wtorek, 16 października 2012

Odcinek z podjarką



11 października, czwartek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zalogowaliśmy się (w końcu) na sobotę.

Poranek z piekarnią i struclą. Zaczęło się nam rano robić zimno psze państwa. I przydałyby się rękawiczki.
Jak nam się skończył jeden szał, to zaczynamy następny. Jak to w pracy. Programy to w ogóle moja ulubiona rzecz, tyle że zdaje się, że z racji stanowiska dawno z nich wyrosłem. No ale co zrobić.
Ach no tak. Była afera za aferą. I przez pierwsze 3 godziny nie mogłem się doczekać, by Ci o tym powiedzieć. Więc jak już, to od razu rezerwacja, co tam, od razu kupno biletów. Ależ fajnie!
Drugie fajnie wiązało się z podobnym, aczkolwiek już niegdyś przeżywanym wydarzeniem. (potem potem). To co prawda za dwa tygodnie, ale pełen weekendowy zestaw, więc już nas tam widzę oczami wyobraźni i się cieszę, bo mnie takie głupie rzeczy cieszą.
To były dwa, a trzecie było klasycznym wyrazem hasła "=========================". Rozchodziło się o zmienne godziny ===============================, =============================================================================== bo ================== matki z dziećmi. No nie to nie, =====================. W końcu i tak jestem w trójce klasowej. Przecież ================. I tak dalej, i tak dalej. Lecę.
***
Po wagarach przyszedł dzień szkoły, braków niewiele, po czym okazało się, że ostatnie zajęcia są przełożone z czwartku na niedzielę, w związku z czym przedostatnie zajęcia wtorkowe są ostatnie i nastąpi egzamin wewnętrzny. O ciemna śrubka.
A ja oczywiście w lesie. Noo, to zajęcia będą w weekend.
A my ponownie — tym razem z sukcesem — wizytowaliśmy Sopot. (w samą porę mi się przypomniało).
***
A pieczone jabłko pysznie rozgrzewa po chłodnym wieczorze.


Brak komentarzy: