wtorek, 29 czerwca 2010

truskafki

piątek, 25 czerwca

To nie w moim stylu, bo to zaangażowanie, ta pasja, ale w końcu mamy mundial:
http://podpoprzeczke.blox.pl/2010/05/Futbol-Polacy-buduja-pilkarskie-potegi.html

ale jak się patrzy na tego eksperta w studio dzień w dzień, to jednak jest zgroza.
Fragment o Kalu Uche bezbłędny:

http://podpoprzeczke.blox.pl/2010/06/Bezczelnosc.html

i co prawda to odnośnik do poprzedniego, ale gdyby ktoś nie zajrzał, to warto dla zdjęcia:

http://podpoprzeczke.blox.pl/2010/06/Liotosci-Co-to-mialo-byc-do-chuja.html

(nie mówię o zdjęciu autora).

***
Brazylijczycy Europy i ci drudzy zrobili bambuko z bambusów, którzy zapłacili grube piniondze za mecz (0-0). Nażelowana Krystyna puściła oko kamery, a widzownie, nawet nie zobaczyli Robinia. A WKS znowu se mogli nastrzelać (3-0 z KRLD). Zaś do snu obejrzałem sobie program o prognozowanej epidemii czarnej (prawdziwej) ospy. Optymistycznie tak przed snem.
***
Apendyks dlaczego Chile jest ok, a reszta nie:

http://img13.abload.de/img/1277496422531i1sy.gif

sobota, 26 czerwca

Pyszczku wstała rano i pojechała na miasto, choć ja myślałem, że poszła po truskawki. Ale nie. Więc po truskawki poszedłem ja. Truskawek nie było (za 7 zeta to nie truskawki), ale miałem swój ostatni szrotowy walkman (trzeba go trzymać za klapkę i modlić się, żeby nie wciągnęło taśmy) z 007 więc było kojąco. Poszedłem na dolną, tam też nie było truskawek. Przyjrzałem się owej lipie, ma nawet tabliczkę pomnik przyrody.

Akurat trochę naszło chmur, więc dzielnia wyglądała posępniej niż zazwyczaj, a ludzie jeszcze starsi i nachmurzeni. Jak to porównać, to Orunia, Dolne Miasto, czy Stara Oliwa obecnie nie różnią się specjalnie od Alfamy. Tamta jest może bardziej horyzontalna. I tu rezygnacja wyziera z każdego kąta, a tam jest przybrana w pozę totalnego wyluzowania. Barcelona wciąż lokuje się na miejscach 3-4, ale tylko dlatego, że Sewilla tylko muśnięta, Walencja z przodu, ale nie wiem, czy coś będzie w stanie prześcignąć Lizbonę. Z każdym rokiem mityczny wizerunek miasta rośnie w siłę. Powoli sam zaczynam wątpić, że widzałem ludzi śpiących na trawnikach niemal w centrum miasta. Gdyby klasyczna "wiśnia" miała status lokalnego trunku o uznanej jakości jak ginja, to może można by na tym kasę robić.

Gdybym jeszcze wziął portfel i walnął się potem na trawie w parku, to byłoby jeszcze bardziej kojąco. Czyli w sumie dobrze, że nie było truskawek, hi hi.
***
Pyszczku zaś zaszła na rynek na ul. Elbląskiej (nie mówcie, że nie ma ul. Elbląskiej, bo Elbląska jest, tylko tej drugiej nie ma) i kupiła duuuuuuużo truskawek za 4 zeta. O, za 4 zeta to są truskawki. Kiedy już przywiozła te 15 kg, to nie wiedzieć czemu nie chciała za bardzo się sama bujnąć do sklepu, zrobić obiad i posprzątać w chałupie.
***
Tymczasem zrobiliśmy danie warzywno-kiełbasiane, które powinno wystarczyć na 3 dni (uff), zlaliśmy zeszłoroczną truskawkę (zacny trunek, na ciepło smakuje pysznie, schłodzone będzie wyborne), przerobiliśmy truskawki i zabieramy się za tegoroczny nastaw. Zaś te truskawki, prawdziwe truskawki, te które są, smakują genialnie. Już trzecie tego roku, ale niepowtarzalne. Takie jak niegdyś. Smakują tak genialnie, jak smakują moje piłkarskie wspomnienia.
***
Urugwaj chciał się przepchać małym kosztem, ale po 1-0 to było ciut za dużo czasu i defensywna taktyka dla Koreańczyków Południowych nie była nie do pokonania. Przy 1-1 Urugwaje zabrali się do pracy i skończyło się na 2-1. Czyli wynik znowu nie mój (2-0), ale grunt, że "nasi" do przodu.
***
Wieczorem Amerykańcom się nie udało, a gladiatorzy z Ghany tym razem strzelili dwie bramy z akcji, zamiast z karnego (2-0).

Brak komentarzy: