czwartek, 14 kwietnia 2016

28–31.03.2016



28 marca, poniedziałek

zatę Żono ma

nie było lania wody, bo nie, jakoś tam rano przeżyliśmy, chociaż już od rana humory były kwasowate, na Stogach to się specjalnie nie poprawiło (święta święta), ale przynajmniej byłem na spacerze i chill
***
dziecko nam zasnęło w aucie, ale przez resztę dnia na Stogach było ok, tylko w domu zaszalało
Mama napracowała się z królikiem w winie (oraz z babką piaskową), ale pewnie wysiłek tego nie warty, zrobiło się ciepło i słonecznie (i tu i tam), na spacerze poczułem, że to pierwszy dzień wiosny
nie było poprawki z piwem, więc wytrzeźwiałem, pojechaliśmy do domu, dziecko znowu zasnęło w aucie (po czym było rozbite)
***
poprawiło mu się w kąpieli, potem już zasypianie, nieco krótsze, do 20:40
zabrałem się za tę okładkę i wypalenie prawdziwego audio (hah, kiedy to było!)
zasypialiśmy przy dźwiękach płyty, w higienicznej porze


29 marca, wtorek

zatę Żono ma

przytkało mnie mailami i zadaniami, że nawet nie miałem chwili dla siebie
i tak zeszło do ostatniego tchnienia
***
okładka (foto) do poprawy, ale płyta wysłana, a Mama w domu jak martwy człowiek, one, te matki, ta mają
w końcu po nerwach i krzykach dziecko wróciło do wersji trenowalnej, można było normalnie kąpać i kłaść spać, udało się do 20:15
wypaliwszy mp3 zrobiłem sobie miejsce na lapsie, poprawiłem okładki i już nie starczyło wolnego na kawałek spy-filmu
Mama pracuje (dla mnie też), a tenże tyle zarabia, a nie starcza mu na kuchenkę, karygodne!, do snu


30 marca, środa

zatę Żono ma

święta święta chuj
już dawno po
lecimy
***
dzisiaj nie będzie próby (Johny, auto) i w związku z tym najebki
więc ponownie lecimy
zbliża się koniec marca, a tu trzeba publikować pisma, jest grubo, ale co ja mogę na to poradzić, mam załatwiać
***
dużo dużo dużo dużo Sinatry
w nba niewiele ciekawego, a w płytach to już w ogóle
ale pożarłem resztę świątecznej sałatki (pycha takie dwa razy w roku) i ogólnie zdrowo odżywiony, choć z jedzeniem nie przesadzony
***
ach, dokończyłem zabawianie się
The Wacky World of James Tont (1966) DVD
***
przeszedłem się przez sklep i park, mamy dużo bananów, wzruszeń nie było, wciąż się zapominam, że warzywa/owoce mogę kupować na taniej Dolnej
tymczasem może jeszcze nie wiosna, ale w związku z wilgocią i lekkim niegroźnym opadem całość wyglądała przejrzyście i ostro, park w HD
***
dziecko wciąż jest groźne, tym razem byliśmy na spacerze w ogrodzie, podjadłem
wróciliśmy do domu na wieczorne bez kąpieli, zasypianie trwało długo, niemal sam zasnąłem
***
okazało się, że zupełnie zapomniałem o miesięcznicy/rocznicy
ładne kwiatki
pffff pfffff
***
tak mnie naszła refleksja, w tym całym myśleniu o życiu, na które nie mam czasu (ani na myślenie ani na życie), że za kolejnym numerem pisma będzie następny, każdy bardziej wyżyłowany, to poczucie obowiązku nie pozwalające mi grać w piłkarzyki, bo robota czeka, jest kiepskim zobowiązaniem i szkodzi mi najbardziej, ona zawsze czeka
a jak już mam chill, to przecież nie po to by planować zagrania życiowe, tylko żeby odpoczywać, jak znaleźć wyjście z tej piwnicy? jeszcze tyle szczurzych kup do wymiecenia
***
do snu pół godziny filmu, jednego z tych kiepskich, najbardziej kiepskich


31 marca, czwartek

zatę Żono ma

poranny bus się wyhaczył, pojechałem następny, spacerniak
jest słońce, jest wiosna, lepiężniki różowe w coraz większej krasie, tutaj też rosną włoski, kępki nowej trawy (podobne zaobserwowane wczoraj w parku oraz na kaponierze)
***
czytam tę staroświecką książkę i podobne uczucie podekscytowania miałem przy "Hrabim Monte Christo", czyli stary pop, a jaki zajmujący
***
zaraz ruszam do boju (i wkurwu)
chyba dlatego w tyrce częściej mi lata powieka, lewa
***
w domu zaliczyłem mini epizod wychowawczy, bo był straszny dramat z hałaśliwą miaszynką do mielenia mięsa
a nie/pasztet wyszedł przepyszny!
***
jeszcze nadmienię, że poświąteczne zostałe ciasta są wspaniałe i sycące, ja zaś na obiad nr 2 machnąłem polentę odsmażaną z upieczonym boczkiem, wow
***
i wszystko się szybko zbiegło (jak nie gacie), po wieczornym i po zasypianiu (20:15) człowiek ledwo się ogarnął i zasiadł do wpisywania kwitów, co nie szło szczęśliwie
przynajmniej trochę muzyki nowej posłuchałem (nic nowego)
skończyłem przy piwie po 22 i już trzeba było do wyra
mam wrażenie, że się miotałem, a nie wyspałem




Brak komentarzy: