sobota, 6 czerwca
To nie był najlepszy piątek. Miał być. Ale nie był. Miało być lekkie przeczekanie w pracy, a potem chwila stresu z pakowaniem i podłączaniem kabelków, a następnie muzyczna fiesta.
***
A zaczęło się od ostrego OPR od samego prezesa, a potem już regularna sraczka w robocie. Ta dam! Witajcie w pracy.
W dodatku nie mogę znaleźć "Goldfingera" w wersji HD. Niestety (co dziwne!), pełna wersja dvd nieco odbiega jakością od tego co znalazłem pod formatem .mkv, przy objętości 3 razy mniejszej. Ale to był przypadek.
To nie był najlepszy piątek. Miał być. Ale nie był. Miało być lekkie przeczekanie w pracy, a potem chwila stresu z pakowaniem i podłączaniem kabelków, a następnie muzyczna fiesta.
***
A zaczęło się od ostrego OPR od samego prezesa, a potem już regularna sraczka w robocie. Ta dam! Witajcie w pracy.
W dodatku nie mogę znaleźć "Goldfingera" w wersji HD. Niestety (co dziwne!), pełna wersja dvd nieco odbiega jakością od tego co znalazłem pod formatem .mkv, przy objętości 3 razy mniejszej. Ale to był przypadek.
***
W konkursie medialnym przegraliśmy, bo nikt nie wiedział, że będziemy występować. Dobrze, że chociaż szefostwo wiedziało.
Co znamienne — "w poszukiwaniu drobnych śladów naszej obecności" — Wojt wysłał guldzie pełny zestaw informacji, a ten gnojek przepisał całe info o Twilite z głównych źródeł, a nie dodał tego sympatycznego zdania, które ktoś samodzielnie wytworzył na notce na trójmieście. Aż dziwne, że w swojej dziennikarskiej rzetelności nie skreślił nazwy zespołu. I jak tu nie wierzyć w teorie spiskowe. Więc support w takich okolicznościach to jedynie zło konieczne.
W sumie mieliśmy farta, że wcisnęliśmy się dzięki kontaktowi myspace z zespołem Twilite, bo raczej indywidualnie nie mielibyśmy okazji tu zagrać. Tak trochę wynika z tego co mówił Endriu, kiedy sam próbował załatwić sobie granie w kafe.
Numery z basem wyszły nam chyba najbardziej dynamicznie, potem energia jakby nam siadła.
Zabawne za to było, że na pytanie o brzmienie występu, Endriu mówi:
— Ale za to bardzo ładnie wyglądaliście wizualnie.
Buchachacha. No, ale nikt ze znajomych nie miał aparatu, więc minęło.
Żona Wojtka mówiła wcześniej:
— To co, od pół roku gracie ciągle to samo?
Nie ma to, jak wsparcie rodziny
***
Ludzi było w pip, śmialiśmy się, że na kevinach nigdy tyle nie było. Chłopcy z Twilite nie byli szczególnie rozmowni, więc kiedy znajomi po wstępnym ogarnięciu sprzętu podążyli w stronę pobliskiego pubu, resztę występu spędziłem w oczekiwaniu na dostanie się do komputera-laptopa i kabelków w celu ich spakowania oraz do ubikacji, bo była mi potrzebna. Sfrajerowałem się z browarem, bo wziąłem jedno za free, kolejne już nie — było wziąć więcej na zapas. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem tego wieczoru, które powziąłem, było to, że po spakowaniu się, podążyłem od razu na tramwaj i zdażyłem na ostatni dzienny autobus. Gdybym nie zdążył, powrót do domu mógłby być dramatyczny.
***
Sobotę na Stogach spędziliśmy spokojnie. Po dobrym obiedzie, długim spacerze (stosunkowo zimno było i wietrznie, dobrze, że chociaż słonecznie) i 3 browarach nawet nieśmiertelna gadka, że w wieku 60 lat matka nadaje się już do piachu (sic!) dała się znieść. Mam nadzieję, że przede wszystkim dożyję takiego wieku, bo to, że nie będę się nudzić, to raczej nie wątpię.
***
Pierwszy mecz Orlando gładko przegrali z Lakers 25 punktami, a Gortat był jednym z niewielu zawodników, którzy nie zawiedli, co nienajlepiej świadczy o postawie drużyny. Co ciekawe, na Gortata robi się niezły hype w prasie brukowej w Polsce, bo na stronach okładek "super expresu" czy "faktu" można zobaczyć jego zdjęcia opatrzone tytułami wielką czcionką. No, ale chłopak był nawet w highlightach na nba.com, więc jest o czym wspominać. Zdaje się, że z empiku wycofano niemiecki "basketball" — czyżby to koniec prasy wyłącznie o nba dostępnej na terenie naszego wspaniałego kraju?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz