czwartek, 19 maja No i ona okazała się świadkiem jehowy (ta od biblii). Dzisiaj rano uświadomiłem sobie, że nie jadłem obiadu pd dwóch dni. We środę z drżeniem czaszki wymiksowałem "sport", bo chciałem zrobić przyjemność Przemasowi, by miał na weekend i mógł się pochwalić przed żoną. Ale okazało się, że zrobiłem przyjemność Johnemu, bo mówił, że słuchał jej cały dzień (Przem i tak nie odbiera maili). No i rześmy poszaleli na instrumentach, i w przeróbce "Zwrotek" doszliśmy do satysfakcjonującego mnie miksu pisków, zgrzytów i spokojnej melodii.
Potem zabraliśmy się za nagrywanie perkusji, do czego musiałem nawieźć sprzętu autobusem (wiedziałem, że mi ucieknie ten właśnie). Chłopcy sobie pograli — a ja to k... będę musiał potem ciąć przez kilkadziesiąt roboczogodzin. Na początek jest nieźle, przynajmniej jest jakiś drive. Zobaczymy jak pójdzie z resztą instrumentów. Trzeba przyznać, że teraz mam chęci w tym grzebać. Z czasem gorzej. Z rozpędu machnęliśmy chyba 4 i trzeba było się zbierać, jedną nagraliśmy w całości (+ git + bas). Zabrakło jednego gniazdka, więc graliśmy po ciemku, za lampeczkę robiło tablo lapsa i ponieważ instrumenty nagrały się cicho to perkusję będzie można potraktować jako podkład do dogrywek (Johny: "oszukaliście mnie!").
wtorek, 17 maja Zgrałem kawałek Polan. Przypomniał mi o nich nieoceniony Marek (http://tableau.jogger.pl/). Fragment o prądzie genialny. Plus inne smakołyki. Ich nagrania poza albumowe nieco podważają ich mocarstwową pozycję mega rhythm'n'bluesowych wymiataczy. "Mój przyjaciel cień" — że tak się wyrażę. To znaczy wymiataczami raczej byli, z kompozycjami początkowo nie teges. Eh, nagrać tak dzisiaj perkusję! Kolejne post-stoogesowe pomysły Cieślaka to jednak nie to samo. Przy okazji: uważam, że John Cale — mimo że nie było to marzenie zespołu — wykonał (mimochodem?) genialną robotę na pierwszym albumie. Pozostałe brzmią jak synonim garażowego bandu. Jedynka — jest jakimś nieodpowiednim, niewyobrażalnym, trudnym do opisania połączeniem wściekłości gitar i słodyczy big-beatu lat 60. Nie ma bardziej brutalnej wersji "Now I Wanna Be Your Dog" niż ta z dzwoneczkami właśnie.
środa, 18 maja Wróciłem późno. Zrobiłem na szybko "sport song" akustycznie z Przemasem na wokalu. Johnemu się podoba. Został nam już tylko "Coogan's Bluff" (1968) do zrobienia. Z cyklu kowboj przyjeżdża do wielkiego miasta było dosyć klasycznie. Natomiast całuśny Eastwood? No tego jeszcześmy nie widzieli. Na jego miejscu rzeczywiście wszystkiego trzeba by było spróbować. Do tego muzyka Lalo Schifrina.
niedziela, 15 maja Teoretycznie spodziewałem się większych kontrowersji. A mimo to odnosiłem podczas projekcji wrażenie, że film "Lolita" to taka kolorowa hollywoodczyzna. W sumie jednak napięcie w "Lawn Dogs" przenosi się w inne rejony - coś sprawia, że człowiek drży pod koniec o los bohaterów. Troszkę jakby antycypacja "American Beauty", jak na to spojrzeć pod względem bezpośredniości przekazu nt. życia sfer. Pyszczku w roztrzęsieniu zażądała, że następny film ma być lekki i przyjemny. Trafiło na "Due Date" (2010) i w konsekwencji nie było takie najgorsze. Przewidywalne, cóż, ale w przypadku Roberta Jr. na wiele rzeczy można przymknąć oko. Nie powiem, że warto, ale jak się trafi w całości na scenę z niedźwiedziem — czemu nie.
poniedziałek, 16 maja Tym razem u Endriusa próba przed nielegalnym występem. Ponadto zmiksowaliśmy na czysto "Zwrotki". Trochę przestrzeni, mniej basów, ładnie dopasowany delay z regularnym powtórzeniem jednego dźwięku. Łatwizna.
czwartek, 12 maja Dojeżdża Wojt. Truskawkowe mu służy. Jak to chłopacy — rozmawialiśmy o problemach z dupą. Trochę peniałem tak śpiewać na żywo do gitary akustycznej. Nigdy z nikim tego nie robiłem. Nie bolało. W końcu to moje piosenki, więc głos mi pasował. Jak uda się to nagłośnić, to vreen3 live może być git.
piątek, 13 maja Złe EMOcje. A Przemas kocha Jareda Leto. Kosz mieliśmy taki skopany. Choć potem, kiedy było nas 2 na 3, to wpadło mi kilka rzutów. I leciałem z nogą z karata. *** Takie małe ciałko. Słusznie uznałem, że mam na tyle blisko, że mogę wrócić do domu na kolanach. Nastrój nie nastrój — na imprezę iść trzeba. Wbijam się w stringi, robię mocny makijaż, ostatni luk w lustro, wyglądam wciąż extra, idę. Imprezę zespołową mieliśmy w zasadzie wspominkową: Live Aid, Nirvana, Alice in Chains, Who Cares, Kevin Arnold (same starocie/video), Line-in 01. Jak nienawidzę świtów, to po tej 4 rano byłem w nastroju euforycznym. Raczej piwo. Też THE TAPE.
sobota, 14 maja Euforia przeszła mi szybko. Szczęśliwie (czy to nowa świecka tradycja?) nastrój mood wpływa inspirująco. Wstałem i nagrałem piosenkę "Zwrotki". Bo w trzeciej zwrotce jest, że jej nie będzie. Ponadto zwrotki oznaczają cykliczność życia i śmierci. Nieustającość powtórzeń. Powtarzalność zdarzeń. Sinus i kosinus. Piwo i pizza. Śniadanie i kolacja. To chyba folk. Poszemrałem na dwunastce. Wymyśliłem coś, co nie jest ostatnim żenua. I obecnie mi się podoba. Może zrobimy to w wersji rock. Na razie będzie taki akustyk. Zwrotki by johannvreen *** Przyszedł Przem. Jak zwykle spóźniony. Nie wyglądał kwitnąco. Ale zaśpiewał, co miał do zaśpiewania. No, znowu będę musiał się wziąć do roboty. *** Quo Vadis (1951) to jednak klasyka złego filmu. Ale i tak mi się podoba. I jaki wypas na technikolorze! (6,5 giga). Pyszczku: — No nie mam pojęcia, dlaczego Ci się ten film podoba. Przecież tam nie ma ani jednej pary porządnych zderzaków!
dokładeczka do starego bileciku — ok; szybki transfer Andrzejobusem na Orunię — ok; jedzie 256 — ok; niemal bezkorecznie — ok; na razie podróż pierwsza klasa; skm dzisiaj nie kursują co pół godziny, jak straszyli — ok; bilecik (a nawet dwa) — ok; czy w tych środkach komunikacji zawsze musi być tak głośno? całe szczęście, że od lat stacje skm nie zmieniają się (może i się zmieniają, ale wzgórze nowotki zawsze zostanie wzgórzem nowotki), więc obojętnie w której części składu bym usiadł i na którą stronę spojrzał to będę wiedział na którym przystanku na trasie gdy-gda jestem; przymorze; jej, ile dziewcząt; do przedniego wyjścia, w prawo, wzdłuż ulicy, hałas odrobinę mniejszy (przecież mam nową kasetę); dwie przecznice dalej po prawej praktiker — są jednak rzeczy niezmienne; kolejna — pizzeria po lewo już nieaktualna, ale monopolowy na szczęście tak; kiosk, skręt w lewo, przejście obok bloku, które w tych rejonach wszystkie wyglądają tak samo, dalej obok parkingu i nagle JUUUUPIII — wieeelki wieżowiec (dalej w tle wieża kościoła, którą można pomylić z minaretem; ponieważ byłem zbyt wcześnie, obszedłem blok cztery razy; ogórkowa zupa krem z grzankami; pyszności; zaliczyliśmy tematy komu akurat wycięli jelito grube, a kto będzie wymagał przeszczepu szpiku; problemy z dziećmi; finanse; plany na wakacje; pokaż jakie masz mp3 — ja pokażę ci swoje; wiesz, co Renia mówi: "znooowu musimy słuchać muzyki od Tomka?"; początek "Saturday Night Fever" genialny; za młodego Travoltę można się pokroić; Hitler dowiaduje się o jadłodalni; moda na suknie; KARATE; wracam późnym wieczorem; jakieś krzaki czy inne drzewa wydzielają intensywny zapach; to już jest lato [czad];
środa, 11 maja
Clash By Night (1952). Hej, tu występuje Marylin Monroe. Moja druga miłość. Ale teraz postawiłbym na Barbarę Stanwyck. Oprócz tego jest to całkiem typowy dramat obyczajowy w konwencji czarno-białej, który nosi w sobie kilka elementów "złego filmu". Np. obowiązkowa postać komiczna i jej "zabawny" sposób bycia, albo scena, w której główna bohaterka stoi przed oknem, a przebitki wzburzonego morza odwzorowują, jakie emocje nią targają. (Tardżą?).
Kręgle z A&E. Pyszczku rewelacyjnie. Grunt, że dwa razy wygrałem. Potem mogłem się skupić na szlifowaniu stylu. Szkoda ostatniej półpartii, gdzie Pyszczku miała rewelacyjne punkty.
Jakiś zalatany jestem dzisiaj. Najpierw Johny po weekendzie majstrowania z kompem stacjonarnym przywiózł go. Namęczył się chłopak, a tutaj monitor popsuty. Zakupy (no chleba nie ma na jutro), pranie, szmegesy, a kaseta czeka. Chill. Spakowanym, mogę jechać. *** "Wzburzenie" Rotha znakomicie się czyta. *** Jak już wiedziałem, że we wtorek mam wyjazd, to wiedziałem, że muszę mieć nań kasetę. THE TAPE. Każdy ma taką, na jaką sobie zasłużył. Czułem, że muszę znaleźć sobie coś na teraz. W niedzielę intensywnie przeglądałem płyty między jednym a drugim naleśnikiem. Skończyły mi się dziewięćdziesiątki, zatem wybór był szczególnie utrudniony. Nie nagrywałem Sunny Day Real State, bo taką mam ze starych czasów i jeszcze na nią nie pora. Nie brałem Chokebore, choć należało im się za zasługi, ale tych mam na kasetach z Outside'u, więc. Na przykład najlepszy numer Yuck to "Rubber", ale trwa ponad 7 minut. To kaseta do chodzenia. Ja zawsze chodzę szybko. Cały bagaż trafił do pozostałego folderu. Nie lubię totalnego miszmaszu, więc są ustawki, że tak się wyrażę ep-kowe. Moja THE TAPE idzie tak:
Yuck — Get Away Yuck — The Wall Yuck — Operation Modest Mouse — Heart Cooks Brain Modest Mouse — 3rd Planet Modest Mouse — Broke Modest Mouse — Trailer Trash Holy Fuck — Lovely Allen Spoon — Troble Comes Running Deerhunter — Never Stops Built To Spill — Time Trap Built To Spill — The Plan Built To Spill — You Are Pavement — Starling of the Slipstream Pavement — Grounded Long Pigs — She Said
W życiu nie zmajstrowałem żadnej składanki. Nie mówiąc o takiej! Podobno widzieli mnie skaczącego po pokoju. W rajtuzach. Młodociani narkomani z góry niech się trzymają. Jeszcze nie wiedzą, co to znaczy głośno słuchać muzyki.
No to zrobiliśmy zakup. Polecimy sobie w marcu. *** Mówi Andrzej: zabijesz mnie na tym koszu; najpierw wypluję płuca, a potem będę miał zawał. Fajnie jest podotykać się z chłopakami. Byliśmy bardziej zajadli w obronie. Rzucali inni. 4/14, 4 zb., 4 straty, 4 przechwyty, 4 as. Udany mecz. *** Zaczęliśmy oglądać "Harry Potter and Deadly Hollows Part 1" (2010) w wypasionej jakości, ale długo nam nie poszło. Gęba mi się nie zamykała. Bulls grają słabo, co zatem powiedzieć o Atlancie? Za to obejrzałem ten (jedyny jaki mam) odcinek Ebichu i pół Indiany Jonesa. Pół, bo znowu zrobiło się koło późna. *** "Wzburzenie" Rotha zapowiada się znakomicie.
sobota, 7 maja
Ha. Można dojść do masarni opłotkami. Zaczyna nadchodzić ciepło. Chwilowo — w ramach wyjątku — przerzuciłem się na rocka. Właściwie na tę jedną kasetę, co teraz mam. *** Pyszczku kupiło mi kapelusz. To już mam drugi. Pół soboty byliśmy na filmach dokumentalnych. Kosmiczni turyści I Szwajcaria l reż. Christian Frei l 2009 l 98 min Arabska Królowa Piękności l Izrael l reż. Ibitsam Salh Mara'ana l 2008 l 56 min Straight Out l Islandia l reż. Hrafnhildur Gunnarsdóttir l 59 min Ok. *** Drugie pół soboty byliśmy u A&E. Mieszkanie ok. Caylus. Ale karcianka jest całkiem nie powiem. Można się nieźle zabawić.
niedziela, 8 maja
Pół niedzieli byliśmy na dokumentach. Guanape Sur l Włochy l reż. Janos Richter l 2010 l 24 min Przybysze I Francja I reż. Claudine Bories, Patrice Chagnard I 2009 I 111 min Więzienna Wyspa Bastøy l Holandia l reż. Michel Kapteijns l 2010 l 55 min Zostawić Mandela Park l Holandia l reż. Saskia Vredeveld l 2010 l 70 min Ok. *** Obiad nam się rozdzielił. *** "Wzburzenie" Rotha jest znakomite. *** Dokończyliśmy "Dark Crystal" (1982). Co sprawia, że chyba będę chciał obejrzeć prawdziwych Muppetów. *** Mosley nie miał żadnych argumentów, co wiedziałem już przed walką z Mannym. Słabe to było. Na szczęście Celtics jeszcze nie polegli. Na szczęście (tu wyprzedzam już) Lakers polegli sromotnie. A miało być tak pięknie. I historycznie. Przepraszam, ale z Dallas? Panoooowie! 0-4?