czwartek, 15 maja 2014

Odcinek z The Grand Budapest Hotel



2 kwietnia, środa

My drogi i Miłościwie Nam Panująca mieliśmy dłuższy i udany wieczór.

W nocy przymrozek. Rukola.
Terry Pratchett, A Hat Full of Sky (2004) — wciąż dobrze się rozwija. Ulnik, w sumie jak ja, też tak mam.
***
Boisko i stroje Brooklyn wciąż świetnie wyglądają, a oni oraz Houston miło biegają i rzucają. 105-96.
***
Gdybym się nie zdenerwował netem i wordem, to bym mógł się zachwycić końcówką Dallas-Golden State. No ale to co zrobił Stefka w ostatniej sekundzie dogrywki złamało serca fanów Dallas. 120-122.
***
Z tego wszystkiego będę miał nową paczkę płyt. A co. Fajnych takich.
***
The Grand Budapest Hotel (2014) — bardzo bardzo bardzo ładnie.


3 kwietnia, czwartek

Odcinek z prawie piątkiem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca pijemy piwo, jemy koreczki.

Ten Prattchet skończony, udany, choć może zbyt umoralniający, dla mniejszych dziewczynek. Dobrze, że obyło się bez zbędnej, zbyt obszernej psychodelii pod koniec. Wzruszyłem się tymi komunałami, ale Nagłe Figle są ulubionym bohaterem zbiorowym.
***
Łatwe zwycięstwo Wizz nad Boston, choć obrona nie była bardzo szczelna, Gortat dobrze wszedł w mecz (22 pkt z 10/13, 8 zb.), a potem już grali rezerwowi: 118-92: "Marcin Gortat records 22 points, John Wall adds a double-double as the Wizards clinch their first playoff berth since 2008".
***
Mimo wyrównania na pocz. IV kwarty Indiana wygrała z Detroit. Jestem dzisiaj ambitnie w tabelkach, podsumowankach i podprojektach. Suns nawet bardziej ambitnie walczą z Clippers. Wygrywali, by przegrać 108-112. Dramatyczne, ale co zrobić. Jeść!
***
Robota była słuszna, widziałem jeszcze kawałek, wracam z NRD-owską LnŚ. Kupiłem masmix. W domu zbyt pospiesznie i z problemami technicznymi, które rozstroiły mnie na resztę wieczoru.
***
Ale brakujący (yyyyyy!) odcinek 5 obejrzeliśmy z pikselozą, potem już ok, piwo zaczęło działać (bez sensu taki guiness wobec czarnej fortuny), zmyłem naczynia, obłożyłem książkę = lepiej, sok z ananasa z puszki, koreczki, Rudy 2, no — już prawie weekend.




środa, 14 maja 2014

NBA kwiecień 2014


i weź zgadnij, czy marzec był, czy pominąłem?
dzisiaj (14 maja) nba było emo, stąd taki zestaw

Corey Brewer 51
Corey Brewer — Dallas Mavericks v. Miami Heat
Dragon
 
lata 80 w przekazie
mini play-off
najmłodszy
new york knicks 2014
zaczynamy play-offs 2014! (ale bez marynarek)
Regular 2014 Milwaukee — taki miałem pełen zestaw sezonowy na koniec
rip city


wtorek, 13 maja 2014

Odcinek z chillem



31 marca, poniedziałek

Odcinek z nagrywaniem bez fuzza

My drogi i Miłościwie Nam Panująca chwilowo przeglądamy Beksińskiego,

Cavs wygrali z Pacers 90-76. Cieszymy się. Nie ma lekko w lidze!
***
Mamphis przegrali z Portland, mi się wyjebał net i jestem wkurwiony (2 pliki poszły się jebać!) (słownie: DWA pliki!).
***
Lacrimae rerum. Kieślowski, Hitchcock, Tarkowski, Lynch, Warszawa 2007 skończone. Zasadniczo nie czytało się źle. Przynajmniej te części, które kojarzyłem. Co prawda punkt wyjściowy — psychoanaliza — uważam za chybiony, bo jak kupuję bułkę paryską rano, to świadczy o tym, że lubię gładko ogolonych chłopców, wsiadam do fallicznego autobusu, oglądam serię 007, co oznacza, że jestem skrytym homoseksualistą, który ma problemy z potencją i ukrywam to wszystko swoją brodą (czyli maską). Zabawne, że to jest dobrze płatny zawód.
***
Wracam, kanapka, kawa, zapakowany na full, las.
Wojt mnie spotyka, schodzimy schodami po drugiej stronie (Leśna Góra view), ustawiamy nagrywamy. Pod koniec znaleźliśmy lepsze, kryształowe brzmienie. Prawie dobrze mi poszło, palce mi zmarzły strasznie i przemarzłem w ogóle. Wojt o socjalu w swojej firmie — chociaż niektórzy mają dobrze.
***
Przemarznięty musiałem zjeść gorące pyszne jabłko z micro. Do snu.


1 kwietnia, wtorek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca jedziemy aż z wro, ale już tylko spać.

Od dwóch/kilku dni rano są 3-4 stopnie. Mało.
Pożegnanie z kasetami:
OB. G.C. — Stan strachu (1989) — koszmar, nie to, że muzyka z lat 80., ale ten pomysł na ilustrację z filmu. Pierwsze dwie płyty Republiki bardzo TAK. Ciechowski solo — nie. Piosenkę "Ja Kain, ty Abel" pamiętam z radia/młodości.
Jesus Lizard — Head — słaba jakość, niewiele słyszałem, prócz tego, że fajna.
Cows — Sexy Pee Story — jeszcze nie ten etap ich kariery, który lubiłem najbardziej.
NoMeansNo — Mama  (1982) — nie przepadałem za tą surowością, brakiem potężnych brzmień. Przekombinowane, ale mało melodyczne, nie broni się po latach. Te wydanie z Anteny Krzyku sam kupiłem.
Stone Roses — na kasecie, prócz zostawionych kilku numerów, Pavement nagrany ze szpulowca oraz jakieś inne heavy-metale z Radiostacji. W sumie musiałem tego dużo słuchać.
***
Kolejny poranek frustracji, zmarnują mi się nagrania Where is Jerry (z niektórych jestem strasznie zadowolony), praca wre, czasem za mocno, podobna frustracja dotyczy zawodników Wizz, którym w ogóle dzisiaj nie idzie i przegrali z Charlotte Bobcats 100-94. Gortat 6 pkt i 11 zb. wobec 19 pkt i 11 zb. Big Ala czy 15 pkt. i 8 zb. Cody Zellera. Pryma Aprylis taki dzisiaj.
***
Szczęśliwie Indiana przerypała dzisiaj u siebie z San Antonio 77-103, co zbliża Miami. Dobrze. 18 wygranych z rzędu staruszków.
***
Udało się! Mój trud już skończony! (chyba):

001 Dr. No (1962) Blue-ray 30.9 GB
002 From Russia with Love (1963) Blu-ray 30.5 GB
003 Goldfinger (1964) Blue-ray 30.1 GB
004 Thunderball (1965) Blu-ray 30.8 GB
005 You Only Live Twice (1967)  Blu-ray 31.8 GB
006 On Her Majesty's Secret Service (1969) Blu-ray 35.2 GB
007 Diamonds Are Forever (1971) Blu-ray 34.3 GB
008 Live and Let Die (1973) Blue-ray 34.7 GB
009 The Man with the Golden Gun (1975) Blu-ray 33.2 GB
010 The Spy Who Loved Me (1977) Blue-ray 32.7 GB
011 Moonraker (1979) Blu-ray 28.7 GB
012 For Your Eyes Only (1981) Blu-ray 32.4 GB
013 Octopussy (1983) Blu-ray 37.7 GB
014 A View to a Kill (1985) Blue-ray 36.5 GB
015 The Living Daylights (1987) Blue-ray 34.1 GB
016 Licence to Kill (1989) Blue-ray 33.2 GB
017 GoldenEye (1995) Blue-ray 33.1 GB
018 Tomorrow Never Dies (1997) Blue-ray 32.8 GB
019 The World Is Not Enough (1999) Blu-ray 30.6 GB
020 Die Another Day (2002) Blue-ray 30.5 GB
021 Casino Royale (2006) Blue-ray 35.0 GB
022 Quantum of Solace (2008) Blu-ray 29.4 GB

No to można załączyć teatr-media.
***
Miami-Toronto 93-83. Dobrze. Są na topie teraz, mimo osłabionego składu. Podoba mi się ta linijka:
Chris Andersen: 25 min, 5/5 i 3/3 = 13 pkt, 7 zb. (3 w ataku), 2 bloki.
***
Piero Umiliani — Esotico Ossessione (2014) — składak zrobiony przez blogerów, jednak nie taki fajny, jak to czego słucham ostatnio na Stogach z okazji czytania.
***
Bardo Pond — Lapsed (1997) — bardzo. Też tak chcę.
***
Bardzo udany, wychilloutowany wieczór ze Stogami itepe:
— dyskont/lidl/warzywa/wędliny/mniam
— park, zimno, ale słońce
— słonecznie przy biurku na Stogach/czarne/czipso-oponki
— H3/gazety, z czego weekendowa wyborcza bogata w treści i ciekawe arty
— MVP
— nocna panorama Gdańska/światełka/moonraker
***
Wracamy, skarby i spać. Już tylko jeden stopień powyżej zera. Trudności z parkowaniem (pełno pełno).




poniedziałek, 12 maja 2014

Odcinek z dwoma marcepanami



29 marca, sobota

Odcinek z brooklyńskim mostem we Wrzeszczu

My drogi i Miłościwie Nam Panująca w konflikcie kto nie jedzie i dlaczego.

Wstałem, bo już jasno i krzyż. Ale nie rwałem się do oglądania, czy coś. Wizz grają z Indianą, ale już im (to dzisiaj chyba taki dzień) nie wierzę, a niech przegrywają.
***
Na allegro jest JAMES BOND COLLECTION 2 LP, taki składak, który powiela to co już mam na jednopłytowej wersji i dochodzi aż do "Diamonds Are Forever". Fajne, ale obecnie nie stanowi przedmiotu mojego pożądania.
Jest również John Barry — Theme From The Persuaders, też składak, nieco powtórkowy, z tym, że zawiera numery z seriali, m.in. "Persuaders" właśnie oraz "Vendetta".
Ponadto chyba zaraz zjem pierwsze śniadanie, skoro tak nic się nie dzieje. Grają.
***
Acha, mam nowe stanowisko boczno-kanapowe, antysłoneczne takie. Na razie pasuje, chociaż muszę skręcać głowę (za bardzo?).
***
Przypadkiem zagrali dobry mecz: 91-78. Zrobiłem filmik ze zdjęć z Berlina, w podkładzie bardziej pasowałby Seam, ale nie chciałem przygnębiać, poszło Black Keys.
***
Zajezdnia na Wrzeszcz, trochę to trwało (czekanie, zbieranie się), ale w końcu sceny "nakręcone", wiele ujęć, kilka czapeczek i dresów, most, kolejka, rampa, wóz, grafitti i "Konwalie i szacunek" będą miały dobrą reprezentację. Może na Dzień Matki?
***
Po mini party na garnizonie (boże, jakie cudowne światło, ciepło i słońce), robię konkretną przechadzkę przez (już czuję wiosnę w powietrzu). Ciche godzinki, ale prostujemy, ja dokańczam, a potem się zabieram.
***
Mamusiu, ja nie chcę chodzić na rozbierane party z obcymi dziewczynami, wolę oglądać stare filmy szpiegowaskie! (i ściągać).
***
Funeral in Berlin (1966) — jest tak inteligentny jak ja. Potem będę musiał dopytać, kto kogo wykiwał. Ale film jest znakomicie rozpisany na dialogi i postać Michaela Caine'a. Wspaniale! cudownie!
***
Było też picie wina, piwa i pyszne jedzenie kanapek. Na dokrętkę (bo wiedziałem, że zaraz wychodzę) Prince of Persia ze świetnym angielskim Miss Strawberry i wychodzę w zimną noc. Przybywamy, zasypiamy.


30 marca, niedziela

My drogi i Miłościwie Nam Panująca umówiliśmy tę samą iprezownię!

To było strasznie zabawne.
No i zdążyłem zapomnieć, że dzisiaj godzina jest krótsza.
Przejrzałem ich nerwy w końcówce, ale wygrali z Atlantą 101-97, Gortat 12 pkt (6/11), 11 zb. (3 w ataku), 4 bloki, z czego 2 w końcówce ważne, Pero Antic ciut lepszy (daj foto koleś), Drew Gooden +21, 16 pkt (5/5), 8 zb.
 

***
Śniadanie, przed śniadaniem.
Poczytałem, było ścinanie i mycie — dobrze.
Ubieram się jak świadek Jehowy. A Ty zdecydowanie lepiej. Nie świętujemy bardzo specjalnie. Idziemy, jemy, pijemy. Tajin dobrze choć bez szału, wątróbka też dobrze, najadłem się do oporu. Słonecznie, choć chłodno, ale już piknikują.
Lody na zapas, nawet te drogie.
O, teraz świętowaliśmy pysznie, to chyba przez ten strój.
Uwieczniony na zdjęciach.
***
Klasyczne niedzielne poobiednio-pospacerowe drzemanie. Jakbym to już widział.
Czytam grzecznie przez godzinę, płyta jest wyśmienita. Aż by się chciało znowu obejrzeć naszego człowieka.
***
Małe to tamto, wow odsłuchany, na poniedziałek przygotowany, lecimy z Rudym 2. Drażni, ale daje radę — troche sensacyjniaka z tego zrobili.

ps. 1100 — moje gratulacje



czwartek, 8 maja 2014

Odcinek z rudym 2



27 marca, czwartek

My drogi i Miłościwie Nam Panująca w wolne popołudnie

Mecz meczów. W I kwarcie Oden nie dał rady i Pacers zdominowali Miami, ale tylko na 23-17.
Miami zaczęło walczyć jak o życie (zbiórki Andersena), ba nawet wrócił Haslem (podobno jego już nie było), by poprzepychać się z Hibbertem. 44-45 po II kwarcie.
Troszkę kontrowersji, gwizdków i fauli, flopów również, ale Indiana 63-68. Lance dostał niesprawiedliwego technika — dobrze dla Miami = wygrać mimo wszystko.
Łohoho, Hibbert po łokciu w szczękę od LeBrona długo nie mógł wstać z parkietu. Czyli następny wyautowany na chwilę. Zasadniczo myślę, że Indiana czy Chicago to są dobre drużyny, ale jeszcze za młodzi, muszą się bardziej postarać, by pokonać staruszków. To taka rywalizacja w starym stylu. Gdyby co roku wygrywał ktoś inny, nie byłoby podtekstów. No, a za "What?!" Lance w końcu wyleciał z boiska. No, Ivan Turner dostał swoją szansę i rzucił 2 kosze w końcówce. Mam Wrażenie, że Miami źle rozegrali. No mam wrażenie, że jak będzie taki pojedynek w play-off, to nie będę spał po nocach! (iiiitam, się okazuje teraz). Nie trafili i 84-83 dla Pacers. Nieźle nieźle.
***
Wizz-Suns zupełnie bez emocji. Niby gonili, ale Phoenix to się bardziej przyda. 93-99, Gortat 8/11 na 17 pkt, ale tylko 5 zb., -15 w +/-.
***
O ile nie palę zbyt dużo iskry elektrycznej w maszynce gazowej — jestem ok.
***
Tymczasem z okazji wolnego popołudnia (yei!) zaliczyłem dyskont i tanie piwa. Zlałem jeden garnek pysznego wina, nastawiłem drugi. Na gorąco fantastyczne. Gitara Micha chyba raczej nie trzeszczy. Zabawne, że na próbach Juliusz rzęził sopranami, a na nagraniu ma bardziej basową, pustynną gitarę niż heavy, jak Mich.  Taki realizator. Podejrzewam, że to kwestia kabla kanon/kanon.
***
Łosoś świetny, pierogi jeszcze lepsze (kupiłem ostatnio w lokalnej pierogarni na oruni górnej).
***
Napoczynamy sezon drugi rudego. Z przytupem!


28 marca, piątek

Odcinek z obficie zajętym popołudniem (i weź tu bądź mądry)

My drogi i Miłościwie Nam Panująca wybieramy się na koncert Bokka.

Wychodzisz wcześniej, ja niedospany z kręgosłupem. Powoli zbliżam się do końca książki. Trochę więcej emocji z budżetowaniem. Dallas walczy z LA Clippers. Ponieważ kibicuję im, żeby weszli zamiast Memphis, to fetuję (w sumie wygaszony i po cichutku) udane zagrania Monty czy Dirka, ale mają ciężko. Ależ fatalne zagrania i straty w samej końcówce! A ta wlokła się potwornie i nie było już szans: 103-109.
***
No to dzisiaj poleniuchowałem, ale pewnie sobie poradzę. Parę rzeczy jest na czysto, że hej. Hej!
***
Acha, po ostatnim słuchaniu MUSZĘ przegrać te kasety z WPRB Princeton. Bo tam sporo psycho jest.
Strap It On (1990) — nigdy mnie specjalnie nie brało (zbyt surowe), a zachowało się na kasecie Stone Roses. Owszem, koniecznie Meantime (1992), być może Betty (1994).
A Bokka (uczę się przed koncertem) nastraja mnie sentymentalnie. Park jesienią. Albo okolice ronda ze sklepami. Tam kiedyś autobus zajeżdżał, a na rogu był złomowiec. Po kiosku jest obecnie sklep z leginsami, a dwa małe spożywczaki zamknęli na Małomiejskiej. Dawno nie jechałem 154. Dzisiaj za dużo światła.
***
Odkryłem google art. Wiem, że oni i tak mają za dużo, ale jak oglądałem na gigantycznych zbliżeniach Marc Chagall’s Ceiling for the Paris Opéra, to byłem zwyczajnie zachwycony. Hehe, głównie możliwością mega zbliżeń. Jak w porno.

http://www.google.com/culturalinstitute/asset-viewer/marc-chagall%E2%80%99s-ceiling-for-the-paris-op%C3%A9ra-1st-series-of-panels/RwHNmMsONyvObQ?hl=pl&projectId=art-project&l.expanded-id=6QG1fXsTNgdbWQ
***
Zakupy adekwatne, nagrywamy adekwatnie, Endriu profesjonalnie nakłada wtyczki, choć nieprofesjonalnie nie posługuje się scrollem. Jak już się człowiek przyzwyczai/osłucha, to nawet można tego posłuchać. Prócz tego mam chyba też inny pomysł muzyczny (prócz tego, że sporo zaległości do wykonania).
***
Adekwatnie dojeżdżam do Wrzeszcza, adekwatnie zjadam bułkę i pączka (bo głód), spotykamy się gromadnie, nie można pić piwa w środku (co za kraj), wygląd i brzmienie ładnie. Niejako Alt-J podobnie wykorzystuje perkusję. Trochę przesadzenie z efektami, szczególnie w numerze bonusowym widać było słabość gitarzysty, któremu nagle pozwolono grać bez maskujących efektów. Całość bardzo dobrze, przeboje fajne, ale nie miałem nastroju. Zasadniczo spodziewam się sytuacji post-berlińskiej: żaden występ nie będzie adekwatny.
***
Wcześnie było, ale poszliśmy spać. Niby byłem w stanie jeszcze na coś krótkiego popatrzeć, ale.



wtorek, 6 maja 2014

Odcinek z klawiszem na próbie



25 marca, wtorek

Odcinek ze stogowym czytaniem

My drogi i Miłościwie Nam Panująca w tygodniowym ciągu braku obecności.

Pożegnanie z kasetami:
Jesus Lizard — Liar (1992)
Jesus Lizard — Lash (1993) — nie ma się co rozwijać, ileż to razu na próbach zrzynaliśmy noise z nich via Thing.
Cocteau Twins — Victorialland (1986) — oni tak przyzwoicie czasem w wymyślonym języku.
Cocteau Twins — Sunburst and Snow Blind (1983) — tyle, że specjalnie nie rozróżniam tego.
Cocteau Twins — Tiny Dynamine Echoes In a Shallow (1985) — ale przesłuchałem obowiązkowo.
Clan Of Xymox — Xymox (1985) — post-joy-divisinowskie electro. Już drugi raz i nawet do słuchania. Rytmicznie, w tle, leci. Dobre do autobusu.
Clannad — Legend (1984) — no, jedyna znana płyta w Polsce. Wszystko dzięki serialowi. A serial to wspaniałe dzieciństwo i zdjęcia wycinane ze "Świata Młodych". I wciąż się pamięta, szczególnie pieśń główną oraz ten fragment ze scen akcji.

***
Dzisiaj 2 stopnie i mocno pada.
***
Uff, w ostatniej akcji Miami wybroniło się od Portland. Bosh zablokował i 93-91.
***
Chicago wygrało z Indianą 89-77. Też się cieszę.
***
A w ogóle to dzisiaj wstałem o 6 rano, bo padał deszcz za głośno i oko mi rzeklo, że już starczy spania. Oczywiście zabawiałem się meczem i winylem.
***
Popołudnie na wypasie:
— robota podciągnięta
— zakupy duuuże zrobione, promo promo
— przygoda kasetowa z Cocteau Twins i Jesus Lizard
— dużo czipsów
— czytanie sprawnie
— picie grzanego też
— Umiliani wspaniale
— heroes z głębokiej niepamięci
— wyczyszczenie głowicy
— pakowanie i siup
— w domu już byłem wypompowany
— to był długi dzień


26 marca, środa

My drogi i Miłościwie Nam Panująca otrzymujemy łososia, a album pocztą nie przyszedł.

Wczoraj udany i bogaty wieczór. Ciężkie wstawanie, ale piękna mgła rozpraszała wiosenne światło (będzie seria foto), Slavoj Zizek, Lacrimae Rerum, Kieślowski, Hitchcock, Tarkowski, Lynch (2011) coraz bardziej się rozkręca i nawet coraz więcej rozumiem, co czytam.
***
Phoenix czy Dallas powinno być na 8? Najlepiej, żeby wypadło Memphis — o. Ale świetnie to wyglądało, jak Dallas w II kwarcie rzucili OKC 3 trójki z rzędu. No, już dawno tak nie zwracałem uwagi, ale końcówka bardzo ładna, trafiają, jest ekscytująco, są emocje. Dogrywka! 128-119!
***
A Kwiatkowski się pokłócił z Antonim w kwestii Miami. Zaś LAL rzuciło NYK 51 pkt w jednej kwarcie!
***
Tak nie wiem po co, ale duży ekran zobowiązuje, płytę mam, więc odtwarzam "For Your Eyes Only". Koszmarny film. Ale patrzę.
***
Zakupy, uruchamiam klawisz i już robimy na próbie Liquido. Ale numer jest fajny, cisnę, układamy zwrotki i refreny, jest zwarcie. Brakuje nam mini sprzętu nagraniowego. Próbę uważam za solidną.
***
W domu tłumaczę Ci zawiłości rozmowy telefonicznej Phila Jacksona do Mike'a D'Antoniego, bo to chyba najlepszy tekst zNYKa (parskałem w tyrce), ale prawdopodobnie mi nie wyszło. Za to wyszła płyta muzyczna Doroty Masłowskiej — straszna szkoda. Znowu ktoś zada sobie więcej trudu, jak w przypadku Scarlett Johansson, niż posłucha MUZYKI. Wieczór krótki (choć nieco dłuższy).



poniedziałek, 5 maja 2014

Odcinek z leniwą sobotą



22 marca, sobota

My drogi i Miłościwie Nam Panująca absolutnie nic nie robimy. A nie. Placki ziemniaczane!

Gortat na ustach komentatorów. 107-117 LAL przegrali z Wizz, przez chwilę mignął mi Nash.
Marcin Gortat 33:20, 5/12, +9, 13 zb. (3 w ataku), 4 faule, 5 bloków, 13 pkt
Pau Gasol 32:28, 6/14, -11, 14    zb. (3 w ataku), 5 as., 1 blok, 14 pkt


23 marca, niedziela

Odcinek z leniwą niedzielą

My drogi i Miłościwie Nam Panująca nawet gramy w towarzystwie.

Coś tam coś tam, zajrzałem na mp3, zajrzałem na net, więc wybraliśmy się po bilety na piątkowy koncert.
Cudownie przemarnowałem czas na słuchaniu winyli i zaznaczaniu żółtym markerem. Zjedliśmy wielkie placki po cygańsku. Przeglądałem mecze. Przyszła Marta i zagraliśmy w wiedźmy. Zagrzane wino aroniowe (garnek nr 1) świetnie. Aż posiedziałem długo za długo. Zadziwiająca różnica między tygodniem a weekendem. Ale chyba muszę się przyznać, że wypocząłem.


24 marca, poniedziałek

Odcinek z gitarą Micha

My drogi i Miłościwie Nam Panująca w tradycyjnym (jeszcze poniedziałku)

Ja to nawet byłem mocno na bieżąco z meczami wczoraj. Więc tylko doobejrzałem, że Wizzards nie dali rady Nuggets: 102-105.
Marcin Gortat 35:08, 7/12, +17, 10 zb. (2 w ataku), 5 as., 2 bloki, 16 pkt.
***
Toronto wygrało, Suns też, po fantastycznym powrocie (byłem w netowym szale, niewiele pamiętam), ważniejsi nie grali. Jestem do tyłu z czytaniem bloga.
***
I jak to było: pojechałem, wypiłem kawę, zapakowałem się (już wcześnie zrobiłem miejsce na przyjmowanie gości w pokoju), odebrałem nową LnŚ (jak ten czas leci), wziąłem gitarę, spotkałem 3 pijaczków w lesie, potem spotkałem w lesie młodzież z psem, ale się rozpierzchła w wądole — okazało się, że to były dziki.
***
Tym razem z nagrywaniem trafiło na Micha. Piec (mikrofon?) coś trzeszczał, on dyskutował, ale w końcu udało się nagrać wszystkie jego fuzz gitary. Czyli zaczynamy wypełniać luki. Pracowicie i udanie. Ale nagrywanie gitar jeszcze nam sporo zajmie.