
***
Przygotowanie sałatki jednak trochę zajęło (się wycwaniłem, a co), potem kawa, ciastko i nagrywka. Tym razem bardziej niż minimalna głośność nagrania przy maksymalnym poziomie nagłośnienia = jest postęp. Jestem zadowolony z efektu, bo mam czego chciałem. Columbus będzie cacy. Przechadzka i czas minął jak z bicza strzelił. Jak wracałem po ciemku przez park, to akurat towarzystwo siedzące na schodach było nieinwazyjne. Załapałem się jeszcze na "Leap Year" (2010). Matthew Goode (Brideshead Revisited!).

Telefon i znowu karta mi zeszła. Tradycja taka.
***
Graliśmy z jakimiś mega szybkimi dzieciakami i jednym dużym, szło tragicznie, ale było git. W ogóle był niesamowity upał. Nie przypominam sobie, byśmy mieli tak duszny wieczór tego lata.
***
Mała hurtowa produkcja opiekanek i jedziemy.
***
"Orzeł i reszka" (1974). Czyli polska wersja walki obcych wywiadów i Ryszard Filipski po raz kolejny w roli twardego zawodnika: James Bond i Harry Palmer w jednym. Uogólniając — fatalny film. Aczkolwiek nienaturalność wszystkich przedstawionych zjawisk i postaci nawet mnie chwilami bawiła. Ba, nawet muzyka starała się dobić do istniejących schematów filmów szpiegowskich. Ach, i wzruszająca scena początku związku głównych bohaterów ("listy do pani pisałem").

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz