piątek, 30 maja 2014

Odcinek ze wspomnieniem ciepłego czegokolwiek



25 kwietnia, piątek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca w klasyce.

Spacerniak, Paweł Huelle — Śpiewaj ogrody (2014) — on wciąż o tym samym. Ale ładnie.
***
Ogarnięcia, ciśnienie też jest, ale po wypasionym śniadaniu (ostatnia sałatka!) aż muszę odpocząć.
***
Dzisiaj kibicuję Memphis, bo nie do końca wytrenowany talent jakby mniej godny szacunku niż ciężka twarda praca. Niech się dzieciaki pomęczą. Memphis imponują, duża intensywność gry, ciekawe jednak, czy Miller nie mógłby zostać w Miami. Wzruszająca przedmeczowa pogadanka Zacka, Kendricka z sędzią, że oni tak się będą przepychać. Beno Udrich przeniesiony z NYK to był dobry pomysł, Tony Allen pręży bicepsy, a Kosta Koufos trafia spod kosza.
Niesamowite było to, że OKC wróciło z 17 pkt deficytu do 81-81, po czym Tony Allen dwa razy trafił, raz po przechwycie, następnie Russell trafił mega 3 z faulem. Wcześniej też jeszcze jedną. To były emocje. I dogrywka!
(wszystko przez to, że Grizz zupełnie padli ofensywnie w IV kwarcie)
Dogrywka poszła już dobrze, ale jakiś koszmarny error Tony Allena, ale Russell nie dorzucił wolnych. Uff. 98-95 i 2-1 dla miśków.
***
Atlanta rozsmarowała Indianę jak masło na kanapce 98-85 i prowadzi 2-1. Cieszymy się.
***
Zaś smutno oglądało się Golden State, kiedy byli miażdżeni przez Clippers, nie mając odpowiedzi na Griffina, Jordana i Redicka, a Curry i Thompson nie trafiali nic. Było -18.
Ale nie byłoby meczu nba, żeby czegoś nie wykombinować, Curry 2 x za 3, takie o mój boże, i wciąż była szansa. Dramatyczne heroiczne. Więcej szczęścia niż argumentów. I nie starczyło. W ostatniej akcji Paul wybronił Curry'ego. 2-1 dla LAC.
***
koszszszsz...
jadę, po raz pierwszy czuję zbawcze ciepło, nie pamiętam już, kiedy było ciepło w zeszłym roku. Teoretycznie Marsylia. Zamierzchłość.
Graliśmy, 3/4, odważnie, z błędami, gorące, ale fajnie.
***
Chyba nie było filmu, tylko już serial.
Ale jeszcze nie TEN: Mentalist x 2 = bardzo lekkie, zabawne czasem, amerykańskie. Ot, serialik.


26 kwietnia, sobota

Odcinek z wożeniem na Siwiałkę

My drogi i Miłościwie Nam Panująca spędzamy weekend w centrum miasta.

wyniki wyniki uśmiechy zabawy telewizja

— Romkowe wspomnienia z majówkowych wycieczek
spalony samochód Lońkówi kto sobie naleśniki od ust odejmujea drewniana chata, szczególnie weranda, wspaniała




czwartek, 29 maja 2014

Odcinek z jaskrami



23 kwietnia, środa

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mijamy z daleko samobójstwo, przeszłość wrzeszczańską, kuzynostwo i pana w tunelu.

Słucham z nerwem drugi mecz Chicago-Wizzards i jakkolwiek wiadomo komu kibicuję, to jednak sędziowie gwiżdżą na korzyść gospodarzy (dotknięcie obręczy przeszło niezauważone, nie odgwizdali kilku fauli na Gortacie, przy czym komentatorzy zbagatelizowali to, twierdząc, że przy przepychaniu się pod koszem i rzutach należy się tego spodziewać i on jako silny chłop, nie powinien narzekać na klepanie po rękach, buchachacha). No nic: gramy.
Początek był świetny, ale pod koniec III kwarty Chicago wyszło na swoje. Nie pilnowali Augustina, a Gibson zebrał za dużo pod atakowanym.
Plus jeszcze sprytny trener Wittman, który wziął czas, jak akurat Beal trafił za 3.
Potem było lepiej, ale szkoda, że nie trafili ostatniego -> dogrywka!
Już w dogrywce znowu wszystko wyglądało dobrze, ale jednak nerwy były do końca.
Uff, aż się spociłem emocjonalnie.
To zabawne, bo obstawiałem Chicago w 4.
***
Praca i rondo zaliczone, więc podobnie jak wczoraj zadowolony z mojego zaangażowania i tabelki i solidne zaliczenie obowiązków.
***
Bardo Pond — Rise Above It All (2013) — jednak nie, za bardzo monotematyczne. I jeszcze ten popizgujący flecik.
***
Lidlowo, na próbieśmy ani nie zagrali swojego. Nieco przymulenie, ale nazwymyślaliśmy cudów, których nie wykorzystamy. Dosyć rock-improwizowanie. Kaseta Dire Straits (nieznana) całkiem okej, ale na chwilę, podobnie Philip Glass — taki inteligencik nie do słuchania. Pomysły, owszem, ale trochę to wykoncypowane za bardzo.
***
Trochę oszukali mnie z tą wiosną wieczorem. Czarna marsylska bluza daje radę. I jaskry. Chrześcijaństwo zaliczone, teraz kalendarium, indeks.
Kanapka, kawa, pół mazureczka, 3 kolumny kości, Szpakowski pokrzykuje, spoko.


24 kwietnia, czwartek

Odcinek z serniczkiem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca po zakupach w osso, kawka i ciasto, kulturalnie.

Spacerniak, wiosna.
Onko idzie w tabelki jak trza.
Ależ Houston nie dają rady z Portland. To jest aż szokujące, wobec obecności Dwighta. Teraz LaMarcus jest dominatorem. Takie czasy. 2-0 po dwóch meczach wyjazdowych!
Zanotować tę średnią z dwóch meczy: 44,5 pkt; 13 zb.; 2,5 bloku; 59.3%.
***
Prowadzenie Dallas 20 pkt w San Antonio imponujące, ale co by tego nie zaprzepaścili.
Dali radę.
***
Tabelki wyliczonka.
***
Thievery Corporation — Saudade (2014) — podoba mi się od pierwszych dźwięków. Nowa wersja najlepszych Nouvelle Vague. Ale po całości nudne i wtórne.
***
Przy tym Nino Rota —  LSD Roma (1968-1973) jest bardzo gicio.
***
Ciepło, przeszedłem się, osso, zakupiłem prezentowo raz, Ty też prezentowo raz + drugie dla siebie. Było jeszcze sporo ciekawych, ale nie brałem, np. 3-tomowa encyklopedia historyczna.
***
Trzy kolory — srebrny. Ładne lakiery.
***
Po kawie i cieście w nowo odkrytej kafeterii (teraz już nie było takiego odkrytego widoku na dworze), bardzo pysznie i smacznie, choć serce boli za tę cenę obiadu.
***
Auto naprawione (wiadomo, tato), do domu na skubanie miodem. Aż mi się ręce zagrzały. Ale był jeszcze wieczór na kawę, gazetę, udanie się do snu, w końcu to już prawie weekend.




środa, 28 maja 2014

Odcinek z płochliwą kokietką jedzącą obiad z cyckami.



21 kwietnia, poniedziałek

Odcinek z osadnikami na gorąco

My drogi i Miłościwie Nam Panująca robimy obowiązkowy objazd rodzinny.

Nie dostałem w oko.
Zjadłem, choć nie musiałem.

Once a Thief (1965) — zdaje się, że tego gniota z Delonem już widziałem, ale muzyka Lalo Schifrina z tych genialnych.

Przyjeżdżasz na granatowo (parkowanie tyłem!), spacerujemy, potem kacuskę jemy.
Sprzątnąłem "nastrój" w pokoju, parę rozdań kanasty (fajnie), pakowanie i po świętach.
Na wro osadnicy z parach — ależ emocje grały.
Dobrze, że za drugim razem wygraliśmy, bo to by się źle mogło skończyć na przyszłość dla tej gry.
Na chillu do domu.
Teledysk "Konwalie i szacunek".
Wspomnienie z koncertowania w sobotę.
Spanie, już wiosna.


22 kwietnia, wtorek

Odcinek z pogrzebem w Straszynie

My drogi i Miłościwie Nam Panująca spędzamy pełne popołudnie i jeszcze jasno.

Wciąż wiosna, poranny spacerniak.
Byłem dwa dni bez netu i nba. Dziwnie, ale przeżyłem zupełnie na chillu.
A tam emocje grają.
Eric Weissberg — Deliverance (1973) — wspomnienie filmu wspaniałe, ale muzyka bardzo jednolita.
LAC rozbili Warriors TOTALNIE, jest 1:1.
OKC mimo cudów w końcówce przegrali po dogrywce z Memphis, 1:1 również.
Iron Butterfly — Scorching Beauty (1975) — jest bardzo czerstwe. Glamrockowe momentami?
***
Płochliwa kokietka jedząca obiad z cyckami.
***
Pierożki świetne, słońce i ciepło również.
Do tego jest jeszcze światło na czytanie (z Ty czytasz złą książkę, tra la la la), potem nadszedł wieczór (Roy Budd winylowy), a ja nadszedłem z przewodnikiem, L-Card i mnóstwem muzeów, które TRZEBA będzie zwiedzić. Szykują się emocje, obrazy i NAZWISKA!
***
I ktoś tutaj był śpiący i to nie byłem ja.


ps. i w ten sposób pożegnałem "nieswoją babcię"



wtorek, 27 maja 2014

Odcinek z kacuską



19 kwietnia, sobota

Odcinek z wielkosobotnim koncertowaniem.

My drogi i Miłościwie Nam Panująca pełni wrażeń artystycznych.

Upewniam się co do Vampire Weekend.
Rondo odsłuchane, zakupy zrobione.
Już żywy, bardziej zdrowy, skurcze żołądka zaprzeszłe.
Pakowanie trochę zajęło, wyjeżdżanie również.
Udało się w obie strony, ale nerwy też były.
Biała na obiad, nie chce mi się wychodzić. Przemkowi tak.
Słonecznie, wreszcie ciepło.
Ale nie w Domu Zarazy.
JZTZ przyjemnie.
Where is Jerry też i rozgrzałem się.
Czechoslovakią byłem zachwycony.
Pakowaniem się trochę mniej.
Kebabik o północy, wracam strudzony.
Obudziłem się w porę na przystanku, drugi nocny i siup.


20 kwietnia, niedziela

My drogi i Miłościwie Nam Panująca głównie się obżeramy, a ja tyram przy garach.

Budzenie, śniadanie.
Telegazeta gra — niespodzianki.
Już czuć wiosnę na dworze, dEUS — Worst Case Scenario (1994) — tylko potwierdza, że to wartościowy band. Winyl na tak (wpisane do setki).
Na drugiej kasecie kilka Kevin Arnold, a tam jeden z moich ulubieńszych numerów.
I to instrumental.

Billion Dollar Brain (1967) — nie aż tak bosko, ALE to Harry Palmer przecież!

Django Unchained (2012) — dwie sceny genialne, reszta bardzo ładna.

Homefront (2013) — Sylvester Stallone (scenariusz) pogrywa na prymitywnych i prostackich uczuciach, Winony Ryder nie poznałem, Jason Statham jak zwykle jest sobą. Tym razem bez poczucia humoru.

The Hobbit: The Desolation of Smaug (2013) — z ciekawością obejrzałem do końca pracę komputerów. I ciekawe, czemu takie coś oglądam jak zaczarowany, a transformerów nie? Że fantasy?


ps. ale numerek: 1111



poniedziałek, 26 maja 2014

Odcinek z początkiem świąt



17 kwietnia, czwartek

Odcinek z koszykarzami
 
My drogi i Miłościwie Nam Panująca po całotygodniowych peregrynacjach w domu przed snem.

Wciąż zimno, ale słonecznie.
Zabawne wrażenie, że drugi hobbit (piękne obrazy, ujęcia, komputery) kojarzy mi się z walczącym i wędrującym chrześcijaństwem wschodnim i irlandzkim, które na zmianę są opisywane w książce.
***
Dzisiaj taki dzień pożegnań w nba. Niektórych już nie zobaczymy/usłyszymy.
***
Gortat w 32 min 6/11 na 15 pkt, 10 zb., 2 bl., 3 as., +32, tyle że Boston to nie przeciwnik.
***
Dallas na własne życzenie przegrali 7 miejsce z Memphis.

Play-off 2014 (które napocznę dopiero we wtorek):

San Antonio Spurs — Dallas Mavericks
Oklahoma City Thunder
Memphis Grizzlies
Los Angeles Clippers
Golden State Warriors
Houston Rockets
Portland Trail Blazers

Indiana Pacers
Atlanta Hawks
Miami Heat
Charlotte Bobcats
Toronto Raptors
Brooklyn Nets
Chicago Bulls
Washington Wizards
***
Roy Budd — Sinbad and the Eye of the Tiger (1977) — bardzo zabawne, bo klimatem sensacyjnym nie różni się od "Fear Is The Key". No i wstawki, w sam raz do księcia Persji.
***
Behemoth — The Satanist (2014) — żeby wiedzieć jak się ma do innych podgatunków. Natomiast The Men — Tomorrow's Hits (2014) zaczyna się naprawdę źle.
***
Yautja — Songs of Descent (2014) — odsłuchałem z rosnącą ciekawością. Ciężkie jak na mój wiek, ale mocno basowe, stosunkowo wolne czasami, wciągające. "Faith Resigned" fajnym Hammerheadowym noisem zajeżdża.
***
https://kwadraciokrecords.bandcamp.com/
zabawne, świat wciąż żyje
***
Manny Pacquiao odzyskał tytuł mistrza świata.


18 kwietnia, piątek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca, czyli to ja jestem w ciąży.

Chłód, ale już czuję święta. Lubię te pustki w środkach komunikacji miejskiej. Spacerniak poranny. Druga kaseta Komedy jest bardzo specyficzna. Bardziej w stylu filmu polskiego, ale może w sam raz na świąteczny poranek?
Royal Trux mimo opinii legendarności nigdy mi specjalnie nie podpasował. Nie jest to złe, ale za mało przebojowe (za mało refrenów).
***
Piszą, piszą: Noah found defensive success against Nene in the regular season but really struggled to contain Gortat.
***
Nino Rota — Amarcord (1973) — wspomnienie z filmem genialne, ale muzycznie brakuje obrazu. Czyli nie na winyl.
***
No nie pamiętam, kiedy tak wcześnie wychodziłem. 13! Ktoś miał pół gestu.
Szok.
Na Kartuskiej słonecznie, podobnież w parku na Bema.
Obiad na wro.
Okropnie wcześnie w domu.
Zatęchły Lion in Winter (1968) premierowo.
Kacuska zamacerowana.
Basy, grają.
Zupa na kolację — hahahah.
Kończymy z rudym, rudy wykończył mnie.
Do łóżeczka, ja jak nie ja przed północą w piątek.





piątek, 23 maja 2014

Odcinek ze stogami w sztućcach



15 kwietnia, wtorek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca jeno a jeno.

Pożegnanie z kasetą:
U2 — The Unforgettable Fire (1984) — jest kilka przebojów, jest Edgowa gitara, Bono wyje. Dosyć sopranowo. Bez wstydu, bez bólu, ale też bez sentymentu.
***
Miami odpuściło pierwsze miejsce, Wizz nabija statystyki. 70 pkt do przerwy. To nie był mecz, Gortat w 20 min 10 pkt i 13 zb. Ciekawy stat miał Shane Battier 0/5 oraz 0/5 za 3.
***
Suns walczą o życie. Dosłownie. Emocje i kibicowanie.
Bohaterowie nie dali rady. No trudno. I tak było z nimi miło.
***
Ale Roy Budd — Get Carter (1971) — znakomicie. Wciąż.
***
Dużo tabelek, intensywnie, biurowo, pracowicie.
Reszta tradycyjnie, choć piździało. Robiłem foto. Parku. Potem talerzy i sztućców na Stogach. Piero, heroes, wypasik, chill.
Wieczorem w domu już zjazd i pochyłka.



16 kwietnia, środa

Odcinek z sukienką

My drogi i Miłościwie Nam Panująca w transferach, lecz ze szczęśliwymi zakupami.

Roy Budd — Fear Is The Key (1972) — nie tak genialne, ale wszystko co najlepsze, klimat, smyki, drive. Jeszcze bardzo dobre lata.
Roy Budd — Catlow (1971) — western, to wiele tłumaczy w temacie soundtracków.
***
Przejrzałem jakie atrakcje szykują nam się na 2014 RECORD STORE DAY — One Direction.
***
Zwolniłem trochę dzisiaj, bo mnie poddenerwowali rano, robię przesłuch odnośnie możliwości kolejnego dużego zamówienia => więcej skreślam. Dokoptowuję (żeby mi się slot nie marnował, skoro lista już niemal pełna) znanych mi kompozytorów. Wyznacznikiem też są atrakcyjne tytuły: "Vampires from outer space".
***
Jeszcze chciałem nadmienić, że pod Twoją nieobecność machnąłem sałatkę z sałaty, pomarańczy, jalapenos, miękkiego sera brie oraz resztkowego majonezu. Głupio tak w dniu, kiedy prawie nie ma meczy.
***
Jakaś forma lenistwa i niechcenia wobec planowych transferów na styku. Zacząłem patrzeć na The Hobbit: The Desolation of Smaug (2013).
***
Szybko na Rzeźnicką, tam się sprawnie udało, szybko do domu po kanapkę z majonezem (dziękuję!), zdążam do drewutni, gramy, z niespodziankami.
***
Slint — Spiderland (deluxe 3LP 180 gram vinyl box set — with book, CDs & DVD) — za sporą kasę poszło od razu, pierwszego dnia.
***
Wieczorem prezentacja sukienki z plisami, mecz sobie leciał w tle, a myśmy oglądali wiele miast, które są happy z Pharellem Williamsem.
***
Uważam za niesprawiedliwe, że wieczorem jest jeden (słownie: jeden) stopień powyżej zera.




czwartek, 22 maja 2014

Odcinek z dniem 2. festiwalu



12 kwietnia, sobota

My drogi i Miłościwie Nam Panująca z blinami w brzuszkach.

Gortat 4/12 (12 pkt), 6 zb., 3 as, 1 blok — po prostu nie jest równy. Drużyna również, ale: Orlando-Wizz 96-86.
Dzisiaj THE MECZ.
98-86 było warte wielkich liter. Grali bez Wade'a, zebrali więcej piłek, więcej punktów w pomalowanym, Toney Douglas miał wielkie chwile, bez Odena. 16-0 w III kwarcie. Sygnał był na tyle wyraźny, że w tym względzie można chwilowo się nie martwić. Duża wygrana.
***
Brewer scores career-high 51.
"Mecz Wraku Człowieka na 5 punktów i 1 zbiórkę, albo George’a Hilla na 0 punktów, 0 zbiórek i 0 rzutów w 33 minuty.
Okej, na Hilla nikt uwagi nie zwróci."
***


13 kwietnia, niedziela

Odcinek z dniem 3. festiwalu

My drogi i Miłościwie Nam Panująca z wołowiną a'la Makłowicz w brzuszkach.


14 kwietnia, poniedziałek

Odcinek z dniem... pracy

My drogi i Miłościwie Nam Panująca w osobnych pokojach (za karę).

Szkoda, że Miami sobie zrobiło kuku, a Indiana wygrała w OKC, ale to już chyba nie ma wielkiego znaczenia. Szalony mecz Dallas-Suns, szkoda walczaków, ale Dirk dokonał cudów (stety-niestety), tak wyszło.
***
3 ronda do odsłuchania. Dużo poczty i tabelek.
***
Transfer basowy, Zachodni Brzeg Wrzeszcza zmienia się nie do Poznania.
Kawa/kanapka/wafelek.
Wojt i niemal w 4 godziny ogarnęliśmy się ze wszystkimi basami. Udanie, aczkolwiek jednak męcząco.