Pogoda wstała dobra, ja wstałem dobry, więc pora była na grzyby. Wziąłem zapas picia,jedzenia i kaset i w autobus na Otomino. Początek zapowiadał się nieźle, znane rejony, wpadło stadko kań, kilka ładnych prawdziwków, po czym... zgubiłem się. Okazało się, że jestem w części lasu, której nigdy nie widziałem na oczy. Co nie powinno dziwić, bo właściwie zawsze podążaliśmy do jeziora tą samą ścieżką, bez zbaczania. Cóż pozostało zrobić (mech po północnej stronie drzew nie pomagał), najpierw do małej ścieżki, która doprowadziła do większej, ta z kolei doprowadziła już do znanego oznaczonego szlaku rowerowego, problemem pozostawał jedynie kierunek, w jakim mam się udać. Szedłem w sumie jakieś 40 minut i cały czas byłem przekonany, że idę nie w tę stronę co trzeba, gdy nagle pojawił się znany motyw. Doprawdy, trudno mi sobie wyobrazić, jak zrobiłem tego ślimaka wcześniej, że znalazłem się w tym miejscu, co do którego nigdy bym się nie spodziewał, że się znajdę. Przygoda, przygoda.

aneks:

borowik ceglastopory (przekrojony lub uszkodzony szybko zmienia barwę na ciemnoniebieską)
2 komentarze:
nie widać dokładnie, ale te dwa pękate grzybki czy to nie aby borowiki szatańskie?
może być że to http://nagrzyby.pl/index.php?artname=gatunek&id=10<=B&page=2&atlas=atlas_polskie
ale czy warto zbierać coś co dopiero po ugotowaniu nie truje?
no ale jak od niedzieli żyje to znaczy że się nadawał :-)
Prześlij komentarz