czwartek, 7 marca 2013

Odcinek homoerotyczny



4 marca, poniedziałek

Odcinek z lokatą, lodem i zachodem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca chwilę przed snem. Gdyż bogate plany miałem. Zatem bank (tym u góry zawsze długo schodzi), lokata, tradycyjna wycieczka do sklepu, zakupy, ta sama górka co zawsze (zima odchodzi w dal) (w dal to jest skok) (a skok to kasa stefczyka) (a stefczyk dratewka) (starczy już tych wygłupów), pojechałem.

Wojt oczywiście zadowolony, wyrazy i ukłony, bardzo się cieszymy. Zatem będziemy umieszczać wkrótce. Przećwiczyliśmy piosenki 1–4, napoczęliśmy rzewną balladę, dorobiliśmy akuratny most, Wojt śpiewa odważniej (charakter numeru nam się zmienił), Juliusz wycina heavy-metalowe solówki, i tak nam — półprofesjonalnie
zeszło. Wróciłem przez złowrogi i niebezpieczny las (bo lód), i nie ma co tu ukrywać spać.

DVA
Botanicula Soundtrack (2012)



5 marca, wtorek

Odcinek homoerotyczny (z Jerzym, pizzą i głaskaniem)

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zakotwiczyliśmy wieczorem.

Słońce znowu nas rozpieszcza. Krągłościami. Zatem wstaję i zdanżam. Robię pięciominutówki, póki mogę z nich korzystać. Dobre dni. Spokojne. Książeczkę przejrzałem, w akcję następnej się wcinam zapamiętale (zajadle?).

Wszystkie trasy piesze sobie zaplanowałem, parkowi w necie się przyjrzałem, zrobiliśmy piwo pod sklepem (nieprawda), pojechalim na miasto się zabawić. Pizza wyglądała na włoską i nie miała sosów a oliwy. Dużo i dobrze. Jeszcze na piwną zakąskę i zeszło. Jak zwykle było miło. I sympatycznie.

Dojechałem do domu, nażarty pizzą (a jakże) (potem dopchałem naleśnikiem ze szpinakiem czosnkowym). Siedzielim, głaskalim (bo kark też skręcony), a te zdjęcia nie chciały się ściągnąć. To znaczy chciały, ale powoli, przynajmniej nogi widać (buty podobno też), w ogóle jasno i świątecznie = weselnie. Krótka noc mi się zrobiła.

Ryszard Matuszewski, Wisławy Szymborskiej dary przyjaźni i dowcipu (2008)

słucham, zachwycam się, spokojnie, z foto:
http://astrangelyisolatedplace.bandcamp.com/track/norge-165-minutes-with-you


środa, 6 marca 2013

Odcinek z pracami domowymi na lekko


  

2 marca, sobota

My drogi i Miłościwie Nam Panująca nigdzie się nie spieszymy.

Tym razem słońce i gorąc. Nie opuszczałem się i czytałem spocony (z wierzchem) ile wlezie, skoro możemy niepotrzebnie spać i spać. Korzystając z okazji załatwiamy nadworne sprawunki, głównie palma. Przyszła pora na kawę, co rusz odpoczywam i się nie przemęczam. Ustalamy rzeczy, porządkujemy sprawy, jemy barszcz typu ukraiński. Leżę, oglądam żółte światło w małym pokoju, który już przestał się zagracać.
Podrasowałem skrzydła dwa, schną.
Zaszedłem do piwnicy — kolejne skarby: okazało się, że dziadek był też narciarzem. Pierwsza paczka przekrojów bardzo obiecująco. Dzisiaj tylko 3 razy wyrzucałem śmieci, parę rzeczy z mieszkania doszło, ale parę odeszło, więc jest wciąż bliżej niż dalej.
I kiedy już nadszedł wieczór, to zaczęliśmy szlifować teledysk i tak nam zeszło, że aż do nocy. Plus murzynek. Ja robiłem, Ty piekłaś.



 

3 marca, niedziela

Odcinek z wizytą dzieciatą

My drogi i Miłościwie Nam Panująca — relaks II

Wstanie mniej przedłużające się, do skubania doskonałe. Tak, do Gogola i Brysona, intensywniej doszło 1000 filmów oraz "Pachnidło". To czytadło, nie wiem, czy sobie z nim dam radę, więc z lubością dozuję. Jajo.

To taki długi weekend i w dodatku z leżeniem. Zmontowałem skrzydła, czytam i leżę. Wypiłem kawę, czytam i leżę. Nic więcej nie zrobiłem (umówmy się, to nic złego), czytam i leżę albo na odwrót.

W końcu, po likierze pomarańczowym, relaksię (a jakże) zrobił nam się obiad, jak zwykle dobrze utrafiliśmy. W końcu nadeszli zmęczeni goście (A&G), zjedliśmy lody, można było świętować wieczór, renderować filmik, zrobić surówkę, pogrzebać się, obejrzeć, wyszykować do snu, powiercić nogami (tak, Ty) przed zaśnięciem.

Ile waży koń trojański? (2008) więc nie komedia, a komedia romantyczna co nadaje tom. Ponadto amerykański rodzinnizm (no tego to szukamy w amerykańskich komediach romantycznych, a nie u Machulskiego), doprawdy koszmarna muzyczka z tymi gitarówkowymi solówkami. Więc: lata 80. XX wieku tak, główna bohaterka nieżyciowa, a filmowa to nie, chcąc nie chcąc palmę pierwszeństwa kradnie (jak zwykle?) pan z wąsem. Przyjemnie, o ile niezobowiązująco.
 



wtorek, 5 marca 2013

zapamiętale



28 lutego, czwartek

Odcinek z rozpoczęciem długiego weekendu

My drogi i Miłościwie Nam Panująca obchodziliśmy przyspieszoną jedenastomiesięcznicę.

Czwartek z wielką transportową logistyką: wstajemy—jedziemy
Ty warujeszja dymię przez lody i śniegi i park (słońce i poranek!)praca pracapohulankaryżmi nie zimnostogi (a ten dzień znowu okazał się nie tym)przebieranki cacankiw końcu udało się wycelowaćhantla.

Skopałem zmianę hasła, więc troszkę sobie popsułem. Ale naprawiłaś.

Lincoln Lawyer (2011) — przynajmniej było dobrej jakości i miało ładną czołówkę. Kino na sobotę.




1 marca, piątek

Odcinek z weselem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca obdarzony nieoczekiwanie i niespodziewanie błogosławieństwem wolnego dnia korzystamy z radością bez acz.

Słońce nas budzi, mnie wcześniej. Czytam, jadę do banku, załatwiam, jest dobrze, a nawet bardzo dobrze, zdrapki.
Się wydawało, że półtorej godziny zostało, a tu.
Jedziemy, jesteśmy (będziemy), rachu—ciachu, i zawożą nas do hacjendy.
Siedzimy, a oni chodzą.
Jemy, a oni przechadzają się wciąż.
Już się strasznie objadłem (2 i pół schabowego), ale zmieściłem i tort i butlę wina. Państwo młodzi (J&A) już chcieli kończyć o 20 (do doooomuuu), ale sala do 24, więc ciśniemy.
Tańce bez szaleństw ogólnoludzkich, ale więcej zacienionego parkietu dla nas. I znowu można jeść
yei! Wiadomo trudne czasy, trzeba się najeść na zapas. Więc kiedy już nadeszła pora, zrobiliśmy przelew i poszliśmy piechtą do domu, a ja znam tamto przejście na skróty. I po rajstopach.

"Młody człowiek i zmęczony, no nie wierzę".
"Wreszcie jakaś młoda twarz".


poniedziałek, 4 marca 2013

Odcinek z niemal wolnym wieczorem


 

27 lutego, środa

My drogi i Miłościwie Nam Panująca wreszcie jeszcze więcej czasu w domciu. I to bez niemal.

Uwolniony od nieznośnych obowiązków, na ostatniej prostej ekg, objedzony kaszą, która napęczniała, z pięciominutówkami dla siebie poczułem się naprawdę nieźlej.
Wobec znakomitej Twojej postawy w kontraście możemy ruszyć z montażem — będzie wypaśnie, już się cieszę. Wojt też powinien.
Tymczasem wobec nowych okoliczności po raz pierwszy wróciłem do domu za dnia. Yei! W dodatku było słońce. Yei! I było prawie ciepło. Yei!
Żeby nie było, skoro nie wyszło z jednym teledyskiem, to myśmy zajęli sie drugim.
Oczywiście musiałem czegoś zapomnieć, więc karta/wrzeszcz/krewetka/konsultacja/ale to nie jest pański numer/mam go już ponad 10 lat/teraz będzie działać/i już o 20 byłem radosny i wesolutki w domciu, gdzie zjadłem gołąbeczki.
Myślę, a czemu by nie uruchomić, więc od razu, a potem się zaczęło. I wcale nie krakowskim targiem jesteśmy już ustaleni i bardzo blisko ogółu. Teraz pora zająć się szczegółami i już będzie. Już jest extra.
Z tej i innej radości wypiliśmy piwo, zjedliśmy popcorn, udaliśmy się do snu, bo jutro wcześnie wstajemy, że hoho.


czwartek, 28 lutego 2013

Odcinek z przedłużką


ciasteczka owsiane

25 lutego, poniedziałek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca logujemy się na wieczór.

Szast prast i pozamiatane. Kiedy już wyszedłem o 17:30, to uznałem, że ten orange to jednak nie dla mnie, idziemy na kolejną profesjonalną próbę. Obczajamy numerki, uczymy się pamięciowo, nagrywamy, planujemy linie wokalne i kolejne pomysły. Idzie dobrze, mam kartkę, umiem odtworzyć, a pożyczony telefon nie reaguje. Acha — gdyby ktoś chciał, to nie można się do mnie dodzwonić.
Zastanawiamy się, do czego właściwie dołączyć naszą animację i czy zrobimy kontrast. Chyba wybraliśmy dobrze, a część kolejną pracy wtedy, kiedy podniesiemy kompa na kolejny level — bądź zainstalujemy go porządnie, a przeniesiemy butlę z winem. Skomplikowane?
Pomysły są, Ty pakujesz mnie do pracy, jak pakuję się do łóżka, witam się ze światełkami i skrzyżowaniami, Ty gonisz Jo Nesbo i tak szybciutko minęło.

==============================

26 lutego, wtorek

Odcinek z failem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca wreszcie więcej czasu w domciu. (a guzik)

Szast prast i pozamiatane bardziej, choć nie zrobione wciąż. Skoro zaciąganie sprawia mi przyjemność, to czemu nie. "Skyfall" 1,9 giga. Aż lśni.
I w ogóle dni coraz lepsze.
Nawet z jazdą nie było najgorzej. I rękawem również. W ogóle świetnie byłem przygotowany. Więc gdyby nie fakt, że było na 19:45 i była obsuwa, to mogło być wcześniej. No a skoro zgasł, to trudno. Byłbym przysiągł, że nie gaśnie. A on zgasł. Żeby to raz, hłe hłe. Jak wieść gminna niesie: najlepsi zdają za drugim razem.


środa, 27 lutego 2013

Odcinek z nagłą animacją



24 lutego, niedziela

My drogi i Miłościwie Nam Panująca z nagła zabraliśmy się do animacji. Nawet kulturalnej.

Żeby nie przedobrzać z naleśnikami, na śniadanie zaskoczyłem nas omletem. Urósł. Jedzony z masłem
zaskakująco pasujący pomysł. Idziemy, zakupujemy się, jemy lody — w końcu to jeszcze zima. Relaksuję się tym co na co dzień i od święta. Placki ziemniacki. Dużo robienia, dużo jedzenia. Oberamy, Ty trzesz, ja smażę. Com miał spalić, to spaliłem, ale wypas był. I do tego ów element ze szczypiorkiem: zimno + ciepło.

Rzymianie się skończyli, Gogol jeszcze ma kawałek, bierzemy się za wycinanki, bawimy się, fotografujemy. Cienia nie. A szkoda. Przedsennie oglądamy na szybkensa.

ESD (1986)
bardzo intrygujący portret lat 80. XX w. Po namyśle stwierdzam, że ze scenariuszem tego filmu dla wczesnej młodzieży (dzisiaj takiej już nie ma), który nawet jest liniowy i trzyma się kupy, to całą resztę można traktować tylko jako dokumentację. Niektórzy filmy po obejrzeniu filmy wyrzucają. Ja wypalam. Nie żebym miał obejrzeć, ale od razu wyrzucić? Przecież nie można z kinematografii polskiej wyrzucić filmu. A szkoda.

A właśnie: tydzień dla śledzia
cudownie.


wtorek, 26 lutego 2013

Odcinek z wyrakiem i patykiem



22 lutego, piątek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca nie zapomnieliśmy o ciasteczkach owsianych.
 
No to dzisiaj już jest nieźlej. Chociaż zostaje na weekend. I tak wiem, że ich nie obejrzę. Prawie weekend. Mój kierowca też tak mówi. Zdziwiony, że trzaskam drzwami? Paskudnie się jeździ punciakiem. No ale.
Ale potem już tylko wypas i relaks (z przygodami). Kawa! Przebieranki! Nowa trasa na skm. (ok, jeden nam uciekł, a autobusy na witawę nie jeżdżą). Niemniej, i tak zdążyliśmy do lidla. Szybko, sprawnie, parówkowo, i większość zabraliśmy do domu. Siedzimy, jemy, pijemy, czas mija, dym leci, niektórzy ładnie się poprzebierali, inni wcale, muzyka gra, współczesna młodzież ogląda gwiezdne wojny (a Wojt ma takie na video pokazywał w piwnicy). Zmylili nas z kolejkami, więc baaardzo szybko musieliśmy iść na ostatnią i mieliśmy najbardziej dramatyczny powrót ever. Z rozbieranką w skm. I sikaniem na czas. Albo na długość. Czasu. Na szczęście w tym wszystkim, że byliśmy o przyzwoitej porze w domu i...

Dumbledore

23 lutego, sobota

Odcinek ze ślubem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zaliczyliśmy restauracyjny wypad po, no bo czemu nie.
 
...mogłem się wyspać. Aczkolwiek po wstaniu, po śniadaniu, kawę już piłem na stojąco i ledwośmy się wybrali na cywilny B&A. Rodzinnie — owszem, gęsto tak, elegancko niekoniecznie. Ślizgamy się, zdanżamy, krótko, zwarcie, potem "idziemy zrobić piwo" (bo ja taki niegadatliwy jestem), jadłem golonkę, ona podobno była w czymś, tyle że tego czegoś nie za bardzo było słychać. Więc jeszcze do wypróbowania taka z misy pełnej wytopionego tłuszczu na jarmarku. Ale nie narzekam, bo przecież domotaxi. Po czym spędziłem upojne 4 ha z pocztą i pdfami tak dla relaksu.
 
Page Eight (2011) film szpiegowski bez strzelanin i pościgów. No dobra, jest telewizyjny, ale z komputera, więc się nie liczy. Ustawiliśmy na krześle i łóżku nowe stanowisko. Zaskoczenie? Głośniki są na dole, a wrażenie jest, że głos leci z monitora. Dziwne, ale działa.