czwartek, 12 listopada 2015

7–9.11.2015



7 listopada, sobota

zatę Żono ma

dyżurowanie było spoko, spaliśmy do 7:55
tak, pochwalę się:
nasze dziecko, przestawiane na nie karmienie nocne, śpi 11–12 godzin, gratki
***
Mama poszła po zakupy, myśmy coś tam, a potem na Stogi. Udało się przełożyć z auta na wózek i siup.
Extra, że słońce, super, że nie za zimno. Udany spacer, wersja średniodługa
pieczeń z mielonego, ziemniaki, piwo, wybornie, a i dziecko chwilami zajęte
drzemka tradycyjnie (już) pod domem (przypomniałem sobie tę z rozpakowywaniem Fat History Month, lato było)
(a we wrocku byliśmy w tym, a nie zeszłym, roku)(rocku)
***
wieczorne tradycyjnie, zasypianie nieco dłuższe (w drzemki wyniku)
a potem to już na pewno musiał być odcinek!
(józek przeżył strzelaninę w autobusie)


8 listopada, niedziela

zatę Żono ma

ciut krócej ze spaniem, do 7:35 (od 21, hej!)
ale po godzinie urzędowania tak byłem zmulony, że musiałem jeszcze po/leżeć/drzemać
***
następnie niedzielna nuda (niedziele są trudne), ale pierwszy (długi) spacer w wichurze udany, trasy pozaliczane, świetne słońce chwilami, czadowowe wietrzycho, nawet dziecku się podobało
***
przez dzień cały walczyłaś z królikiem, a ja, jak już dowiedziałem się, że jutro nie będzie picia, zakupiłem zestaw obowiązkowy na wieczór
potrawka wyszła super (bo samo mięso takie se), zabawy z dzieckiem w sumie też się udały, a nawet drugi spacer po nocy, mimo że bez drzemki
dziecko ma gest i sięga za głowę, albo nawet za włoski
rozmemłany dzisiaj byłem, nawet przez chwilę (naprawdę krótką) zastanawiałem się nad własną dupowatością, ale potem przyszły wieczorne oraz Eric Serra
***
królowały dzisiaj włoskie OST, a poranne oglądanie skrótów NBA nie było tak emocjonujące, jak w sobotę
ale, przypadkowo, odbiłem to sobie oglądając przed snem mecz w europejskiej porze (Kobe ostatni raz z MSG, jak zwykle od 2 lat — straszna nędza)
***
byliśmy ugadani na wieczór (zasypianie dość szybkie), więc był odcinek (józek znowu coś tam zdziałał), w końcu, jako że pod rząd, to wciągnąłem się nawet bardzo, i obejrzałem uważnie (w sobotę, jednak) intro "Tabu" (do przeczytania u źródeł)
dEUS, Ideal Crash => patrzać po czesku
***
acha, pochwalę się znowu, Mamo
ja to w weekendy z rana SOBIE czytam książkę przy dziecku


9 listopada, poniedziałek

zatę Żono ma

mercy mercy:
W składach klubów NBA na początku sezonu 15/16 jest dziewięciu zawodników z lat 90. Są to: Kevin Garnett (zaczął karierę w 1995 roku), Kobe Bryant (1996), Tim Duncan (1997), Vince Carter (1998), Dirk Nowitzki (1998), Paul Pierce (1998), Jason Terry (1999), Andre Miller (1999) i Koszykarz Znany Wcześniej Jako Ron Artest (1999). Ich klasa i długowieczność sprawia, że nawet lepiej pasowaliby do bloga o latach zerowych lub dziesiętnych w NBA, ale metryki nie kłamią. Gdy Paul Pierce zaczynał karierę, Will Smith śpiewał „Gettin’ Jiggy With It”, Celine Dion „My Heart Will Go On” a Aerosmith „I Don’t Want To Miss A Thing”. Trudno o bardziej ninetiesowe rzeczy do śpiewania.***
weekend nas cieszył słońcem i temperaturami (13 i 12 stopni), ekstra
dzisiaj prócz efektownego świtu zaraz potem zaczęło padać, przeżyjemy
***
w jakich czasach my żyjemy!
drzewa zabijają ludzi
***
trochę ciemno dzisiaj było w środkach komunikacji miejskiej jak czytałem
wszystkie nety i programy dzisiaj zamulają strasznie, przez ten wiatr?
***
się nazbierało, ale nba przeczytane
po piątkowym szoku
PONTIAK na allegro? przecież tego nie ma na całym świecie (zakupiliśmy)
jest niedzielne/poniedziałkowy
"Ideal crush" w stosunkowo niskiej cenie, z Czech, trza się zastanowić
na dusty na razie pusty
***
Spacerniakiem na wro, gdzie surówka i spokojnie do domu, gdzie równie spokojnie z wieczornymi. To miłe dziecko.
Zasypianie ciut dłużej, bo domaganie się kontaktażu, ale twardy byłem, dziecko zaś zaczęło sobie śpiewać i zasnęło chwilę po 20.
Ale robotę miałem, więc bawiłem się w PTNT, przynajmniej słuchałem "Guero" z bliska.
Niemniej już na zmęczeniu o 22.
Potwierdziłem "Tabu".
Alan Partrigde na razie jest jakiś taki niesmaczny.




Brak komentarzy: