wtorek, 15 grudnia
Nie sądziłem, że zrobię to z własnej woli, ale w takim dziwacznym nastroju nawet przyjemność sprawiało mi słuchanie "Wow!-The Magick Fire Music" Jackie-O Motherfucker. W weekend dwa razy podłączyłem się do sieci i odrobiłem dniówkę w relacji meczy nba. Może dlatego poniedziałek był bardziej pusty niż zazwyczaj? W nocy spadło coś w rodzaju śniegu. I taka śniegowo-deszczowa skorupka utrzymała się do rana.

A potem przygody. Szybciutko do sklepu po znieczulacze — akurat tego nie lubię, jak schodzi znieczulenie. Wychodzę ze sklepu — 162! Podymałem na przystanek, udało się i nawet zdążyłem na umówioną godzinę. U Endriu trochę porządków porobiliśmy, trochę to trwało, bo Endriu lubi od razu nadawać efekty. Dokonaliśmy ustaleń, które przejścia ma skopiować, a które wersje perkusji usunąć. Wstępne plany na smyczki, basy i kontra, harmonijka ustna — a co. Na razie najbardziej podoba mi się ta końcówka bossa novy. Może reszta też jakoś ujdzie.
I straaaasznie późno wróciłem do domu, a następnego dnia bolała mnie głowa. Znieczulenie zadziałało.
***
Jak przeczytałem porcast:
to se pomyślałem, że ktoś mnie kurcze ubiegł ze tym stonerem, jak Bill Callahan z tą swoją płytą. Ale na szczęście nie:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz