środa, 23 czerwca 2010

szczelił Martin Palermo

wtorek, 22 czerwca

Czytając wieści z netu, dowiaduje się, że nie tylko ja tak mam: rozegrano już połowę meczy mundialu (kurcze, tak szybko?! buuu), nie będzie już gierek o 13:30 (buuu). Czas jednak miał inne znaczenie, kiedy te o 13:30 były. Wtorek jeszcze jakoś przeżyłem. Mam nadzieję, że emocje związane z grupowymi rozstrzygnięciami mnie będą podtrzymywać.
***
Jeszcze jeden fragment z weekendu: widzieliśmy program "kulinarny". Bo nie był jakiś gupi. Może bardziej dokument, relacja, dzień z życia. Głównie zaimponowała mi postawa głównego bohatera, jakiegoś wypasionego włoskiego szefa kuchni, który prowadzi telewizję kulinarną również.
Po pierwsze: mówił, że dania, jakie serwują na ekranie, muszą być proste i łatwe do wykonania.
Po drugie: był na bazarze incognito (nawet jeżeli nie był, to przekupki były swojskie), i nie wymandrzał się, że karczochy robi się tak czy śmiak, tylko podpatrywał i podpytywał o różne sposoby.
Po trzecie, jak już nakupił sobie towarów, to rzekł, że robi dania wg własnego uznania, nie kierując się sztywnymi przepisami. Znaczy się — troszkę improwizuje. I wyglądało to na improwizację domową, ale nie hotelarski sznyt.
Po czwarte: zanim już ogarnął wszystkie elementy krajalniczo-przygotowawcze zrobiło się ciemno = zajęło to czas. Odpowiedni czas.
Po piąte: powiedział, że każdy ma taki makaron aldente, jaki ma własny. Jego matka ma inne aldente, on ma inne, a przy tej okazji zdał się na aldente pani kucharki.
Po szóste (to już argument innego gatunku): przygotowane danie było zwyczajnym makaronem, ledwo
powleczonym sosikiem, z niewielką ilością dodatków (gdzie tam do naszych domowych "spaghetti" gdzie mięsa musi być więcej). Nie wątpię, że sos (z truflą) był wyjątkowy, ale danie wyglądało prosto, ordynaryjnie. Czyli bardzo dobrze.
Słowem — kolo mi zaimponował.
Mówi się bowiem, że mężczyźni są lepszymi kucharzami niż kobiety. Może i owszem. Sęk w tym, że pewnie takie kuchenne wykształciuchy zabierają do kuchcenia od wielkiego dzwonu i wtedy jest wielkie halo, jakie to wyrafinowane rzeczy potrafią przyrządzić. Podobnie odnoszę się do idei wspaniałych dań w ogóle. Prawdziwym wyzwaniem i bohaterstwem jest dzień w dzień tyrać z obiadkiem dla rodziny, której się wydaje, że się należy. W tym momencie wszystkie panie domu (i gotujący panowie) mogą czuć się uhonorowani.
***
Murzyni nie dali rady Koreanom (2-2), Meksowie trochę zawiedli z Urugwajami (0-1) — nie są w takiej fajnej formie jak myślałem. Argentyni w końcu dorwali Grecjan 2-0, a Francjańczycy dopełnili wstydu z RPA 1-2. Swoją drogą, jak Polacy biją się o reklamy na zupkach czy o przemyt papierosów, to jeszcze rozumiem: każdy chce dorobić, ale takie "gwiazdy" i taka nieprzystosowalność?
***
Luciana Salazar — TAKA fanka (akurat jest na topie [w topie?], więc co się będę wysilał):


Brak komentarzy: