańskojęzycznych Zimochów, ależ hałas, ależ emocje, ileż bramek
Kolumbia-Kostaryka 2-3
***
nie mogę się skupić, toteż ciężko mi się rozpisać, dzieci się popłakały w nocy (plus problemy pojedzeniowe), więc się przebudziłem po 4 i intensywnie usiłowałem zasnąć, skoro nie było meczu nocnego (ponadto sen zdrowie, ponadto odtworzenie, więc nie potrzeba), było ciężko, ale jeszcze pospałem
by wstać nieprzytomnie, pojechać z lekturą sprawnie i trafić z dużą ilością czasu do biedry i zrobić pełne zakupy kanapkowo-warzywno-obiadowe, bardzo ładnie
i jeszcze wystawili resztki z piątkowej imprezy niewolniczej, skubnąłem ogórki małosolne
***
tyram, ale wyjątkowo zgodnie z moim tempem i zapotrzebowaniem
a Polacy, jak słyszę, to całkiem ładnie zagrali, wciąż do przodu
***
po krótkiej wymianie zdań z Jerzym obserwowałem relację
Hiszpania-Czechy 1-0
podobno nudno było, a ja znowu nie trafiłem wyniku
po powrocie do domu (dzisiaj dzieci bardzo dobrze sobie radziły) zaskakujące
Szwecja-Irlandia 1-1
też nie trafiłem, zieloni zaskoczyli
potem były wieczorne, trochę przedłużaliśmy, skoro dziecko i tak ma późno zasnąć, a podlewać nie trzeba, bo pada od 16
a tymczasem o 20:15 wolny, i co teraz robić?
dorosłe wieczorne
***
do rozczarowującego ze strony Belgii (a jednak już widziałem kiedyś tych chłopaczków)
Włochy-Belgia 2-0
obie bramy wyjątkowe i mądra gra, dużo żelu na włosach i emocje podczas hymnu, wypastowałem w końcu buty, spakowałem papier do pakamery, zjadłem truskawki, wyszykowałem się i z ostatnim gwizdkiem udałem się do snu
mistrzostwa mistrzostwa
to one zmieniają postrzeganie ostatecznego rozwiązania


14 czerwca, wtorek

zatę Żono ma

niestety, już mignął mi nagłówek, że jest klapa, niemniej z dwudniowym opóźnieniem, spoko jakość, emocje są, aczkolwiek Brazylijczycy już nie wyróżniają się czarodziejstwem futbolu, co prawda brama strzelona ręką, ale wcale mi kanarkowców nie szkoda, a Peru z Kolumbią nie ma szans w ćwierćfinale
Brazylia-Peru 0-1
***
ciężko mi było wstawać, miałem jakieś koszmarnie dziwaczne sny, jak słucham tableau, to przenoszę się do innych światów, prócz tego, że ostatnio nie słucham muzyki, a meczów
***
LnŚ wkroczyło w serię tekstów o tekstach quebeckich, które wyjaśniają tyle ile powinny, w ogóle to całkiem strwany nr w całości
nie mam 1,5 zeta na pączusia
nie ma na razie linku do Game 5
dzisiaj są tylko dwa mecze, yyyyyyy!
***
śniadanie i tyrać
***
zgrzytam zębami, jak słyszę co się dzieje w Game 5, ale wciąż jest remisowo, zatem nie ma świniobicia na razie, no i proszę, niespodzianka stała się faktem, przy dwóch gwiazdorskich występach (James i Kyrie 41 pkt.) i ciśnięciu w obronie wzięli prowadzenie i nie oddali go do końca, przyznam, że emocje były
Cavs-GSW 112-97 (2-3)
co nie oznacza nic więcej niż to, że wyrok odroczony
***
nie było specjalnych emocji poza strojami i wieloma bramkami, duża różnica w klasie drużyn, więc nawet komentatorzy się specjalnie nie rozgrzewali poza początkiem, festival de goles, jak wspomnieli
Ekwador-Haiti 4-0
***
jest taki wyraz z Niziurskiego: wypłosz
wypisz wymaluj to Peszko
a mecz rzeczywiście spoko, bez wstydu, bez wielkiego zagrożenia, grunt, że ta brama wpadła
się człowiek musi namęczyć, żeby te wszystkie mecze oblukać, straszne
***
jest jeszcze taki mecz, gdzie Franz Beckenbauer gra z Anglikami, kwadratowa telewizja, a piłkarze biegają bez duracellek
wracam coraz cieplejszym popołudniem do domu, spotykamy się na placu zabaw na rogu, potem chce mi się sikać po ogórkach, huśtamy się tak długo, aż rozbolała mnie głowa
***
zjadam końcówkę pysznie upieczonej przez Mamę ryby, trochę czasu mija na kolacji dla dziecka, a potem Mama wybywa na gigantyczne zakupy
nam jakoś ten czas się rozszedł na ściąganiu meczy, oglądaniu meczy, oglądaniu kotków, grzebaniu pod łóżkiem (dziecko w dresach, nie rajtuzach, wyglada jakoś tak po ludzku, przemieszcza się, śledząc moje poczynania, jest zajęte sprawami, których nie rozumiem)
grunt, że łatwo poszło z wieczornymi, zasypianie też wcale niedługo, aż poczekałem dłużej (34 min), bom chciał dosłuchać palmę
w międzyczasie (przeciwko komu, pyta memowo Franciszek Józef)
Węgry-Austria 2-0
co dla mnie było niespodzianką
***
przy okazji dawnych potyczek przypomniałem sobie takie nazwiska jak Niedzielan, Matusiak, Ebi i Żurawski w genialnym meczu z Portugalią
***
właściwie powinienem takie turnieje wspomnieniowo traktować pakietami: rok, okoliczności, wakacyjny wyjazd, pamiętne mecze/historie
nazbierało się
***
przy meczu
Portugalia-Islandia 1-1
(okazało się, że wyjątkowo trafiłem wynik) i minach strzelanych przez chłopaka z Bravo! przez chwilę siedziałem spokojnie przy piwie i przeszło mi przez głowę "co ja tutaj robię", ale rzuciłem się na zestaw serów pleśniowych i wino, sprawdziłem baterie w traktorze, spakowałem się na jutro, i mi przeszło
moje zatrucie futbolowe kusi do zakupu kolorowego magazynu
udaliśmy się do pęłnego snu (chociaż po porannych przetasowaniach pokojowych, to światło dnia już mocno przeszkadza w spaniu)


15 czerwca, środa

zatę Żono ma

dzisiejszym meczom nie towarzyszą specjalne emocje, Urusi wcześniej zapewnili sobie brak awansu do dalszej części turnieju, a Reggae Boys cóż, tylko wyglądają bardziej murzyńsko
Urugwaj-Jamajka 3-0
***
w drugim meczu są emocje, a i poziom wyrównany, nagle okazuje się, że Wenezuela nauczyła się grać, ładny obraz, jest i gol, straszna wrzawa przez cały czas, jakbym pracował w utrudnionych warunkach, no i spęli się i jebnęli wyrównującą
Meksyk-Wenezuela 1-1
***
zrobiłem szybki zakup, jedna książka to się nawet przyda na prezent, ale za dużym prezentem to się warto rozejrzeć, i to już!, ale kiedy? tyle meczów...
***
śniadanie i pośniadanie zjedzone, trzeba ogarnąć zestaw małych rzeczy, grunt, że chwilowo się nie pali
***
już mam kasetę przygotowaną na park, a przecież ostatnio nie słucham muzyki
***
program o euro jest dla mnie zupełnie nieprzydatny (fr), urywki meczy wysokiej jakości, Christian Vieri taki szpakowaty
po fr jest również o nba, 37 min można przeskipać dla ładnych obrazków
***
już z zupełnego odtworzenia
Hiszpania-Czechy 1-0
wcale nie takie złe, jak pisali
***
niezwykłe było to, że trafiłem 2 pełne wyniki, i gdyby nie to że Fr strzelili drugą bramę, to miałbym komplet
Rosja-Słowacja 1-2
Rumunia-Szwajcaria 1-1
Francja-Albania 2-0
trza powiedzieć to głośno, że piłkarze Albanii wyglądają bardziej jak europejczycy niż Fr
co wpisuje się w treść aktualnej książki
Michał Książek — Droga 816 (2015)
w niej o innym, ale o takim
***
szkoda, że nie mam w busie, ale sprawdzałbym od razu foto ptaków i innych wymienianych stworzeń, a potem to już nie pamiętam za bardzo
***
miałem się chillować, ale Żona mnie zdenerwowała spódnicą i stałem za kasą i krzyczałem przez telefon:
— spódnicę mam kupić? spódnicę?!
więc poszedłem z tymi ciężarami i roztapiającym się lodem
Johnego zdradził skype, więc dostał coś z promo lidla do kucharzowania, on sam się wystawił i zjedliśmy po ciastkonaleśniku
wyjątkowo miałem dobry humor, więc coś tam powiedziałem o koncercie i Berlę
ponieważ jest wśród nas więcej fanów futbolu, to skończyliśmy szybko, jakkolwiek i tak czas poszedł na pogadanki (xbox, granie z dziećmi, oglądanie jak ktoś gra, jesteś już tak stary, że mówią ci "dzień dobry", nowa płyta RHCP, koncerty Rock am Ring, Jack White to już inaczej nagrywa płyty, Blood Sugar Sex Magik ma 25 lat, a my już gramy 6)
jednak jestem w innym (lepszym?) świecie słuchając tableau
***
miałem kasetę w parku, przyszło lato, dziewczyny siedzą na osłonecznionych schodach i piją piwo, ja nie miałem czasu na relaks, musiałem pędzić, to był dzień awarii, rano bus, teraz półtora tramwaju, więc się spóźniłem
więc trochę nadrobiłem tę kasetę na działce, ładnie ogolona, rośnie, jest zielono, może byśmy tam bywali?
na wieczornym meczu się rozpraszałem, coś tam opowiadałem po pijaku, Mama zrobiła mi nawet makaron na jutrzejszy obiad, jak już dzielnie zasnęła dziecko po całym dniu o 21:40
trzeba będzie kupić grę, bo jest


16 czerwca, czwartek

zatę Żono ma

dzisiaj "słaby" dzień i wróciłem do słuchania muzyki, że nawet Dismemberment Plan mi się podoba
***
nie żarłem przed snem żadnych świństw ani wiele, więc organizm tylko trawił alkohol, pozostało trochę niewyspania, reszta bez konsekwencji, jedyne co, to brak meczy będzie mi przeszkadzał w walce z popołudniową sennością
***
dojmująca jest ta książka, którą czytam
trochę zazdroszczę tym ludziom co zwiedzają Amerykę Południową czy krańce Polski
***
ale żart pogodowy!
wczoraj przegapiłem część meczu i chciałem, by dziecko ładnie zasnęło, więc poszedłem sporo podlać
przy okazji przyniosłem kilka truskawek
***
no nic, do tyrania, słyszałem, że wiara w narodzie rośnie, a przecież przed 23 to już sklepy będą zamknięte żeby zapić
***
mam 1 nr Lotus Plaza zapętlony, się przypominają ciepłe dni na Stogach i łatwość popadania w klimat, życie na sentymencie jest takie czułe, mistrzostwa trwajcie
***
w nba mam podobnie, choć tam mecze ciekawsze, iż jak z napisami końcowymi filmów, lubię oglądać początki, hymny, ryje, podobnież miny, klepnięcia po plerach i inne obmacywanki po zakończeniu meczu, takie socjalniejsze to jest
***
ten mecz Austria-Węgry, to mógł w każdą stronę pójść, a to 2-0 wydaje się takie przekonujące
***
Słowacja-Rosja, o którym tak dobrze pisali, nie przypomina wiatraczków i tiki-taki, jak sobie to wyobrażałem, zwłaszcza że Słowacy się rozluźnili, stracili bramę i przez ostatnie 20 min było trochę oblężenie
***
przed wyjściem sprawdzałem opis meczu
Anglia-Walia 2-1
gdzie było sensacyjnie, ale skończyło się tradycyjnie, tego dnia nie trafiłem absolutnie nic (dawałem 2-1 dla Germańców), przejechałem przez miasto/Orunię i na garnizon, tam byliśmy przez chwilę na placu zabaw, potem samodzielny spacer przez trawniki, odebraliśmy paczkę/książki w paczkomacie, na kwadracie chleb i truskawki, na robienie wina nie jestem jeszcze przygotowany, trza porobić wpierw
***
wróciliśmy do domu na kawę i kolację, szokująco leciał i się zakończył mecz
Irlandia Płn.-Ukraina 2-0
przy którym nasze skromne zwycięstwo wygląda jak duży sukces, z wieczornymi poradziliśmy sobie dobrze, samodzielne karmienie też prawie, a ponieważ dziecko nie spało w ciągu dnia, to odpadło po 15 min = wolne
***
po kąpieli w wanience ogarnąłem sery i sałatę, zmyłem naczynia, żeby nie musieć się denerwować od samego początku meczu, potem było głównie defensywnie, więc nudno, przejrzałem również gazety, końcówkę oglądałem z rosnącym napięciem, otworzyłem niemieckiego japcoka, miałem takie wrażenie, że "niewykorzystana sytuacja się zemści" (Milik), wszedł wypłosz i sfaulował, a relacja w necie skończyła się szybciej niż na wizji (szarpało)
do snu posłuchałem germańsko-amerykańskich fachowców, co było kojące
***
spaliśmy całą długą noc, aż się musiałem obracać wkoło i sprawdzać, czy zaraz to budzik nie będzie wcześniej od naszego dziecka, nie był, ale minimalnie
***
Wojtas tym razem był bardzo dobrze przygotowany do meczu i trzeźwo myślący dowcipny umysł


17 czerwca, piątek

zatę Żono ma

o emocjach wczorajszego dnia i meczu za chwilę, bo teraz muszę sprawdzić, co tam w Game 6 było
8-0 i obrona Cavs przez pierwsze 6 minut robiła wrażenie
31-11 po I kwarcie
w II GSW wrócili do swojej gry, a Cavs popełniali błędy zaniedbania w obronie, niemniej wciąż 59-43
w III przeplatane fragmenty lepszej gry jednych i drugich, kilka spektakularnych ze strony Cavs, różnica pkt pozostawała, dopóki Klay nie zaczął trafiać 80-71
w IV walka kosz za kosz, sędziowie trochę ciągną do Game 7, ale różnica się niweluje, po kiepskich finałach, nagle zaczynają się MECZE, sędziowie zrobili swoje, jakkolwiek LeBron i Tristan również, trzeba przyznać
szykują się emocje po emocjach, nieźle
***
od rana pada, siąpi, mgli, krajobraz wygląda jak niskie partie gór wysokich, dzisiaj płaszcz i parasol się przydają
***
wracam sobie do wczorajszego meczu
Polska-Niemcy 0-0
"jaka Częstochowa, oni tylko podchodzili pod nasze pole karne i pykali od lewej do prawej, nie mieli ani jednego Milika" (Jerzy), ale jednak wrażenie jest, że nieustanna defensywa na całej połowie, naszej połowie
jakkolwiek Michael Ballack w studio espn bardzo chwalił taktykę i uważną grę Polaków, przyznał, że Niemcy byli dość nieprzekonujący i zabrakło talentu na miarę Klose, by wygrać
na tym obrazie jest przynajmniej jaśniej niż na streamie
***
porządne jedzenie od samego rana, łącznie z deserowymi truskawkami, a Mama na wro (bo pada)
się już dzisiaj narobiłem i ręka mnie boli od tego umieszczania na www (zespół cieśni i tańca)
ilość emocji dzisiaj już mnie wyczerpała => senność
***
w meczu Ukraina-Irlandia Płn. były bardzo ładne ujęcia padającego gradu na murawę, makro że hej
***
wracałem przez chillowy spacerniak, a następnie wro, jednak nie zostaliśmy tam, jeno udaliśmy się do domu
tylko odczytane, szkoda, że nie remis
Włochy-Szwecja 1-0
zaraz na powrocie do domu
szalone piłkarsko, nieciekawe kibolsko (race i buta)
Czechy-Chorwacja 2-2
zaś już wieczorem, po dwóch piwach mało wymagające
Hiszpania-Turcja 3-0
***
miałem tę myśl już w nowym tygodniu, ale to jest wspaniały miesiąc telewizyjny, już dawno nie byłem tak zajęty czym innym niż tabelki excell (choć tutaj też jest)
i do dyżurowania, a noc była dobra i wyspana, cała w łóżeczku

Sir Ken Adam 1921–2016

18 czerwca, sobota

zatę Żono ma

aż było żółto i czerwono od kartek w meczu
USA-Ekwador 2-1
nie jestem pewien czy z zaległości nie było bramkostrzelnych
Chile-Panama 4-2
***
żebym to ja pamiętał gdzie byliśmy
długo, bardzo długo czekaliśmy na babcię, która jak w końcu przyszła, to za pkt honoru postawiła, by spędzić dużo czasu na dworze
było ciepło, słyszałem dziecko na boisku, ogarnąłem przedostatni chrust, zgarnąłem poburzowe spady drobnojabłkowe, i jeszcze zrobiłem czarnoziem, a wszystkie chwasty były bezbronne wobec mnie w tej wilgotnej ziemi, umyłem balię
***
bardzo późna drzemka, co więcej, również w niej uczestniczyłem, i również byłem rozbity po przebudzeniu
późny obiad, w końcu wybraliśmy się na spacer, a Mama na bardzo duże zakupy
***
opóźniliśmy wieczorne z powodów obiektywnych i całość się przeciągnęła do 21:34
długo
***
niespodziewane strzelanie o 15, czego właściwie nie widziałem, może trzeba zobaczyć
Belgia-Irlandia 3-0
o 18 emocjonujący mecz, w którym kibicowałem Islandii (choć obstawiłem remis)
Węgry-Islandia 1-1
wieczorem rozczarowujące
Portugalia-Austria 0-0
już można się szykować na ciekawe ostatnie mecze grupowe
nie było popcornu, bo piwa za mało

19 czerwca, niedziela

zatę Żono ma

spaliśmy z dzieckiem długo, dobry poranek, potem jajecznica
po odpoczynku pośniadaniowym, w wyniku upału wybraliśmy się do casto na Osowej, domek narzędziowy nie był postawiony, a szafeczkę trzeba było kupić z umywalką, szkoda
po tych przedpołudniowych aktywnościach (nawet ja nie chciałem na plażę po tym smażeniu, które odczuwałem na balkonie) dziecko poszło na słuszną drzemkę, a ja wyprawiać rzeczy na działce, padło na grabienie pozostałych gałązeczek, plewienie chwastów i obserwowanie roju pszczół, gałązki jednak kisną w worze, a tutaj wciąż pada i pada od kliku dni (poniedziałek, wtorek)
upał wspaniały, pracowity relaks, po powrocie do domu dzieci jeszcze spały, a ja zapomniałem obstawić wyniki
***
po obiedzie trzymałem nastrój i wybraliśmy się na dwa obowiązkowe place zabaw, tak gdzie jest ten blok z widokiem na las, górkę i zachód, tam mógłbym mieszkać na wysokim piętrze
***
o 18 nie było meczy, więc ratowałem się niezłym
Argentyna-Wenezuela 4-1
oraz emocjonującym bez dogrywki
Peru-Kolumbia 0-0 (2-4 w karnych)
James płakał
***
opóźniliśmy wieczorne mniej, zasypianie trwało dość długo (bo trafiła się niespodzianka), w końcu ruszyłem na mecze, oglądaliśmy rozczarowujące
Szwajcaria-Francja 0-0
oraz dowiadywaliśmy się o sensacyjnym, tak jak niezasłużyli na porażkę z Francją
Rumunia-Albania 0-1
w międzyczasie dokonywałem zlewania wina z dżemów, uruchomiwszy nową, mniejszą butlę na odstawanie, może jeszcze dojdzie
do snu do snu, po całym dniu słońca i wina



Brak komentarzy: