wtorek, 10 lutego 2009

rów Wojtka

to przez to nie mieliśmy granka

czwartek, 5 lutego 2009

Paloma de papel

wierzcie lub nie, ostatnio moją "piosenką tygodnia" jest "the fear" Lily Allen — prawdziwie rockowo-chill-out-owy numer — szczególnie wokal przez swoją delikatność wydaje mi się bliski przez konotacje do Emiliany Torrini i Kate Nash

coś jednak wczoraj było na rzeczy (na drodze), bo Wojt pośliznął się wozem, przeciął całą jezdnię, wylądował w przeciwległym rowie i jeszcze poszorował 20 metrów — na szczęście osobowo mu się nic nie stało (ale próby nie było — psi!; zwozili go lawetą dopiero po 17)

pełna duma w majtkach — jakaś maszyna sobie zadała trud i upchnęła płytę w sieci — płytę? przecież to demo — ale jest
można nawet odsłuchać całość/we fragmentach

zdaje się, że odkryłem, że moja nagrywarka nie wypala napisów, zaś wieczorem oglądaliśmy "Paloma de papel" — peruwiański film o ważnych w sumie sprawach, ale bardzo naiwnie nakręcony, w scenach pokazujących idylliczne dzieciństwo czy partyzanckie szkolenie — wręcz łopatologiczny; napocząłem też umieszczanie tytułów na okładce JZTZ i zleciało

środa, 4 lutego 2009

mgła

Gdybyśmy mieli nagrywać u Tymona, ty wybraliśmy sobie 3 numery, które są dobrze opracowane. Powiedzmy, ze pojechane i nasze, bo składają się z różnych frywolnych akcentów. Dosyć energicznie je się nam grało na próbie we wtorek — ale to o niczym nie świadczy, bo "szybki" też był przecież energiczny, ale zwolnił.

Dzisiaj rano nietypowa wilgoć w powietrzu. Choć formalnie nawet trwa zima (mróz, lekki śnieżek poleguje jeszcze), ale dziś odwilż, zaś na chodnikach ślisko od tej wilgoci.


Do "mgielnego rekordu" w maszej okolicy jeszcze trochę brakuje.

wtorek, 3 lutego 2009

nadal wygrywa Nadal

zeszły czwartek miałem chyba wolny, ale zapomniałem co robiłem — i już go nie ma

piątek (30.01.09) — test z hiszpana — słabo poszło, no ale trudno

weekend był dosyć wyjątkowy z tego względu, że w ogóle nie zajmowałem się muzyką — może to i dobrze, że odpoczęły uszy; od kilku dni Skarbie schorowane na gardełko, ledwo co tam zje; ręczni rozczarowali mnie w meczu z Chorwacją (z Francuzami też nie mielibyśmy szans), więc mecz z Duńczykami już nie był specjalnie ważny

zresztą niedziela "na sportowo" — najpierw Federer po raz kolejny nie dał rady Nadalowi, potem ręczni raz, następnie ręczni dwa — finał to było niezłe widowisko; w tym czasie odprawiałem też robótkę, w kosekwencji nie obejrzeliśmy żadnego filmu, kurczę — a tyle Allenów nas czeka

w sobotę na Stogi do matuli, zbyt krótki spacer (ale Skarbie chore — dziubie jak wróbelek), w domu dobry obiad, i jakoś tak bezboleśnie, nic nie robiąc przeleżakowaliśmy całe popołudnie

w niedzielę zrobiliśmy rosół (już zjedzony) oraz pieczeń z kurczaka (starczy na kilka dni); w poniedziałek musiałem wciągnąć ser z pieprzem — aż za dużo go było na raz — szkoda, że tak nagle termin mu się skończył, bo bardzo go lubię

miałem zająć się prasowaniem plików Wojtka (częściowo się to udało), ale oczywiście zajrzałem do "podkładu" pod filmik, wyciąłem kawałek, zacząłem się bawić i czas poleciał — noooo, ale podkład będzie depresyjny — akurat pasujący do obrazu

"for your eyes only" już tylko kawałeczek do snu

piątek, 30 stycznia 2009

moonraker

weekend trochę pospieszny, trochę nie
miał może przyjść Jerzy, ale nie przyszedł
miałem robotę z pracy, ale uwinąłem się w kawałek soboty i niedzielę rano (dzięki Skarbie również)
w sobotę przed południem zrobiłem podkłady do live Wojtasa — wywaliłem wiekszość gitar i wokali, tam gdzie gram na basie, wywaliłem też bas; zdublowałem perkusję (i czasem bas), zmasakrowałem kompresorem, dzięki czemu perkusja jest na przedzie, wyraźna, powinno się do niej dobrze grać
oglądaliśmy "Panią Zemstę", ale trochę nas wynudziła, nie ten ciężar gatunkowy, pod koniec filmu trochę się ruszyło, ale ogólnie przekombinowana opowieść, jakby chciał za bardzo Tarantino pojechać

zaś w nocy z soboty na niedzielę (nie oglądałem w nocy, nie) był rewelacyjny pojedynek Shane'a Mosleya z Antonio Margarito — murzyn wykończył meksykola w sposób widowiskowy, bezwględny i dobitny, znakomicie się to ogląda (widziałem już 2 i pół raza)

wieczorem Skarbie oglądało film w tv, ja zaś podskoczyłem z okładkami do obu bandów: poszły w ruch nadruki na cd, i okładki tylne (1/2), jeszcze coś trzeba będzie na rozkładówki wymyśleć

w poniedziałek zjawił się Piotr, pokazałem kilka zdjęć z Barcelonypoopowiadaliśmy jakieś historie, puszczałem mu trochę muzyki, ale chyba nie do końca rozumiał co mu puszczam
na chwilę po płytę do miasta chaos hydra wpadł Tomek
wieczorem "Moonraker" — chyba jednak mój faworyt, muzyka, tonacja, naładowanie nieprawdopodobieństw, wszystko na mega
Gregor Samsa — Over Air (2009)
na Gregor Samsę zwróciłem uwagę z płyt Tomka, teraz słucham nowego i to jest wielkie

ciekawy tekst w artykule:
http://www.rp.pl/artykul/12,255234_Niedbalstwo_jest_sztuka_.html

"W tych mistrzostwach dla Chorwatów liczy się tylko złoto. Zainwestowali w nie ogromne pieniądze. Sześć z siedmiu obiektów zbudowali od podstaw, ściągnęli do miejscowych klubów największe gwiazdy, z Baliciem na czele. Nie przegrali jeszcze meczu w turnieju. I żadnej reprezentacji nie boją się tak jak polskiej".

wtorek (27.01) był niezwykły pod względem piłki ręcznej w naszym kraju

my na próbie zmagaliśmy się z decyzjami, gdzie, co, za ile, u kogo nagrywać; Nicolas mnie ciśnie, aby nagrał wokal jeszcze raz u tego jukatana, co moim zdaniem jest zbędne, bo (teraz jak mam już przykład) wiem na pewno, że moja koncepcja szeptanego jest słuszna, więc po co się kłócić, skoro nasze cele są rozbieżne
trochę się bałem usłyszeć "św. granat z Antochii na rzecz porozumienia palestyńsko-izraelskiego", ale okazało się, że mój wokal brzmi jak mój wokal, jedną linijkę zaśpiewałem niewyraźnie, ale to był ten drugi raz, kiedy "miałem w to włożyć więcej ekspresji"; i generalnie pasuje do numeru — tyle, że trza jak jeszcze mniej głośnego głosu, tylko sam, szept, szept
natomiast ogólnie rozczarowało mnie brzmnienie ze studia — ot, nagrane; słuchać, ze perkusja stoi tam w rogu, gitary bez żadnych panoram, jedna w lewym kanale, druga w prawym (nawet na solówce!), zmiksowane jak dla starej ciotki, wokal z przodu, potem perkusja i bas, gitary w tle
ale chyba już się powoli przyzwyczajam, że tak starodziadowsko gramy, bo jak posłuchałem sobie Von Bondies "It Came From Japan" (2001 rok) (co było pierwowzorem "vete"), to energia tego nagrania poraża, zaś nasze dynamicznie i realizacyjnie siedzi głęboko w ....., no dobra, w latach 90.
i zdaje się, że nasze postrzeganie jest różne, ale na innych poziomach, bo Nicolas mówi, że nasze jest bardziej popowe

w środę robiliśmy próbę z Wojtasem — powolutku ogarniamy materiał, choć nie mogłem się wstrzelić z brzmieniem gitary, w ogóle jakoś za głośno było tło w stosunku do reszty, i wokale czasem sprzeągały, natomiast zrobiliśmy bardzo dobry pomysł na "super soul" no a Paweł (akurat był i postukał chwilkę) — mimo że mówi, że nie ćwiczy i brakuje mu pomysłów (takie to są problemy) — perkusistą jest wypasionym

wtorek, 27 stycznia 2009

żart domowy

tydzień był wyjątkowy, bo trzy próby w tygodniu (JZTZ, kevin, Wojt) to dosyć zajęć na wieczory
wczoraj u Micha w piwnicy
używamy jednocześnie 3 pieców, 4 gitar, 2 mikrofonów i laps leci z wieżya póbka fajna, wygodna, puszczamy muzę z lapsa, wojt gra na akustyku i śpiewa, a ja raz na basie, raz plumknę sę na gitarze, zrobię chórek — luksusogólnie miło to mi brzmi dla ucha — szczególnie wokal z akustykiem

***
żart domowy

leżę sobie w łóżeczku wieczorem, ogólne rozluźnienie przed snem spowodowało pewną u mnie obserwację, którą nie omieszkałem się podzielić z miłością mojego życia:
— ale mi jajka zjechały
Skarbie na to:
— chyba jadą

poniedziałek, 26 stycznia 2009

Sen Kasandry

środa (21.01) wyjątkowo w domu — robiłem lekcje z hiszpana, potem oglądaliśmy "Sen Kasandry" Allena, podobieństwo z "Match Point" nieuniknione, ale podobał mi się, ponieważ temat jednak cięższy; konwencja trochę teatralna, sporo dialogów, scen dwójkowych, rozpisane w sposób, że tak się wyrażę "obowiązkowy" — wypowiadane kwestie relacjonują to, czego nie pokazano na ekranie; szczególnie w kwestii wyrażania własnych uczuć wygląda to jak szkolne przedstawienie teatralne — zajeżdża to prostotą (nie lubię teatru), ale przecież Allen nie jest GUPI — to świat przedstawiony w wycyzelowanym modelu (vide sceny rodzinne)

co najbardziej rzuca się w oczy i podnosi wartość filmu w moich oczach - Collin Farrel umie grać!

no i ten angielski angielski — rewelacyjnie się tego słucha