środa, 16 grudnia 2009

stalaktyty marzeń

środa, 16 grudnia

Byłbym zapomniał o moich pozostałych darczyńcach: od Tomka otrzymałem orzeszki pistacjowe, zaś od Asi płatki miętowe w czekoladzie — pychotka.
***
Spadł taki mini śnieżek. Jest nawet mrozik, więc jakoś to się trzyma.
***
No to wczoraj nawet "popracowałem". Kawa z domowego zaparzacza służy. Napisałem tekst do "ketus death III". Nie było lekko. Ale jest GŁĘBOKI. Użyłem takich sformułowań, jak: "estakady wzruszeń" czy "zza donic woń" (czy jakoś tak). Zapomniałem zastosować "stalaktyty marzeń".
***
London (2005) ogólnie był psychologicznym gniotem, ale zyskiwał formą, faktem, że był rozegrany na dialogach oraz fryzurą Jasona Stathama.

Fred Bongusto i jego muzyka do filmów jest tak retro i taka włoska.

Brak komentarzy: