środa, 13 kwietnia 2016

21–27.03.2016



21 marca, poniedziałek

zatę Żono ma

strasznie dużo dzisiaj pracowałem (a gardło boli), że czuję się już zmęczony
***
w nocy skupiałem się głównie na tym, by połknąć całą wydzielinę z nosa, która drażniła tylną ścianę mojego gardła, nie nazwałbym tego spaniem
***
czytam nowy zaprenumerowany magazyn, być może żadnej z opisywanych tam książek nigdy nie przeczytam i nigdy nie będą mi potrzebne, ale głupie to nie jest, mogę czytać szybciej i mniej uważnie i nie wszystko, przez rok się zobaczy, zwłaszcza że jestem na bieżąco z LnŚ, a tego są 3 numery w jednej paczce, szkoda że gęsty i mały druk, chociaż papier i skład jest ok
***
zakupy w lokalnym lewim zrobione że hej, grube, gift dla mamy, pietruszka (acha, zlikwidowali dolną biedrę, przeniosła się do nieistniejącego dyskontu, zamiast niegdysiejszego bomi, na pętli Platynowa)
***
ciekawostka, czy będę jedynym widzem na seansie?
***
być może majówkowy spacer będzie na działkę na wro (Piotr dzwonił)
"co nowego u Antoniego?" — okazuje się, że już dobrze, czyli jestem niejako wujkiem
***
niestety nie było chillu przed końcem, tyrałem i tyrałem
za to była mała pizza barbados w przejściówce parkowej (prawie byłem na górce), szara dzisiaj pogoda, siąpiło, ale nastrój dobry, pizza też
***
więc przez wro wróciliśmy tylko szybko do domu, zmieniłem buty z tych nowszych, które obtarły mi pięty i siup na granie, tym razem bez Juliusza, waliłem solówki, próba ogólnie udana, nabrałem herbat na powrocie, przydałoby się więcej piwa i więcej czasu, ale to nie te czasy
***
czy telewizja?
czy wspólny pit?
czy jeszcze coś do rozważenia przed snem?


22 marca, wtorek

zatę Żono ma

ciut krócej, ale spałem dobrze, gardlox nic nie mówił, może piwo mi mówiło
poniedziałkowe nastroje nie szkodziły, ani nie dołowały, chyba na powrocie słuchałem sobie umpy po prostu (miast tego stonera)
rano znowu do drzwi odprowadzała mnie rodzina — dzisiaj kupuję płytę na matkę
czytanie magazynu o książkach ma tę zaletę, że prócz rzadkich przykładów, niweluje to konieczność czytania blogów z "recenzjami" i pozwoli więcej skreślać niż przymuszać do konieczności przeczytania jeszcze czegoś
***
poranny spacerniak dzielnie, mus to mus
***
chyba wróciłem do domu, a Mama po całym dniu była zadowolona
chleb i pączki
***
dziecko weszło w pełnym rynsztunku do wanienki z wodą, czyli chyba jednak nie tak jak powinno
wieczorne i zasypianie dobrze i szybko
***
przygotowałem okładkę (nieprawidłowo), oraz fakt, że nie kupiłem właściwej płyty spowodował, że dokończyłem film
OSS 117 se dechaine (1963)
a następnie kawałek meczu do snu, 21:45, bo się oczka skleiły


23 marca, środa

zatę Żono ma

tyle było zajęć, że zapomniałem o wtorku, i owszem, szykowałem się na wieczorny pochlej i najebkę (były)
niemniej, tak się natyrałem, że nawet 20 minut relaksu przed wyjściem nie wystarczyło
natłok zajęć (jak i pączuś) spowodowały, że musli zjadłem dopiero przed wyjściem, skończyłem pietruszkę, więc kupiłem królika => do zamrażarki
***
wyjątkowo, choć wyszło zaskakująco, z powodu Johnego nie musiałem się spieszyć, więc cały spacer i zwiedzanie sklepu wykonywałem na zwolnionych obrotach
nie kupowałem nic, bo i tak zaraz święta (sałata, ogórek), w tej swojej białej kurtce byłem widziany przez wszystkie bezlistne krzewy i lasy parkowe
obyło się bez emocji, i właśnie tym niespiesznym tempem wylądowałem na Dolnej (a tam katalog ludzkich postaci charakterystycznych dla tego rejonu) tak samo, jak zwykle, ok. 17:30
więc po co się spieszyć? (prawda, że czasem po prostu widzę, jak umykają jak myszki te busy o 17:15)
***
jeszcze sobie ładnie poczytałem na próbowni, a potem zagraliśmy, wrociłem do domu, by obeżreć się orzeszkami, i do snu, i się okazało, że mecz Anthony'ego Daviesa jest obcięty, i po oczkach


24 marca, czwartek

zatę Żono ma

ponieważ ostatnio nie miałem czasu dla siebie, to przez pół godziny ciężkiej pracy wypisałem, co tam wyczytałem z nowych ksiażek, na szczęście nic nie muszę przeczytać!
***
ciekawe, że nawet spodziewany seans filmowy, który powinien być eksplozją radości i elstatycznego wyczekiwania, sprawia mi stres, bo nie wiem, czy puszczają film dla jednej osoby, i co wtedy?
***
że niby wielki czwartek? ja już swoje odrobiłem, byłem ministrantem, oraz w oazie
***
powiedzmy, że się wyspałem, więc dzisiejszy ból głowy mogę złożyć na karb kaca, z którego zaraz mnie wyrwą zadania zadania zadania albo gołe baby
***
wpisane, zatem, do gier!
***
***
***
oczywiście czwartku już nie pamiętam, absolutnie nic, domyślam się, że nie było żadnego spy filmu
 
(był, matole)


25 marca, piątek

zatę Żono ma

tej czasopracy, co zwolnili nas dwie godziny wcześniej (za free), to zostały rzeczy, których człowiek nie zdążył zrobić przed świętami, a powinien
stąd uciekł mi czwartek wieczór i zostało nieznośne uczucie, że tyle jeszcze zaległych
***
korzyść — mega jasność na dworze, jeszcze tak nie wychodziłem w tym roku
wszyscy się rozpierzchli, nie było życzeń świątecznych, acz przecież nie ma się co oszukiwać, ja wypisałem się z życia towarzyskiego tutaj
***
pojechałem i spotkaliśmy się na placu zabaw
dziecko terroryzuje Matkę, ale na dworze jest lepiej
pewnie jakoś przebujaliśmy do wieczora spokojnie (krzesłopchacz), a potem piliśmy tanie portugalskie wino z biedry, całkiem ok
i po takim weekendowym prawie wieczorze udałem się na wczesne dyżurowanie


26 marca, sobota

zatę Żono ma

pobudka była z tych dobrych, 6:59, gdzie spędziliśmy normalne chwile na oknie i Joysie, by potem zjeść omleta i znowu się bujać
Mama pracuje
***
po dziennym zasypianiu (spoko) wytrułem przygotowanym miedzianem krzewy i śliwę, dużo krokusów się pojawiło
po obiedzie, na który chyba była hej polenta polenta, wybrałem się na spacer po lesie, długi i dobry, po co te święta
po powrocie, korzystając z nowego mopa wymyłem wszystkie okna (ożywcze) i pies z odnową duchową, ale w końcu coś przez nie widać
wieczór i wieczorne mignął, bo już od tygodnia w tym czasie do zmitrężenia nie oglądamy ani Muppetów ani nba
***
warto wspomnieć, że był odsłuch płyt Breakout/Polanie, a także ich bardzo stare nagrania z www, mniej znane, np. występ Breakout live z identycznym brzmieniem, jak na płycie — imponujące
znalazłem też nowego wykonawcę:
Wojciech Skowroński — Blues & Rock (1973)
***
rzadki prawdziwy weekendowy seans
Sicario (2015)
ładnie poprowadzili nas, więc co prawda młoda agentka Emily Blunt głupia taka, ale właśnie śledzenie tego śledzenia powodowało we mnie ekscytację, dużo spokoju w kadrach


27 marca, niedziela

zatę Żono ma

nie pracujemy już w fabrykach przy świecach, to jest gwałt dla organizmu
(no, ale podobno będą loty na Marsa, czyli jest jakiś ruch ogólnoludzki, to też mnie "zajmowało" w ten weekend, przypomniało mi się odnośnie Serbii proputinowej oraz lotów na księżyc — czy na tym można zarobić?)
do rzeczy
***
to sobotę miałem taką kieać (?) jajka albo zrobić cokolwiek, to bym negował po całości, to już nawet nie jest lenistwo
a Jerzy to widział i mecz z Serbią i z Finlandią, no, ale co on ma tam w domu
***
była pobudka o 5:40 na karmienie, po czym obudziliśmy się o 7:29, co oznaczało 8:28, co oznaczało spóźnienie!
więc się zbieraliśmy w normie i pojechaliśmy na świąteczne śniadanie
znowu się nasłuchałem o zębach i innych atrakcji
i jako że to było duże śniadanie i z winem, to zasnęliśmy z dzieckiem wspólnie — opłacało się
***
na szczęście matka się dobrze czuje na wro, więc pozostało tylko zjeść obiad, napić się whiskey i bimbać dalej
nawet była telewizja ze Star Wars w wersji teatru tv, szkoda, bo to coraz bardziej przypomina Star Trek
na szczęście było jeszcze trochę piwa i nieco później niż zazwyczaj pojechaliśmy do domu
***
muszę jeszcze dodać, że mieliśmy piękny spacer po dzielni, słonecznie, długa trasa, z atrakcyjnymi miejscami architektonicznie oraz przyrodniczo, tak
***
mimo późniejszych wieczornych zasypianie trwało niemal godzinę i skończyło się o nowej 21
i z tego wieczornych, kiedy już byłem mało przytomny, jak przez dzień cały, choć nieźle ubrany, zmarnowałem ostatnią godzinę na niczym i udałem się na dyżur





3 komentarze:

Anonimowy pisze...

ha! mam tak samo z tym: "że niby wielki czwartek? ja już swoje odrobiłem, byłem ministrantem, oraz w oazie". :) i od maja może w czecho będzie bębniarz, który przychodzi na próby (wow!), pozdro Mat. Fajnie się tak gada przez komenty, niezła hipsterka. adhd

vreen pisze...

tzn. teraz też macie, ale nie przychodzi?

Anonimowy pisze...

No teraźniejszy to ten co w zarazie i wydziale, zgłaszał chęć grania niedawno ale się nie stawił. Pisaliśmy też do samego thundersticka, ale on woli grać mroki!