piątek, 15 kwietnia 2016

OSS 117 — Mission to Tokyo (1966)



jest rasowo, jest dobrze, schemat dopracowany, są nowe egzotyczne lokalizacje, muzyka powraca i jest do zapamiętania, Frederick Stafford bardzo dobrze
ależ znaleźli wielkiego Japońca!
i ładnie, że dopiero w połowie filmu pojawia się pierwsze odkrycie kart
ponadto fabuła jest poważna (z uwzględnieniem), począwszy od eksplozywnego intro (jak "Quantum") akcja gęsta, pełna napięć, aż do samego końca, że zabrakło im czasu na pełne zakończenie, co wcale nie szkodzi, taka forma jest jeszcze bardziej "meta"
Frederick wypadł bardzo dobrze (powtarzam się), przygotowany fizycznie i aktorsko do roli
jakoś nie zaznaczyłem tego za bardzo w screenach, ale jest tam wiele ujęć "starej Japonii", uliczki, pochyłe chodniki, domki, "stary Pekin"
kolejny z tej serii, wypada, że im wcześniej, tym lepiej, znakomity obraz

 

http://permissiontokill.com/blog/2010/03/25/oss-117-terror-in-tokyo-1966/
http://doubleosection.blogspot.com/2010/05/dvd-review-oss-117-terror-in-tokyo-aka.html
http://doubleosection.blogspot.com/2010/05/oss-117-introduction-so-who-or-what-is.html


 
 




Brak komentarzy: