piątek, 11 grudnia 2015

19–22.11.2015



19 listopada, czwartek, Berlin

zatę Żono ma

i dobrze, że ten budzik na 10
wstanie bez śniadania, które jednak nie czekało nas na drugim końcu Berlina, było, a nie ma, co zrobić
ale Wietnamczycy byli, zatem omlet i kanapka, wszystko zgodnie z przepisem i poleceniem, drogo, lecz smacznie
"antykwariatu" z gazetami nie było, szwedzka marka odzieżowa błe, ale kolejni Wietnamczycy główny punkt programu) zachwycili miejsce i żarciem
każde zamówiło co chciało, pełna satysfakcja i daleka droga na ost poprzez komunistyczne aleje i pędzący wiatr (zabudowa a la Milano, dla mnie)
zostajesz grzecznie czytać na dworcu, ja lecę dalej, a robi się coraz cieplej
— "Mutations" — kupione
— falafel + halumi — załatwione
— kilka tanich piw na pamiątkę — jest
— chińskie żarcie (znoooowuuuu?) - jest
— afera z kawą — po raz pierwszy w życiu
— wsiadamy i jedziemy, tym razem w tłoku, hehe, 6 osób w przedziale
wylądowali w domu o 22 i zaraz siup do łóżka, podjadając jeszcze berlińskie sushi, racja, jeszcze to było
śmy się wypaśli trochę, ale przytyłem juz wcześniej, na pączuszkach
no ba, również nba w komórce, wszystko na bieżąco


20 listopada, piątek

zatę Żono ma

hmmm, cóż to mógł być za piątek? wiem, że nie chciało mi się iść na kosz, na spacer tak
pewnie było tamto, pewnie obiad, na pewno dyżurowanie
bootleg (wiedziałem, nie powstrzymało mnie to) Becka gra świetnie i na okrągło


21 listopada, sobota

zatę Żono ma

sobotnie poranki
chyba tak wieczorami, również na dobranockę zacząłem oglądać te mecze z diamencikiem, czyli Golden State Warriors
***
sobota ze Stogami, pogłoski o śmierci babci okazały się przedwczesne, komitywa z wnukiem bywa, a jakże
a ja zrobiłem naleśniki (na śniadanie też były)
cała reszta też musiała być jak zwykle


22 listopada, niedziela

zatę Żono ma

hah! poranek nie był dobry! i dopiero potem udało się spacyfikować dziecko
jakkolwiek niezwykłe (dla mnie tym bardziej) było to, że po pobudce o 7:05, poszliśmy znowu drzemać o 8:55 aż do 10:00, nieźle
***
oczywiście nie jest niespodzianką, że bardzo szybko wróciłem do rzeczywistości, co ApC to nie Deerhunter (na żywo), i bardziej żarcie nas interesowało i wypad z czytaniem, niż cokolwiek innego
zatem, czy warto się wyrywać? trzeba!
***
niedziela może smętna, ale jakoś podołałem, łącznie z wypadami
owe wieczorne/noce płacze dwa razy (piątek/sobota? czy kolejne?) były do utulenia, ponadto się udało
Ty prawie wykonałaś weekendową pracę, po jeżdżeniu bez prawka
jedliśmy zupy
nba, wyjątkowe wcześniej spać, z uwględnieniem przygotowań



Brak komentarzy: