wtorek, 27 września 2011

Whatever Works (2009)


piątek, 23 września
Dobry sen. A potem sto pięćdziesiąt i jeden maili. Na szczęście Karol czuwa. Zdaje się, że ulokowałem wszystko, co trzeba. Poszliśmy za ciosem i ponownie zaprzyjaźniliśmy się z panną Strawberry.
Korzystając z późnej pory postanowiłem chłopakom, jak już Przemas wróci z wakacji, zrobić przyjemność i skończyłem wstępnie "mogłaś". Trzeba temu nadać lepszy tytuł? O dziwo, wyszło rockowo, bez cudowania i gra. Może jednak kiedyś uda się miksować normalne kawałki. Sporo można zrobić do trzeciej.

sobota, 24 września
Sprawna pobudka mimo. Dziwny stan. Tak to jest, jak się pisze listy i pakuje paczki po nocy. Rozszedł się w ciągu dnia. Ale — co zaskoczyło mnie bardziej — dopiero gdzieś w okolicach kart. No proszę, zwyczajne książki do czytania. Nowa trasa. Długo byliśmy na tych grzybach. Podobno ich nie ma — a były. Całkiem sporo. Niedzielna jajecznica będzie na wypasie. Wróciliśmy po 4 godzinach i pożarłem więcej babki niż bym się tego po sobie spodziewał. Szczęśliwie dowieźli czerwonego ambera. Ba, w biedrze na Stogach mieli jeszcze zakitranego moscatela. Sześć nam się zmieściło do plecaka. Wieczorem wciągnąłem jeszcze sporo ciasta. Niach.
***
"Love, honour and obey" (2000). Trudna do wyczucia mieszanka. Brak dokładnej pewności, czy to wszystko było cwanym żartem, czy nie do końca konsekwentną alternatywną wersją dla sztandarowych przedstawień londyńskiego światka. Ba, czy nawet londyńskiego. Chociaż gadali dobrze. Chwilami specyficzna zabawa. Jude.
***
Z cyklu: wszystkie rzeczy, które zrobisz dla:
— Może obejrzymy "Dirty Dancing"?
— ............................ ..... .. . .a.a.aaa wiemy chociaż gdzie jest?
— Nie wiemy.
— Ufff.

niedziela, 25 września
Późno wstałem. Sergio Gabriel Martinez — trzeci najlepszy pięściarz bez podziału na kategorie. I kolejna znakomita walka. Nawet jeżeli nie muszę wierzyć Pinderze, to i tak będę go słuchał, bo jego głos działa na mnie kojąco. Miło jest go czasem włączyć do snu właśnie.

Przemeblowanie pokoju na drugą stronę, przy okazji sprzątanie. Trochęśmy się styrali przed 12. Pakowanie w miarę sprawnie. 6 i 7 kg. Telefonik wyposażony w nowy zestaw muzyczny. Książki wybrane. Coś trzeba będzie jeszcze doładować. Oprócz tego zabawy introligatorskie. Z wywiadu nici. Spacer już za późno. Ale "Whatever Works" (2009) sprawnie. Nawet się ubawiłem. To jeden z tych słabszych, scenariusz taki se, konwencja bajkowa, ale tekściarsko daje radę.

Jako że zbliża się czas obsesji, oglądamy tylko to, co sprawia relaks i trzeba obejrzeć koniecznie. Honey Rider.

poniedziałek, 26 września
Jeden z oryginalniejszych i miłych pomysłów, jakie mnie spotkały: za płytę dostałem czekoladę!
***
Totalnie kompletne déjà vu z kawą, introligatornią i pocztą. Zmieniłem karmę jazdą na rowerze. Co prawda śmiganie po ciemku po opłotkach Kartuskiej nie jest najmądrzejszym pomysłem, już pomijając chłopców w strojach sportowych, ale kostka brukowa potrafi dać w kość. Obruszyło się coś, o czym nie sądziłem, że jest jeszcze w stanie odpaść od ramy. Na szczęście wzgórze Mickiewicza i Chełm zaraz obok — bezpiecznie. Po pizzy inferno wyglądam nader okazale. Takie dwa znalazłem ostatnio, co mnie rozbawiło.


Brak komentarzy: