środa, 17 października 2012

Odcinek z niespodziewaną przyjemnością (i batonami)



12 października, piątek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca niespodziewanie (na lekkim ryzyku), ale jednak przyjemnością (nie mówię o sobie) spędziliśmy noc w kinie.

Ale przedtem praca w pracy. No baaardzo ważne rzeczy. Tak ważne, że przez okoliczność tego, że ktoś się nie postarał, to ja musiałem dłużej i dzięki temu przepadł mi kosz. W sumie powinienem zastosować odpowiedzialność zbiorową. Jedyne co, że jak już przyjąłem do wiadomości, że z szaleństw nici, to wiedziałem, że mamy WIECZÓR, ponadto lekko pracowałem nad chill-outem, no bo po co robić sobie przykrości.

http://enemef.pl/archiwum_ENEMEFow.php?archiwum&idR=953

A więc przedwieczorny wieczorny relaks (czy ja dymałem z testami?), (kurcze, co myśmy spożywali?), zatem na pewno kawa, ciastko, zrobiliśmy kanapki, herbatę w termosie (termos! przecież my mamy termos), batony (kiedy wychodzi się z domu bez batonów, to jest zupełnie ok i bez strachu; kiedy zabiera się batony, to już poważka = wysiłek i niebezpieczeństwo, stąd bierze się przysłowie: "idziemy na spacer, ale bez batonów!").

Raz: spodziewałem się, że wytrzymamy dwa (zwłaszcza, że trzeci był nie dalej jak w zeszłym tygodniu), ale wytrzymaliśmy całość, choć miałem pół kryzysu.
Dwa: dupa nie bolała (Ciebie kręgosłup tak).
Trzy: perfekcyjnie sobie zaplanowaliśmy ilość jedzenia i picia.
Tyrztery: fajnie w kinie — to mój debiut. = duży obraz, dźwięk, jakiego nie zastąpi żadne kino domowe. Nawet w przypadku starych odcinków. Ale bluerayowanych, więc jakość bardzo zadowalająca. I to nawet tak, że "Casino Royale", które na kompie jest kryształowe, w kinie nie ma extra jakości.
Pięć: z każdym odcinkiem większy hałas, na ostatnim filmie już nie dało się rozmawiać, do tego komentarze "reżyserskie", niezła gradacja sensacji, dobry wybór odcinków, przygoda jak się patrzy.
Sześć: nad ranem byłem nieco nieprzytomny, ale całe spanie się udało jak trza.
Siedem: fajnie.


"Przemijanie", Breakout, 70a, 1970 — owszem, śmierdzi Cream na kilometr. Ale ma swój drive. Mocny. Zresztą cała płyta nie do wywalenia. Lepsza niż efekciarski debiut. Mroczny mrok. (patrz: "Piękno").


Brak komentarzy: