Niby intensywny weekend, niby nagrywanie perki kevinów, a jednak jakiś dół.
Może jednak za mało czasu na wypoczynek. Nawet rodzą się jakieś dziwne fobie, że Johny nie da rady zagrać tej "idealnej" perkusji do numeru "kevin arnold" i w kosekwencji go nie nagramy. Bez SĘSU. No i klasyczne napady paniki związane z przewijającym się wątkiem śmierci. Fizycznej, rzecz jasna, a co za tym idzie — kompletna pustka, niemożność wyobrażenia sobie siebie bez siebie. Uff, czy ktoś zna jakieś pozareligijne wyjście z tej sytuacji?
Piątek normalnie. Mamy dwie nowe. Jedna umie aż za dobrze hiszpana. Druga — koleżanka Patryka nic nie mówiła, była jedynie na lekcji "pokazowej". Test na 91%, więc ok.
Sobota poranna bez zmian. Na 12 do miasta. Poszliśmy z matulą do kawiarenki internetowej. Wysłała swojego pierwszego e-maila w życiu. Wytrzymała 30 min w pomieszczeniu. Potem do empiku po "Lampę" z recenzją "odessie". He he, biorąc po uwagę, że pierwsze już mam za sobą, ta nie wzbudziła moich specjalnych emocji. No chyba więcej nie da się wycisnąć. Efekt zaskoczenia już minął, i nawet mnie teraz niełatwo zaskoczyć. Nooo, ale ja wydałem na płytę 400 zł. Matula powiedziała, że strasznie smutna jest ta płyta.

http://screenagers.pl/index.php?service=albums&action=show&id=1422&PHPSESSID=a6babdee438abcedab6bb9bdb942944f
W domu robótka leczo z cukinii + przegniecenie jabłek z wina. Strasznie rześmy się spracowali. Skończyliśmy przed 18. Z tego wszystkiego do snu obejrzeliśmy sobie "Świat to za mało" w tvp 1 (powtórki, powtórki).


Film "Basen" — całkiem intrygujący, choć momentami aż za wolno płynęło to letnie powietrze. Przyjemna, zaskakująca końcówka.

"Out of time" z Węzłem Waszygtonem to niezła rozrywka (trzymająca kurczowo za poręcz fotela), choć nagromadzenie nieprawdopodobieństw momentami osiąga stężenie absurdu. Końcówka sztampowa, ale dowcipy/zabawne teksty podratowują całość filmu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz