poniedziałek, 11 stycznia
15/30 rzutów, 8 przechwytów, 5 asyst, 4 straty, 3 zbiórki i nadwerężona stopa, bo depnąłem na piętę Michała, no i gdyby nie to, to byłoby fajnie.

Zrobiliśmy krupnik, co oznacza, że umiemy już kolejną zupę. Pyszczku robiło robotę, a ja zalegałem właściwie.
***
Strange Days (1995) miał dobry pomysł wyjściowy, niby cyber-punk, ale w sumie to przeciętny sensacyjniak z tego wyszedł.




Trudno sfilmować głębokość śniegu.
Potem zająłem się wtyczkami VST, które kitram od roku, a których nie używałem — solidnie przygotowuję się do miksowania ITNON.
***
Teraz z czystym sumieniem mogę napisać — takiej zimy nie pamiętam! Czyli witajcie wspomnienia z dzieciństwa!
Na dobre zaczęło padać w sobotę, ale wiązało się to z bardzo silnym wiatrem, więc pogoda była niewyjściowa. W niedzielę było podobnie, ale wiatr nieco zelżał, no i zaspy za oknami zaczęły wyglądać imponująco. Więc kiedy dzisiaj rano przedzieraliśmy się przez śniegi (miejscami dziewicze), było prawdziwie zimowo, super i bombowo. I tak byliśmy niemal pierwsi w robocie.
Póki co, mrozik trzyma, a śnieg wciąż pada. Bestia.
Póki co, mrozik trzyma, a śnieg wciąż pada. Bestia.
stąd:
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz