wtorek, 20 kwietnia
Kyst — Cotton Touch (2010) zrobiło na mnie dobre wrażenie. To niby polsko-norweski zespół, ale te kwestie nie mają znaczenia. Jedno zastrzeżenie: całość płyty gra, jakby była wariacją na temat jednego numeru Kristen (by the way: jest "reaktywacja", a na pewno koncert). Natomiast brzmienie, klimat i całokształt pasuje i jest bardzo (typowe) sympatycznie wciągające. Niby nic nowego, ale zawsze coś.
Z kolei nowy singiel Black Keys nie zapowiada czegoś wyjątkowego ponad produkcję. Wydaje się, że z Wojtem będziemy teraz nawet bardziej blues-rock.
"Bigos heart" słuchałem po całości. Pytanie "po ch.. taką płytę nagrali" powraca, ale nagrali ją bardzo ładnie. I co prawda bardziej Robin Williams niż Beatles i chyba dobrze, że w obcym języku, można się skupić na muzyce, realizacji.
środa, 21 kwietnia
Uff. Powolutku do końca. Czasy będą imponujące: 6:44, 5:10, 6:51, 7:31 — może nawet ulegną wydłużeniu, należy dodać fleciki, a w innym miejscu wstawić fragment z klasyka. Już chodzą wici na dzielni.



Brak komentarzy:
Prześlij komentarz