Żartów nie było. 10/30, 12 as., 2 zb., 6 strat, ale fajnie mi się grało. Na wyjściu mieliśmy japoński film o potworach: Vreen contra Gypsy Child. Z pojedynku na trzymanie za ręce wyszedłem zwycięsko.


Wcześnieśmy wstali, zjedli i pojechali. W ciągu kilku godzin załadowali i zezładowali tonę betonu na przyczepę traktora, po czym obficie się najedli. Potem już było lekko, ale dźwiganie 30-kilogramowych płyt chodnikowych trochę dało w kość. Dwie takie = ja. A nawet więcej niż ja. Działka w Siwiałce będzie miała tarasy, domek, grzybka no i garaż. Szkielet już postawiliśmy, chociaż obawiam się, co będzie, kiedy zdejmie się drewniane podpórki i odsupła druty.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz