poniedziałek, 3 czerwca 2013

Zwiedzanie w Milanie, dzień 4



15 maja, środa

My drogi i Miłościwie Nam Panująca zwiedzamy podczas dnia siąpiącego, a on się nazywa Ugly house (Ca Brutta, Muzio Giuseppe)

Wszystko jak w zegarku (pobudka), chorujemy sobie powolutku (pokasłujemy, budzimy się z kluchą w gardle, wymagamy odkrztuszania). Sos grzybowy bardzo ok, kanapki zrobione (i tak ich nie zjedliśmy), jedna (prosto z Polski) poszła do wyrzucenia.

Mediolan dzisiaj chmurny, a potem nawet nam objawił prawdziwy deszcz. Ciut zmokliśmy.
Tym razem metrem do Stazione Centrale. Budynek imponujący wielkością i monumetalizmem. Szukamy informacji kolejowej, nie oglądamy kapliczki, spieramy się co do punktu informacji. W końcu znajdujemy automaty samoobsługowe (wyraz samoobsługowe to wyraz dnia) (nie pamiętam dlaczego), gdzie okazuje się, że pociągi do Vigevano odjeżdżają co godzinę i bilet kosztuje 3,50E. Będzie dobrze.

Długo piechotą, niecałą godzinę, znaleźliśmy 3 self-bary, w miarę pełne luda. Plan się zarysował.
 
Okolice Muzeum Bagatti Valsecchi bardzo eleganckie. W środę wstęp 4E. Rezydencja bogacka umeblowana w drogie i cenne sprzęty nawet z okresu średniowiecza. Pokoje codziennego użytku + historia z telewizorem. Kobiecina, która nas śledziła i chrząkała.
 
Ogólnie dobre wrażenie, ale zbyt krótko to trwało. Potem idziemy zjeść późny lancz, ale było już pusto i przestraszyli nas niezrozumieniem, więc w tej stresującej sytuacji wzięliśmy zimny kuskus, ryba w karczochach, do tego sałata  droga bułka i wyszło 13,80E.
 
Przez park (ten park) idziemy do Duomo i zaczęło już ostro padać. W okolicach sklepów (tych od Emanuela) można iść pod kolumnami. Znajdujemy duże kino, a tam był szczęśliwy poniedziałek 13 maja. Może będzie jeszcze jeden. (był, ale film dla dzieciuków, za 2,5E).
 
Zwiedzamy katedrę całkiem porządnie, ale sporo niedostępnego (np. obejście ołtarza). Jest całkiem urocza (z Notre D. w P. nie mam takiego wrażenia), ale niewiele w niej z pierwszego sortu (takich jak obdarty ze skóry).
 
Po tym deszczu i katedrze nieco zmarznięci wracamy do domu wcześniej niż zazwyczaj. Kawa, herbata, dopiero na kolację (20:30) robimy zapiekankę (ryż/mielone/ser/cukinia/pomidor) i wyszło extra.
Przez to, że oglądamy te programy o kuchni.
 
Teraz, kiedy jest akurat finał Ligi Europy (Benfica-Chelsea) pojawił się film "Ghost writer". ("Nie pojmuję, obejrzałam cały film, którego nie znam, w języku, którego nie znam, nie wiem, o co w nich chodziło, a obejrzałam go całego"). Kaszlesz coraz bardziej, choroba się rozwija.

nasz ugly house
dworzec space ship
 
 
 
 
 

tera foto obce (+ jedno na czole)

 
 
 



Brak komentarzy: