wtorek, 2 października 2012

Odcinek z nie ma grzybów




28 września, piątek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca byliśmy tuż obok, nowość taka.

Okazja — późne wstawanie. 7:50. Późne śniadanie. A nie, pora nawet podobna. Z tego co nawet nie wiadomo co zrobić, nawet spakowałem część dokumentów. Następnie znakomicie trafiłem na Chełmie. I to mnie poprawiło.

Proza Północy! No ka, kto to wymyślił. To tak jakbym wydawał płyty. Ale nie o tym przecież.

Wybornie wyborowo. Wbrew empatycznym domysłom nastrój mam szampański. Pożegnania, ale jak mówią, ja już zgorzkniały jestem, poza tym ja tu zostaję. Ponadto
kto wie czy nie najważniejsze ciasto było. Dużo ciasta. Na tyle dużo, że minęło i drugie śniadanie, i może obiad też minie. Dużo i dobrze. Zupa zostaje do poniedziałku.

Z życia:
 a jaką teraz zupę byś chciał?
 ja bym chciał nie musieć wymyślać jaką zupę bym chciał

I o grzybach (ileż to osób dzisiaj nie omieszkało):
ojej, skąd masz tyle grzybów? 
matka zebrała 
ale podobno nie ma grzybów 
moja matka też tak mówi

Miał być kosz a była baba ze szmatą. A nas było siedmiu i nie daliśmy rady. A szkoda, bo taka okazja może się więcej nie przytrafić. Nic to. Do domu.

Szefowa, P., babeczki i wieczorne oddalenie się. Tak już nawet myślałem, że skoro mam tyle różnych ciekawych rzeczy do zrobienia, to w konsekwencji nie będę wiedział co wybrać i skończę oglądając film. Albo co gorsza czytać książkę. Chociaż nie ma nic złego w oglądaniu filmów przecież. No to zająłem się loopami cd. i tak mnie wciągnęło, że tylko już wieczorne zmożenie i okładanie się na okoliczność zrzucania plików. Ciężka praca.

Daniel Odija, Szklana huta


Brak komentarzy: