środa, 30 lipca 2014

San Antonio Spurs mistrzem NBA 2014


 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 
 


wtorek, 29 lipca 2014

Odcinek z grillem bożocielnym



19 czerwca, czwartek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca już na półkoloniach.

Wstawanie bez pośpiechu, zakaz jajek, przyszło mi do głowy, by wysłać te pliki na EPkę. Za głośne — ściszam. Znajduję dawno niewidzianego cakewalka — dziwacznie. Zeszło mi trochę czasu, ale już się pakujemy. Wiele toreb. Już po sypaniu kwiatków.
***
Wszystko po staremu, idę się trochę pobać na drzewo, zebrałem w przytulaku z jakieś dwa kilo czereśni. Na razie tych gorszych.
Braciak przyjechał na gotowe, to chociaż grillem zarządził. Pysznie — wszystko zjedliśmy.
Zimno było i był strachliwy pies, zatem bez osadników, samiśmy sobie zagrali w pociągi (rekord jakiś). Graliśmy w balona (cieplej się zrobiło), a lidlowy koźlak bardzo ładny. Pysznie, relaksowo, najedzeni.
***
Gubię już mecze i wyniki. Nawet nie znam drabinki. Ale oglądam. Ale wciąż nie ma znużenia.
Kolumbia zasłużenie 2:1 z WKS, nie trafiłem, ale kibicowałem, nie było żalu.
Urugwaj-Anglia 2:1 — jak wyżej. I bardzo dobrze, a nawet lepiej. Wspaniale z Suarezem, Urusi znowu rokują, jak 4 lata temu.
Japonia-Grecja 0:0 — nie widziałem (rzecz jasna), ale trafiłem.
Zimno w nocy nie było, ale wyrwany w trakcie snu byłem nieprzytomny, cud, że nie osikałem sobie paluchów.
20 czerwca, piątek

Odcinek z krwi pobraniem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca napoczynamy drugi weekend, a dzieci kradną nam czereśnie.

Chleb z ciężkimi żarnami (taki śmieszek ze mnie), za te piniondze bułeczki na deser już nie chciałem (no to sucharki), a tramwaje słabo jeżdżą, zimno, popadywa. To chyba najdłuższy dzień w roku, witaj lato?!
***
Mocz pociekł, krew nie, będzie cholesterol, był spacerniak. Ciężko pracowałem, by wyrównać trochę rzeczy przed wyjazdem (ten przymus, wina, obowiązek, brak równowagi, ci ludzie), były dwie godziny palmy, ale nie było czasu na relaks; czereśnie.
***
Za dwie 17 trafiam do heweliusza i kupuję zasilacz 18 (miast 15-16), się sprawdzi.
Gazetownia bez rewelacji, forty.
Zupa i lecimy z "obowiązkami".
***
Zdjęcia są na tyle zachęcające, że aż strach nie zajrzeć:
http://afistfulofsoundtracks.blogspot.com/2012/10/the-spy-who-spoofed-me.html
***
I kolejne do przeglądania:
http://eves-reel-life.blogspot.com/2012/08/gene-kellys-brief-sojourn-lets-make.html
***
Gianni Marchetti — L'Occhio Selvaggio (1967) AKA "Wild Eye" jest super włoskie i extra kojące i jest na dusty.
***
Lepiej posłuchać kilka Algernonów Cadwalladerów niż jednego Audioslave.
***
Miało być lanie, a było pożegnanie: Kostaryka pokazała Włochom, że umie lepiej grać, 2-0 i Anglia wraca do domu, taka zależność.
Znakomicie, a potem było jeszcze lepiej. Bo Francuzi, mimo późniejszego rozluźnienia, roznieśli Szwajcarów 5-2.
Tymczasem uruchomiliśmy malucha, ma wszystkie potrzebne narzędzia, jest mały i działa — bierzemy ze sobą!
***
No i skoro piątek, to popcorn, nieważne, że stary. Net może nie jest specjalnie wyrywny, ale stanowisko z deską dobre, i choć senność dzisiaj spora, doczekałem się bramki Hondurasu.



poniedziałek, 28 lipca 2014

Odcinek z nieznanym



17 czerwca, wtorek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca doświadczmy, jak to jest, kiedy ucieknie dzień.

Kaiser Chiefs — Education, Education, Education And War (2014) — oni już się skończyli.
***
Pożegnania:

Renata Przemyk — Ya Hozna (1990) — zaskakująco dobre, czasem muzycznie przaśne, ale nawet nie razi, Tom Waits gdyby żył..., teksty, na które nigdy nie zwracam uwagi. Zaskoczenie większe: ja to znam i pamiętam. Czyżby dlatego, że dziewczyny w latach 90. miały tę kasetę obowiązkowo w domu?

Dire Straits — Love over Gold (1982) — słabiej niż "Making Movies", bezprzebojowo, bez wzruszeń.

Faith No More — Introduce Yourself (1987) — jeden przebój, kiepski wokalista, jeszcze nie ten styl, nieciekawe.

Eurythmics — Greatest Hits (1991) — przykład na to, że hity bywają naciągane, by wypełnić metraż. Nie wątpię, że to dobry przewodnik po płytach, a nie twierdzę, że płyty w całości lepsze. Ale to karaibskie disco? dowód, że technicznie podołali? Zatem prawdziwe przeboje ok, na plus moje zaskoczenie, że Annie Lennox miewa murzyński głos.
***
Honeycrack — Prozaic (1996) — mimo zachęcającej okładki, to zwykły rock. Do wyrzucenia po razie.
http://violentdisco.blogspot.com/2013/04/honeycrack-prozaic-1996.html
***
I teraz:
?


18 czerwca, środa

Odcinek z potwierdzeniem magiczności kaseciaka

My drogi i Miłościwie Nam Panująca siadamy i oglądamy, Ty ziewasz.

***
Skończyła się złota Hiszpania, Chorwacja prowadzi z Kamerunem, słucham różnorakiego emo, wszyscy napieprzają i krzyczą od 20 lat tak samo, ale nikt się nie przejmuje powtórkami, PICKUP FOOTBALL with DJ LEFT OUT z WPRB rządzi. Zaciągam wszystko hurtem. Odsłucham, tak jak robię to z wieloma Włochami.
***
Wspaniałe mistrzostwa.
***
Oni są wszyscy na bandcampie. Gramy w piwnicy, wymyślamy długo, układamy, nagrywamy i jesteśmy zadowoleni z tego, że magneciak ładnie prasuje perkę, blachy i gitary. Brzmi basowo, miękko i bez pogłosów.
Zabawne, że nic nie sugerowałem, a oni (czyli chopaki) zagrali sami na miks Pontiak i Chokebore. Takie sprawy.
***
I fajnie, że robią te kasety, czy winyle, człowiek nie wiedziałby, gdzie je wszystkie pochować.
***
Tymczasem full zestaw w odbiorze = ci grają, tamci grają, ja odbieram zmysły.
***
Stipe Pletikosa ma genialny kolor stroju, na razie 2-0. Kamerun nie wytrzymał nerwowo. Ciężko było mi się powstrzymać od jedzenia. Jutro grillowanie!
***
Jazz with Dan Buskirk w WPRB wydaje się równie genialny. To te czasy, kiedy człowiek szedł spać z włączonym radiem, budził się około 3 w nocy, by zachwycić się Kyuss, spał jakoś do rana, bo wypadało, następnie było granie, mecz i Bakunowy Faktor. MŚ 1998, skoro już tutaj jesteśmy. Grzecznie kładę się spać — jest weekend!



piątek, 25 lipca 2014

Odcinek z pieczeniem pieczeni


Francesco Albotto — Grand Canale
14 czerwca, sobota

My drogi i Miłościwie Nam Panująca nie wychodzimy, bo pada, hurra!

Wczesny poranek.
Kisisz ogóra!!!
To chyba przez te mistrzostwa. Się nie wyspałem. Ale ruch był bardzo ładny. Jak dyskobol.
A tortillę obracam wspaniale. Bo cudowny jestem.
***
Papermoons — No Love (2013) (SoundSuply) — bardzo mocno przypomina Dead Cub For Cutie. Przy odrobinie dobrego nastroju mogę się wzruszyć, choć inne rzeczy w tym kierunku są lepsze. Jak na przykład do parku z Queen czy inną z kolejki z pudełka w ogóle mija się z celem — nie ten klimat. To musi być coś COŚ.
Co mi przypomniało zeszłoroczną Emillianę.
A pieczeń przypomniała mi niegdysiejsze mega wyładowane po brzegi cebulą i marchewkami, ziemniakami i mięsem zestawy brytfanek, których zawartość starczała niemal na cały tydzień. Taka kuchnia.
Zamiast zbędnych miękiszy: Pontiak — Innocence (2014). Głośno mam, bo pracujesz, a po porannym fotografowaniu mam obróbkę moich odcinków specjalnych. Są fantastyczne.
***
Miały być schabowe, ale zmylili nas w mięsnym ich brakiem. Pieczeń łopatkowa. Dzisiaj mam tyle luzu, że nic tylko się luzuję, a właściwie czekam na 18 i mecz, jak za dzieciaka. Czyli wciąż.
***
Jak zaplanowałem, tak zrobiłem.
Pieczyste nam się sprawiło.
Czytałem, oglądałem, ściągałem emo-rocka.
Pop-corn!
***
Kolumbia - Grecja 3:0 — Grecja słabo
Urugwaj - Kostaryka 1:3 — zaskoczył negatywnie Urugwaj, nie spodziewałem się
Anglia - Włochy 1:2 — Anglii niemal nie poznałem, chociaż i wynik i końcówka meczu w ich stylu hłe hłe.
Wybrzeże Kości Słoniowej - Japonia 2:1 — tego, rzecz jasna nie oglądałem.
***
ps. resztki albumowe z Mediolanu

Michele Marieschi — The Grand Canal
15 czerwca, niedziela

Odcinek za miastem!

My drogi i Miłościwie Nam Panująca byliśmy, wiedzieliśmy, zjedliśmy.

Wreszcie pospaliśmy, trochę się grzebałem z rana, ale udało nam się wyjechać.
Mamy zaliczony jeden zjazd za daleko i jeden za wcześnie = git.
A na Siwiałce już pełen wypas.
Domek, ogród, ciasto rabarbarowe.
Smażony pstrąg i smażony szczupak, frytki aż nadto.
Jezioro, drzemię, wyleguję — dawno nie pamiętam takiego relaksującego lenistwa.
Truskawki, koper, goździki, zioła, jagoda kamczacka — to było niebezpieczne, bo miałem wewnętrzny przymus zebrania prawie wszystkiego.
Wracamy, jest ładnie na dworze, walizka, czereśnie, drugie bardziej soczyste.
***
Szwajcaria - Ekwador 2:1 — tylko skrócik
Francja - Honduras 3:0 — specjalnie atrakcyjne to nie było, Boniek!
Argentyna - Bośnia i Hercegowina 2:1 — oczywiście nie.
Najedzeni do snu.

Luca Carlevarijs — Palazzo Ducale di Milano
16 czerwca, poniedziałek

SAN ANTONIO SPURS mistrzem NBA 2014

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zdążyliśmy zapomnieć o nba.

Poranek, wyniki, spóźnionko, Parnicki, nastrój/humor.
***
Elbow — The Take Off And Landing Of Everything (2014) — nie spodziewałem się, że kiedykolwiek to powiem, ale to dobra płyta jest. A jak przyjemnie się jej słucha.
***
Nie pamiętam kiedy miałem taki w dobrym nastroju poniedziałek. I nawet to, że Miami przegrali w fatalnym stylu, a legenda LeBrona ucierpiała mi tego wcale a wcale nie psuje. Chwilo trwaj.
***
Kisisz ogóra!
***
Oczywiście w lidlu już wykupili tego portera. Paweł na rowerze. Rzeczywiście było chuj z nagrywaniem, bo się zasilacz spalił. Ale nie było dramatu, bo mecz, bo zawirowania, pogaduszki. Zatem skoro było w planach, to i tak wróciłem wcześnie. Następne po wczasach.
Winyl 1000 Hurts bardzo elegancki sobie sprawił Wojt.
***
Niemcy - Portugalia 4:0 — coś tam widzieliśmy w tym zamieszaniu
Iran - Nigeria 0:0 — najnudniejsza kopanina i pierwszy remis w tych MŚ
Ghana - USA 1:2 — oczywiście nie.
Niby do snu, niby do pracy, ale jakby wakacje były.
Wszyscy oglądają MŚ!

Palazzo Reale di Milano visto dal Duomo


Night Train to Lisbon (2013)


bo przecież zapomniałem wrzucić

 
 



czwartek, 24 lipca 2014

Odcinek z Mistrzostwami Świata!



12 czerwca, czwartek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca wyruszamy w dramatyczną miesięczną podróż.

Jest podjarka!
Kupiłem w kiosku magazyn!
Nie wiem kiedy będę czytał!
Chłodniej dzisiaj!
***
Apes, Pigs & Spacemen — Snapshot (1997) — metalizujący (NWOBHM) rock lat 90. Nie będę tego więcej słuchał. Ale na kasecie ponownie "Down the upside". Nie ma opcji mieć winyla z tego — ceny niebotyczne.
***
Staram się i staram z tym Parnickim, reszta leży.
***
Jem mega przypakowane sałatki w tyrze. Objadłem się pysznie.
***
Upojna godzina w osso, zakupiłem dla wszystkich książek. Niektóre nawet nowe. Niektóre nawet to powieść.
***
Wracam już chłodniej i głodniej z kg truskawek. Jem zeszłotygodniowy rosół spod kapusty — trochę strach, czy Rudy znowu nie zaatakuje. Robisz sernik na zimno, mała tragedia z galaretką, trzeba poczekać na rozwiązanie do następnego dnia, na razie rozlała się na blasze, ale blacha mieści się do lodówy.
Odcinek przed snem/przed emocjami.
Robię miejsce, podłączam 19 (czyt. dziewiętnastkę), tvp znowu nas wychujała, ale stream jest ok. Wreszcie jest obraz, grają, oglądamy, są niespodzianki, są lekkie emocje. Ten zagłodzony rumunoarab strzelił dwie i Brazylia-Chorwacja 3-1. Nie obyło się bez żółtego trenera z karnym z kapelusza ("ej, patrzaj, kolorowi!") (cóż, jestem dzieckiem komuny i wcale się tego nie wstydzę). Dobrze się rozpoczęło, przysiadłem na dłużej ja drzewiej. Jest smaczek. Tyle, że gorzej ze wstawaniem.


13 czerwca, piątek

Odcinek z Żyrafem bez Przesady

My drogi i Miłościwie Nam Panująca oglądamy MŚ już serialowo.

Wieści wieści z rana. Tyle czasu zajmuje mi zebranie sałatki z rana, że nie zdanżam na wcześniejszy autobus. Tymczasem Miami już, u siebie 1-3 (wolałem wiedzieć pierwej), ale to nie ten rok, są już MŚ, owszem, przebudowa (nie)wielkiej trójki musi być, ale chyba nawet oni sami podchodzą do tego lżej. No nie martwi mnie to, miałem wczoraj wieczór z futbolem, wrócił chwilowo klimat.
***
Doprawdy nie było co oglądać, nie można nie szanować Spurs, ale Khawi to nie pop-all star, potrzebujemy również gwiazd i historyjek, dlatego pomysł, żeby Carmelo dołączył do Miami wydaje się już teraz bardziej ekscytująca niż ten finał, w którym Heat (ten gorąc — prócz problemów z klimą) nie istnieje.
***
Z racji tego, że nic się nie działo (= nie warte było pełnego skupienia), odrobiłem wszystko na raz (czytanie, oglądanie, pisanie, ze słuchaniem odczekam), więc już miałem wolne. Przypomniała mi się moja nieco idealizowana pozycja z kanapy na Dworcowej, kiedy siedzę naprzeciwko tv i oglądam film (angażuję się tylko w końcówkach albo kluczowych/spektakularnych akcjach), za moją głową gra cicho radio i czytam książkę, dzięki temu mam poczucie ogarniania całości, bez wrażenia, że coś mi umyka, że mógłbym czegoś nie zaliczyć.
***
Night Train to Lisbon (2013) taki trochę dymany był. Odrobinka tanich, nie, tych droższych wzruszeń. Ładne obrazki. Ale cała treść książki, na której opierała się kanwa filmy, plus owo nieszczęśliwe love story, oj, mitrężnie to było wykładane. Tyle, że subtelnie zagrane. Niespiesznie. Wyłącznie dla fanów Lizbony w obrazie filmowym.
***
Nie zbaczając do domu. Kupiłaś wielkiego świetnego fileta z dorsza. Ja to usmażyłem, a mięso było niemal puszyste. Z łakomstwa zjadłem więcej — pierwszego dnia zawsze smakuje lepiej. Akcja odwodzenia zapachu z pomieszczeń się powiodła.
Czytam i przygotowuję się na bieżąco: grają.
Pomyliliśmy się z moim typowaniem, a w deszczu Meksyk-Kamerun 1-0, czyli sprawiedliwie, mimo że żółte koszulki i wystające pindole fajne.
Kisisz ogóra!!!
Usiłuję wykumać o co cho z tym kompresorem (EiS) i za gwoździa. Tymczasem się rozstrzelali megalitycznie i piłkarsko: Holandia-Hiszpania 5-1. Przecieraliśmy oczy ze zdumienia. Oboje. Wspaniale.
Ząbki lulu i spać.
Grają, ale do mnie napisało SoundSuply, więc już musiałem pościągać wszystkie płyty, własnoręcznie wykonana sangria smacznie bez szału, Kangury tradycyjnie walecznie, przez chwilę pachniało niespodzianką, ale totalnej obrony tamtych to ja nie widziałem, szczęście tak: Chile-Australia 3-1.
Zaszalałem z tym urwaniem nocy (do 3:30?).





środa, 23 lipca 2014

Odcinek z latem na Stogach



10 czerwca, wtorek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca, z czego ty byłaś na prawdziwych zakupach.

Przyszło lato, przyszedł upał, choć po wczoraj butki ubrudzone. Nie lubię tych małych słuchawek. Ambitnie przerabiam teraz/tylko rocki odsłuchując kasety/płyty Queen/Black Sabbath.
***
Z kasetami pożegnanie:

Manic Street Preachers — This Is My Truth Tell Me Yours (1998) — bardzo przyjemne, bardzo radiowe, nawet jak nigdy nie słuchałem, okazało się, że kilka piosenek znam.

Moloko — Things To Make And Do (2000) — jak wyżej: kilka znam, słuchalne jak najbardziej.

Head of David — Dustbowl (1988) — nagrane na Hammerhead, bilet po występie w pudełku. Nie podoba mi się za bardzo. Słabo przekopiowane, jedyna ciekawostka na kiedyś, to nagrany mono numer z radia o pomarańczach — to jest świetne i tego nie znam.

Ludwig van Beethoven — V symfonia c-moll op. 67 — znam dobrze, bo kiedyś katowałem na winylu. Malutki sentymencik.

Dire Straits — Making Movies (1980). Stara oryginalna kaseta. Słuchałem po raz pierwszy. Sympatyczne, lekkie, w poniedziałkowy wieczór nawet nastrajające.
***
Ciekawostka:
Black Sabbath — Vol. 4 (1972) — to tak jakbym ja się zabrał za realizację: fajne, ale słabo nagrane, pomysły są, ale wszystko przymulone.
***
Leniuchowałem trochę z rana, ale kota nie ma, więc przyda mi się odrobina luksusu. Świetna surówka.
***
Black Sabbath — Technical Ecstasy (1976) — miałem kasetę i nie najgorzej ją wspominam. Raczej, z racji tego, że znam dobrze, to odbieram ją lepiej niż, chociaż 4, której "brzmienie" mnie fascynuje. Tak, ale to jest rock, nie heavy. Ona jest chyba też wyrazem obopólnego wpływu Budgie (czyżby w tej kolejności?).
***
Na sklepy mi się nie chciało, przez park przeleciałem, byłem wcześnie, straciłem 4 archanioły (ciut szkoda), ale wiele dżinów nie dało mi rady. Zaciemnienie w pokoju i inna muzyka. Toffi. Botwinka. Pierzynka. Wygląda na to, że zaraz zaczną się mistrzostwa. Dzie tam sandałki i plecak, nawet tour de biedra nie. Kaseta Rodan, bo płyta nie, Umiliani też nie, skoro Bleach zabrali.
***
Tymczasem obkupiłaś się wspaniale we wszystkie potrzebne rzeczy: okulary, kapelusz, spodnie, torebka, euro, ubezpieczenie. Oglądałem i podziwiałem (a w prezentacji było co), po czym momentalnie udałem się na spoczynek.
***
Charger — Confession of a Man (Mad Enough to Live Amongst Beasts) (2003) — ciekawe co to.


11 czerwca, środa

Odcinek z wakacjami

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mieliśmy całkiem sporo czasu wolnego.

Wyrwany ze snu, ale nie do meczu. Można rzucać 58% i przegrać? Można, San Antonio 72% i 2-1. Tak w przybliżeniu. Teksańska.
***
Zajętość była spora, kolejne płyty Black Sabbath, mecz specjalnie mnie nie zasmucił, mam teraz inne ważne kwestie: muszę kupić magazyn piłkarski na Mistrzostwa Świata!
***
Spędziłem upojne pół godziny w empiku na przeglądaniu książek/magazynów, ale TEGO nie było.
Potem zakupy warzywno-owocowe oraz kubeczek lodów copa-cabana. Zrobiłem sobie wakacje i przesiadłem na ławce ich zjedzenie. Takie lenistwo!
W domu jeszcze był czas na pliki wokalne, KISZENIE OGÓRA!!!, smażone ziemniaczki, kawę, prysznic, odcinek oraz koktajl truskawkowy, którego objętość chyba załatwiła mi żołądek/mózg/sen na całą noc. Ale pyszny był.




wtorek, 22 lipca 2014

Odcinek z zoo



8 czerwca, niedziela

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mamy powtórkę sprzed dwóch lat, ale obżarstwo bardziej.

... niedospałem się tym przewracaniem, wstawanie o 9.
I znowu się pospieszam (ze śniadaniem, z kanapkami, itp. itd.) aczkolwiek nie od tego jest niedziela.
Pętla w Oliwie przywołuje wspomnienia i okoliczności starą zabudową i starymi zwyczajami.
Trasa zoo odwrotna, ale jakby tradycyjna. Pogoda w sam raz, kilka zdjęć również. Przygotowani w ciastka i inną żywność spokojnie dajemy radę do 15. Kilka zwierząt wygrało.
Ani baru ani pizzerii, więc szczęście z pierogarnią na cieście drożdżowy. Wypas niemiłosierny, śmy się obiedli strasznie, i jeszcze kolejne 40 minut piechotą, padamy w domu na pyski, Ty śpisz, ja odsłuchuję, czekam już na kolejny tydzień pracy, taki los.
Jedyne co mile zaskakujące, że o 21:12 wciąż jeszcze jasno na dworze.
Wokale zgrałem już wczoraj i wysłałem przed nocą.


9 czerwca, poniedziałek

Odcinek z darciem japy

My drogi i Miłościwie Nam Panująca na kawie i gararetce.

Nastrój na poziomie bardzo minusowym i tak przez dzień cały, ale po burzy krótkie spodnie.
Wstałem o 5 (co tak będę leżał), obejrzałem mecz, Miami wygrali na 1-1, kanapki, śniadanie, siup. Parnicki wciąż źle.
***
Hammerhead — Memory Hole (2011) — odświeżający powiew starości. Bardzo miło się tego słucha. Po latach płyty są wyprzedane.
***
Miami wygrali na 1-1, a ja mam kolejne szpiegowskie DVD na pokładzie. Przypomina Quillera.
***
Kawa, ciastko i gararetka (którą zrobiłaś z truskawkami) pyszne.
Zapakowany, spotkany z Wojtem, poszedłem, Mich x 2 numery (bardzo ładnie), trochę podłożyliśmy pod niego darcie japy. Skończyliśmy o 22 (te zabawy wokalne) i jeszcze piwo na schodach, te życie.





poniedziałek, 21 lipca 2014

Odcinek z wielością zdarzeń



6 czerwca, piątek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca oglądamy wiele przed nocą.

Odważnie wystawiłem swoje łydki na działanie 15 stopni.
Mokro na dworze od wczoraj.
Zdążyłem zapomnieć i zdążyłem zapomnieć się emocjonować — zatem teraz pora na mecz nr 1.
***
Ale chyba nie jestem do końca zadowolony z satysfakcji kibiców Spurs, jakieś hocki-klocki z niedziałającą klimatyzacją, kontuzja LeBrona, znowu niektórzy będą stawiać gwiazdki przy ich tytułach. Mecz bez szału, nierówna rywalizacja dodatkowo obniża jego wartość. No, ciekawe co dalej (dywagacje, że Miami przez 3 kwarty radziło sobie dobrze zaskakująco są już nieaktualne).
***
Prócz znowu wielkich nerwów ze starymi kretynkami z gruźlicą (się człowiek nadenerwuje co jego) (niepotrzebnie, a serce pika), sałatka ze szczypiorem i dziaram dalej.
kapusta, ogórek, szczypior, Spock
— trza ustalić zasady
***
Jess Franco, Bruno Nicolai —  Il Conte Dracula (1970) — dużymi chwilami znakomite, głównie dzięki klawikordzie i podobieństwu do "Quiller Memorandum".
***
Po strasznym dniu żadnych tam grillów w obozie pracy, tylko siup do biedronek i zakupiłem w sumie 6 albumów po 5 zeta. Wspaniale. Oraz atlas drzew.
Wreszcie napadło nas lato.
Ty na zumbie, ja strucla, sok i słucham nowej płyty = piątkowy relaks.
***
Dwa odcinki machnięte, a potem
The Place beyond the Pines (2012) — strasznie dramatyczny to był film. Gossling zawsze ten sam, film, właściwie KINO, strasznie długi, połączony, ciągnący się i uderzający splotem dramatycznych okoliczności. Źle to się oglądało, ale było wartościowe.


7 czerwca, sobota

Odcinek z plażowaniem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mamy tegoroczną plażę już zaliczoną.

Miałem wstać późno (bo oglądanie), a wyszło wcześnie.
Winyle mam opisane, ale ich ocena mnie nie satysfakcjonuje. Poszukałem cen na allegro, ale całość muszę przemyśleć i zrobię to po powrocie.
Zakupy i jedziemy na plażę.
Trochę tam słońce świeci i trochę niewygodnie. Woda się nie nadaje. Bo zimna.
Bez piwa to żadna zabawa.
Podróże z Kapuścińskim — opowieści 13 tłumaczy. Bez szału, ale sprawnie się czyta.
Wracamy, wykonujesz chińszczyznę, jemy.
Następnie dokonuję cudu mycia okien. W kuchni i małym pokoju osiągam spektakularny efekt.
I jeszcze kawa frappe.
Zrobiła się godzina na dwa odcinki i chyba było tyle, bo...