środa, 8 marca 2017

10–20.11.2016


13.02.2017

10 listopada, czwartek

zatę Żono ma

a jakby piątek, już odliczam
***
pełne 7 ha, karmienie o 5, a potem chyba nawet jeszcze jakieś spanie z pomrukami, nie wyspałem się, kaca nie ma, wysikany do pokala
***
jedziemy, czytam, tyramy
acz są gwiazdeczki: będą seanse na Dirty Harry'ego a nawet Gold! (skoro już tak dobrze znamy płytę)
***
drożdżówka była wielka, miękka i pyszna
***
wracałem po ciemku, trochę obarczony obowiązkami, które ruszą od poniedziałku (nie będzie dwóch osób), ale w sumie samopoczucie nieźle, bo seanse przygotowane, nawet pokazałem dzieciom
***
z tego wieczora niewiele pamiętam, pewnie miksowałem, a potem, skoro miałem juz wolne spanie, to oglądałem (choć nie było zachwycające, to juz taki stary, zaczerwieniony, pozbawiony dystansu, urody i humoru Clint Eastwood; ci aktorzy tacy brzydcy):
Sudden Impact (1983)

dirk 30 — 6. w historii

11 listopada, piątek

zatę Żono ma

Mama miała udaną noc, a tata udany poranek, więc po śniadaniu (mało) zebraliśmy się na wro
nowością było dużo śniegu i taki to był atrakcyjny spacer, chociaż zmarzłem, szczególnie na huśtawkach, ale palmy dobrze się słuchało
***
ach, jeszcze zaliczyłem zakupy (wino) w warzywniaku oraz rogale w cukierni "Polanka", jak zwyczaj każe, acz się okazało, że tych słodyczy mnóstwo było u dziadków
***
do zasypiania dziecka miałem film "She" oraz koszykowy internet
a potem długo czytałem w kuchni magazyn książki, może nawet za długo w tej przymusowej ciszy (jedna pobudka, bo dziadek miał głośny sygnał telefonu)
***
przyjeżdżają drugie dzieci i jemy wspólny rodzinny obiad (wylałem mnóstwo sosu na biały obrus): zupa cebulowa, pieczeń z gęsi, ciasta, a także sporo alkoholu: wino, whiskey, nalewki x 2
tyle że później dziecko mnie zaanektowało, w sumie więcej przybywałem w innych miejscach, co nie było jakimś złym rozwiązaniem
***
wróciliśmy później do domu, więc już bez kąpieli, tylko od razu do snu, bo dziecko bardzo zmęczone, Mama je dokarmiła i zasnęła, albo pomyliłem, bo przecież kiedyś dokończyłem
She (1965)
***
acha, zupełnie przeoczyłem, że był mecz
Polska-Rumunia 3-0
***
coś pomiksowałem a do snu dokończyłem bardzo długie
Sudden Impact (1983)
(miałem wnioski)

G.L.O.S.S

12 listopada, sobota

zatę Żono ma

Mama miała udaną noc, a tata udany poranek, więc po śniadaniu (mało) zebraliśmy się na wro, ale po wózek
potem do bankomatu
potem do Kidzińskich
potem na Stogi
***
jeszcze o poranku udało mi się ściągnąć mecz, bo chciałem "na żywo" obejrzeć Embiida, marnie mu szło, ale wynik obiecujący
***
i spacer i obiad były bardzo udane, niesamowite korzyści ze świecącego słońca i przejrzystego nieba mimo 0 stopni
oczywiście to ja spacerowałem, a potem jeszcze wysłuchałem, ile to czasu spędzam z dzieckiem, ja to kurwa dużo czasu spędzam z dzieckiem
więc do pewnego momentu chill był (znakomite opowiadanie w LnŚ), ale wróciła Mama
***
powrót, wieczorne i zasypianie Mama załatwiła, w tym czasie udało mi się dokończyć pierwszą wygranę 76ers w lidze
następnie wieczorem obejrzeliśmy
The Martian (2015)
nie wiem, czego oczekiwałem, ale skończyło się amerykańską kiszką, ładne, ale gupie, w sumie czego się spodziewać teraz po Ridleyu Scocie, ale Mamie się podobało
po tym długim filmie jeszcze udałem się do snu na seans
Sudden Impact (1983)


13 listopada, niedziela

zatę Żono ma

tym razem Mama miała noc fatalną, a i my z dzieckiem prowadziliśmy wojnę, acz starałem się nie przereagowywać, w końcu dwa przewijania się udały
może to jednak jest ten wpływ księżyca
***
w każdym razie były cyrki przy śniadaniu, ale Mama brała na przetrzymanie, w końcu dziecko się uspokoiło, i już zaraz Mama musiała iść na spacer
***
I WTEDY
na głośno domiksowałem te 7 numerów i zrobiło mi się extra
***
dzieci wróciły, przyszła wysoka Ciocia, poszły na lunche itd., a my do drzemki = bardzo dobrze (choć krótka), wstawanie również
w tym czasie skatalogowałem LnŚ i zaległe slyvinyl
***
potem mieliśmy akcję z księżycem w książce (bardzo zabawne), bardzo dobry obiad, wróciła Mama, i na podwieczorek wszystko się zepsuło, a ja już miałem dosyć (a może kwestia tego, że obejrzałem ten dupowaty mecz
Washington @ Chicago 95:106 (Morris 24 – Butler 37)
a może brak wina
co prawda wyszliśmy jeszcze na spacer, ale było krótko, zimno i ciemno
więc jedynie księżyc nas ratował
do tego stopnia, że siedzieliśmy po ciemku w pokoju, by było go widać
***
kąpiel z włosami (oczywiście tata) tym razem minęła szybko, wieczorne poszły, Mama zasypiała, zamuliłem na nie wiadomo czym
po czym już wieczorem zasiadłem z porterem do dwóch ostatnich numerów, które poszły błyskawicznie i szalenie satysfakcjonująco
9 numerów = 37:29
aż nie chciało mi się spać z tego pobudzenia

Isle of Skye_7

14 listopada, poniedziałek

zatę Żono ma

mam już dwie podniety z rana, jedną jeszcze z wczoraj: pod wpływem alkoholu zakochałem się w najnowszej produkcji W&V, więc nie mogę się doczekać i chce mi się słuchać
dwa: obtanili Serrę, więc pojawił się dylemat — brać/nie brać?
***
długi weekend był na bogato, wiele do opisywania
***
jakoś się z tym uporałem, pocieszony wieścią, że od jutra skład osobowy się powiększy
siedziałem niemal sam w pokoju, dostawili nam nową koleżankę z pokolenia selfie, zrobiło się późno i ciemno, a komunikacja słabo funkcjonowała
***
ale i tak się wybrałem, nie na pizzę, a na zakupy, było przyzwoicie, następnie przez park oruński na wro, muzy mi zabrakło na iPODzie, zabrałem się za palmy
na wro spędziliśmy dużo czasu z dzieckiem, on zresztą przez cały wieczór był anioł nie dziecko, Mama nas zawiozła na wieczorne a sama na paznokcie
ponieważ już było późno to i późno skończyłem, pozostały mi jakieś 4 kwadranse (trochę film), a i tak już byłem wystarczająco zmęczony na cokolwiek, kawa nie pomogła

James Mason

15 listopada, wtorek

zatę Żono ma

no to rozczarowałem się "dzisiejszym" meczem 76ers, gładko poszło z Houston
Philadelphia @ Houston 88:115 (Harden 33)
***
było chłodnawo w nocy, więc dziecko dwa razy zgubiło smoczek, tata miał godzinny epizod niespania, ale jakoś dotrwaliśmy, tylko z rana dramat, bo dziecko nie chciało wstawać
***
szybko zarzuciłem sobie W&V na iPODa, yei!
***
wyjątkowo "pamiętam": po tradycyjnych wieczornych i późnym zasypianiu obejrzałem piąty i ostatni (ten z samochodzikiem zabawką) i do snu, chyba łeb mnie bolał, pewnie przez to bezalkoholowe
The Dead Pool (1988)
***
w tyrce się nie obluźniło, ale przynajmniej 1/3 przekazałem
wracałem po deszczu i kupowałem wędliny w intermarche, miły klimat z W&V miałem, ba wieczorem to nawet zrobiłem przegląd prasy, mam za mało światła tam w domu = starość


16 listopada, środa

zatę Żono ma

dwie przebudki i karmienie, ale wstawanie ok, tylko się nie wyspałem
***
zacząłem nową książkę, od Maćka, już zdążyliśmy sobie z niej pokpić, choć ja po paru stronach
***
przez pół dnia tyranie normalne, po czym nagle pod koniec przyspieszyli nas, więc ciśnienie się podnosiło i zwieracze puszczały, wyjątkowo nie mnie (nie moja publikacja)
***
wracam sobie spokojnie po ciemku dokonawszy zakupów w żabce
bez nowości na wro, wracamy na wieczorne, kąpiel miała być później, ale kupa, tyle że długośmy się kąpali, Mama zasypiania, tata zrobił półgodzinną przebieżkę z palmą, miło było
***
orzeszki i duże non dla uzupełnienia płynów, na rozpoczęcie
Gold (1974)
i po prysznicu siadłem do filmiku i mi zajęło do 22:30, ale satysfakcja była, do Wojta i do snu

Kaitlyn Aurelia Smith — Existence In The Unfurling
17 listopada, czwartek

zatę Żono ma

niestamowite jaki deal zrobili Wizzards podpisując latem Scotta Brooksa, to co się dzieje w meczu z 76ers (bez Embiida) to jest dramat, będzie śmiech na sali, jeśli przegrają (a się zanosi)
***
wczoraj mnie zarobili, więc nie miałem czasu dla siebie, dzisiaj ciut podobnie, ale już się zmęczyłem, więc piszę
***
więcej przebudek niż ostatnio, dziecko nie do końca chciało spać po mleku, a potem miało problemy ze wstawaniem (dramat)
***
jazda autem:
nuda-nuda-nuda-tramawaj!-nuda-nuda-koparka!-nuda-nuda-ciężarówka-nuda-nuda-WRRR tutaj Mama krzyczy-nuda-nuda-nuda-nuda-zakręt-Mama zapomina wysadzić tatę-Babcia!
i tak codziennie
***
dzisiaj najcieplej z ostatnich, pełne 8 stopni
***
strasznie jestem zadowolony z siebie i swojego teasera naszej kasety, Wojt ustalił kolejność i tytuły, a potem także umieścił teaser! fajnie!
***
racja, wytyrałem się przez cały dzień i jeszcze mieliśmy szybką akcję na 3 minuty przed wyjściem, ale nie udało się ani jedno ani drugie, aż tak strasznie się nie zdenerowałem, wyluzowałem się spacerniakiem
szkoda, że tak ciemno, nie można sobie poczytać na ścieżce
zaskakująco Junior Boys dobrze weszli w nocny klimat nad zbiornikiem retencyjnym
***
dziecko po południu w bardzo dobrym humorze, wracamy se do domu, klasyczne wieczorne z kąpielą (bardzo dobrze) i zasypianiem (bardzo dobrze), mimo że bez filmiku
skoczyłem do piwnicy, ale przeliczyłem się z wycinaniem tego korzenia, będę musiał użyć piły, przynajmniej trochę oczyściłem gałęzie, acz roboty z tym będzie
i przyniosłem flaszkę aroniowego z dołu, doczytałem dniówkę i już trzeba było iść spać, zamiast oglądać "Gold"

Kalsoy
18 listopada, piątek

zatę Żono ma

2016.11.17 Phila76ers@Min
zapowiadany hit i pojedynek centrów nie był mocno ekscytujący, gdyż KAT miał większy wkład w zwycięstwo, a Embiid niewiele okazji by się pokazać, no i tym razem Minny nie oddała prowadzenia, więc wrażenie blow-outu zbyt dominujące
***
jedna przebudka i mleko, tym razem przedłużone wstawanie wszystkim nam poszło na zdrowie, tyle że już ewidentnie piątek, jestem wydętkowany, nawet spacerniak mnie zmęczył
***
rozpoczęła się tradycyjna zimowa wyprzedaż Anosta, przejrzę sobie, sporo rzeczy na sly — mam zaległości
od rana tyramy nad wielością sprawek, tylko fakt piątku mnie nieco zadowala, mam już butelki na wymianę
***
a Mama była w kinie na zwierzętach i jak je znaleźć!
***
i była jeszcze afera, po której miałem niemałą satysfakcję, był też wieczorny spacerniak
***
wracamy poprzez wro, wieczorne raczej opóźnione robiliśmy, chyba tego wieczoru była przebieżka
i przyzwoicie na dużych żywcach przeleciałem pół filmu
Gold (1974)
i ok. północy zasłużony sen

Karl Anthony Towns / Devin Booker / Kentucky
19 listopada, sobota

zatę Żono ma

ale ponieważ rano dzieci wstały bardzo późno (przed 8), to miałem wiele czasu by się wyspać
poranek mieliśmy niedługi, a potem Mama poszła na spacer, bo tata miksował :D
w międzyczasie załatwiłem wczorajsze zaległości z tyrki (było rozgrzeszenie), oczywiście nerwy, ale się rozeszło
***
na obiad stara odmrażana ogórkowa (bo Babcia 2 nie dowiozła)
***
no tak, ale zapomniałem o przedłużonym zasypianiu, na którym prawia tata nie zległ, i wybrałem się na rower, że hej
Szwedzka Grobla, to było to
***
po obiedzie na spacer na działkę, a tu okazuje się, że pada, nic to
było trochę na barana, ogólnie nieźlej
podobnież wieczorne i zasypianie na spokojnie
***
wieczorem, kiedy już Mama się napracowała i wyprała WSZYSTKO, zalegliśmy na zestawie kanapowym, a jeszcze później do snu trzymały mnie emocje związane z drugą, finalną częścią
Gold (1974)
późno spać
***
a tego dnia był jeszcze pop-corn, piwo oraz Dizzy Gillespie w Muppetach (ależ on ma policzki!)
i jeszcze 1,5 meczu, bo żaden nie był dokończony
LAL ładnie teraz grają


20 listopada, niedziela

zatę Żono ma

wstałem nieco nieprzytomny, ale udało się nam przejść całość lekką nogą
***
poranek był krótki, ale tata sformułował wspaniałego omleta z zielonym groszkiem
a potem było rewelacyjne wyjście do późnojesiennego zoo
zwierząt to chwilami więcej widać niż w lecie
***
tata łącznie z dzieckiem udali się na długą, ponad godzinną drzemkę, niezwykłe
pan radyjko z koleżankami wciąż nadwerężali struny głosowe
***
obiad (wspólne siły) był bardzo opyszny, podjadałem przez pół wieczoru, domowe fryty
***
poszliśmy na 40 min nocnego spaceru, mimo że się nie chciało, a i dziecko za dużo nie chodziło
***
byliśmy dzisiaj w teatrze Wybrzeże (Who's Afraid of Virginia Woolf?) i w dodatku dokładna 70! był tort (za bardzo zmrożony) oraz wino, taki fart, a o sztuce to powiedzieliśmy sobie dokładnie
***
zwolniliśmy Babcię w domu, więc pakowanie i siup do łóżka, obejrzałem ostatnie minuty zaskakującego
Ex Machina (2015)

Modern Baseball



wtorek, 7 marca 2017

1–9.11.2016



1 listopada, wtorek

zatę Żono ma

Mama spała w nocy gorzej, ale tata prawie się wyspał, rano program o wróblach, następnie jemy wspólne śniadanie
jedziemy na wro, kupiwszy wcześniej cholernie drogie rogale
***
pierwszy cmentarz ze sporym deszczem, ale dziecko na piechotę sporo pozwiedzało, dobrze
w domu kawa, ciasto, małe obżarstwo
zasypianie na drzemkę z domowym internetem, więc nba zaliczone
następnie czytanie dowolne (wszyscy) i tata wybywa na drugi cmentarz
***
bez atrakcji, bez rodziny, acz tych co miałem spotkać — spotkałem
zaliczony obowiązkowy obchód, pijaństwa nie było, co gorsza: chyba zamknęli definitywnie "Nescę"!
zatem zaliczyłem dwa porządne spacery, potem porządny obiad i wracamy
***
w domu trochę się pobujaliśmy, Mama zaczęła robić chili desde carne (niepotrzebnie tak wcześnie, bo dziecko protestowało), następnie była mini kąpiel, gdyż tata nie miał cierpliwości do tego wychodzenia z wanienki, zasypianie szybkie i już wieczór
bez nastroju, za to z motywacją do "pracy" wymodziłem alternatywną okładkę do Wojta, i tak zeszło do 22:30
***
wcześnie do snu, ale okazało się to złudne, gdyż mieliśmy "godzinki", a nawet przestrach z mieszkania z góry o 4 nad ranem, tata zmusił dziecko do snu wziąwszy do łóżka, dramatycznie, ale jednak trochę się pospało
rano dziecko nieprzytomne i nie/chcące, ale jakoś rozchodziło

Abbath

2 listopada, środa

zatę Żono ma

rzadko się widuje z bondów ucięte/niewykorzystane sceny, co samo w sobie jest ciekawe
że nie wspomnę o genialnym teledysku Duran Duran
014 A View to a Kill (1985) Blue-ray 36.5 GB
***
dzsiaj przybyliśmy jakby to był poniedziałek
trochę też tak działamy
niemniej parówka z sarniny wspaniale, podobnie jak LnŚ i dopasowana muza
***
zatem wszystko tradycyjnie, piwo, paszteciki, słodycze na osłodę
coś tam padało, ale nie robiło, była kaseta
byłem o 18, pogadaliśmy z Johnym 40 min, bo ten stęskniony najbardziej się spóźnił, trochę grania bez wokalu, za to mnóstwo opowieści
a no i jeszcze brak prądu — wiele atrakcji tego wieczoru
wracam znowu deszczem, z powodów wymienionych później niż zazwyczaj
***
trochę wśród relacjnonowania wieczoru obejrzałem do końca
Oh Those Most Secret Agents (1964)
i do snowania


3 listopada, czwartek

zatę Żono ma

2016.11.02.RS.TOR@WAS
marniutko grają koledzy Gortata, marniutko, to już jest 0-3
2016.11.02.OKC@LAC
mecz wyrównany i całkiem niezły, acz znowu, nie widzę, żeby Clippers byli wyraźnie gotowi na finał zachodu, jakkolwiek Russell musi się kiedyś zmęczyć
***
no więc popracowałem sobie, zajęć wiele i się nawarstwia
teraz czas po maliny i spacerniak, gdzieżby to?
bo wieczorem coś porobię z numerem, skoro mam kartę w domu
***
noc była przerywana w mniejszym stopniu (początek, koniec), długa faza snu do 4:40, ale wczesna pobudka 5:50, nie wyspałem się za bardzo, ale brak też efektów ubocznych wczorajszego pochlaja
rano 1 stopień i pada śnieg z deszczem, dziecko nieco marudne
Mama zaś od połowy dnia wolne ze względu na brak serwerowy
***
spacerniak, z zakupami, był bardzo udany (kupione ciekawostki), doszedłem na wro, mamy kolejne butelki
wracamy, siedzę na tym mokrym siedzeniu, które zalałem sokiem jabłkowym, który się wyszumiał z butli
***
Mama robi wieczorem ciasto, i musi jeszcze pokazywać dziecku
wieczorne jakoś poszły, łącznie z tym kąpaniem, jedynie po zasypianiu wzięło mnie na spanie, więc z planów nici, Mama miała dłuższą chwilę
i zeszło do 22:30


4 listopada, piątek

zatę Żono ma

2016.11.03.OKC@GSW
najpierw jak dzieci, nawet się nie przywitali, zaczęło się dobrze dla OKC, ale talent szybko wziął górę
2016.11.03.RS.IND@MIL
niestety, w komencie poprzedniego meczu zdradzili mi zwycięzcę
a tam głównie taka przepychanka z przebłyskami Giannisa
***
w nocy bywało różnie, znowu chodzili u góry i straszyli dziecko, ale udało się je przemóc do spania, trochę się wyspaliśmy, lecz bez przesady
dziecko znowu absorbujące z rana
***
bardzo jasno dzisiaj, 1 stopień, zabrałem się za kolejne, już starsze "Nowe Książki", nieco narodowo, politycznie, religijnie, jedynie o tym poczytam
***
tyramy na różnych polach, a dzisiaj nawet chłodno w tyrce, na śniadanie kapuśniak
***
jak tam z wieczornymi i zasypianiem było — nie pomnę
z pewnością trochę miksowania, po czym dokończyłem niezgorszy horror
We Are Still Here (2015)
po czym, wieńcząc wieczór drugim piwem na deser na kompie machnąłem trzeciego Dirty Harry'ego, był zaskok w związku ze wspomnieniem młodości i kina nocnego
The Enforcer (1976)


5 listopada, sobota

zatę Żono ma

ranek mnie trochę zaskoczył (no albo dziecko)
śniadanie się trochę rozeszło, ale teoretycznie Babcia przyjechała wcześniej (acz była na spacerze jeno 50 min)
w tymże czasie machnąłem się na działkę i zacząłem GRABIĆ
jak już zgrabiłem WSZYSTKO i zapakowałem to na kupę kompostownika się okazało, że dziecko zaśnięte, wyniosłem worek, przyniosłem narzędzia, przyciąłem wszystkie gałęzie, zgarnąłe, a nawet wypieliłem co nieco — w ten sposób chyba wszystkie przedzimowe porządki są zrobione, wygląda dość estetycznie
***
jako że był jeszcze czas, a nie padało — wybrałem się na rower, trasa średnio długa, przyjemność wielka
***
po powrocie wielki krzyk po przebudzeniu, ten nastrój nie chciał się znieść samodzielnie, tata oczywiście nie pomagał, w końcu wyszliśmy na dość spacer, z dzieckiem spacerowaliśmy dzielnie aż daleko do kościoła i przejście przez "korzenie"
***
powrót, wieczorne, zasypianie, ale jak dokładnie — nie wiem
w każdym razie już zmęczony dniem, znalezione pliki i napisy, ale niedługo pooglądałem do snu
Ex Machina (2015)


6 listopada, niedziela

zatę Żono ma

niedziela była wyjątkowa
już czułem, że jest jasno, a dopiero wtedy przyszło dziecko i okazało się, że jest 8:30!
po jajecznicy na śniadanie pojechaliśmy na wspólne spacerowanie po rozległościach parku regana, był kucyk, były kotki, były kopce kreta, większość na piechotę i bardzo dobrze spędzony czas
wracamy na drzemkę i git
***
machnąłem świetną trasę rowerową, dłuższą, strasznie efektowną
aż do wąwozu huzarów mnie zawiozło
***
obiad wypadł pysznie (bo ja upiekłem)
zrobiłem z dzieckiem wieczorny spacer po dzielni, choć się nie chciało
***
Mama robiła wieczorne, a tata oglądał
Manny Pacquiao - Jessie Vargas
i też było emocjonująco chwilami (dzisiaj piszę dzień od końca), wiadomo, niedziela = boks po sobocie
(2 maja 2015 zakończyła się wielka kariera filigranowego Filipińczyka. "Pacman" przegrał w "walce stulecia" z Floydem Mayweatherem Juniorem)
***
Minnesota @ Oklahoma City 92:112 (Towns 33 – Westbrook 28)
nie był tak emocjonujący, bo plik nie pozwalał się skupić na płynnym przewijaniu (był po francusku) (nie działał)
***
7 Golden Women Against Two 07 (1966)
obejrzałem podczas zasypiania, które trwało długo, do po 21
a potem szybciutko następnego browara i oglądam
Cleveland @ Philadelphia 102:101 (James 25 – Embiid 22)
i na szczęście zdążyłem przed 23, a było co oglądać i się rozemocjonowałem, to już mój drugi mecz Hansa
a Mama w tym czasie ZAPAKOWAŁA WSZYSTKICH na następny dzień, się obrobiła pracowicie a długo, jej!
***
i siup do snu z pokalem do wysikania
jeszcze pamiętam, że z moonrakerem przeskakiwałem po sytuacjach/odtworzeniach tego obrazu w przeszłości, tak natkło


7 listopada, poniedziałek

zatę Żono ma

mimo porannego kaca, dzień był całkiem niezły
tzn. świadczyła o tym tyrka i jej możliwość ogarnienia
bo rano dziecko trochę nie tego, ale tata puszcza muzę, Mama zapomniała wysadzić taty, a tata zapomniał słuchawek
***
ponadto wystarczające odżywianie, przegląd newsów, brak konieczności obejrzenia nba, zakupu płyty, no chociaż
***
to zwróciło uwagę:
https://lomelda.bandcamp.com/album/forever
a jeszcze bardziej, coś, czego się nie spodziewałem słuchać:
https://slyvinyl.com/genres/shoegaze-chillwave/chaz-bundick-meets-the-mattson-2-star-stuff-limited-edition-to-1000-clear-vinyl-lp
***
się zarobiłem, ale wyszedłem w porę, była pora na mini-pizzę, ale postawiłem na pyszne zakupy w lidlu i takiż spacerniak nocnym parkiem (nie pamiętam, jak to było w zeszłym roku)
siedzimy i podjadamy trochę na wro, wracamy, kąpiel, wieczorne, zasypianie
acha, jeszcze telefonowanie, bo Johny ma wolną wejściówkę do starego maneżu
***
jak już zmarnowałem te wieczory na Time Tunnel (zakończył się nagle, powrotem na Titanic = w kółko Macieju), to zabrałem się za porządne filmy i ten jest wspaniałą przygodówką w "dawnym stylu"
She (1965)
napisy więcej przewijam niż czytam, ale przygoda jest
***
podjadamy ciasta, a potem tata idzie na małą przebieżkę, tym razem nie zmęczyłem się nadto, tylko chyba mi ucho przewiało
takie miałem wrażenie w nocy
***
jeszcze pomiksowałem numer "taki wstyd" Wojta i już bardzo śpiący o 22:30


8 listopada, wtorek

zatę Żono ma

właśnie, czas leci, a ja nie wpisany
jedna pobudka, potem mleko przed 6, tata rozlał, ale afery nie było, potem dziecko się rozeszło i humor ok
tym razem wziąłem słuchawki, pierwsze skrobanie
***
idziemy dzisiaj na Junior Boys, merytorycznie jestem przygotowany
gdyby nie to, że wiele zajęć, cieszyłbym się bardziej
niemniej, jest nieźle, trza kupić portery
***
trasa kombinowana, ale wróciłem na wro, podżarłem i wracamy do domu
tam się nie angażowałem, jeno zabrałem wszystkie potrzebn rzeczy (3 stopnie poniżej zera) i już trzeba było wychodzić
***
spotkaliśmy się z Endriusem (dzielnie odebrał bilety od Johnego) na pkm, piwo w sklepie, zwiedziliśmy dzielnię, wypilismy zapasy i do klubu, w sam raz na czas: szatnia, kibel i zaczęli grać
jak najbardziej nieprzystająca aparycja do wokalu i granej muzyki (pokazywałem foto), na koncercie lepiej niż na płytach, acz ta "metalowa" stopa trochę rozczarowywała, dobrze, że z perkusją, trochę hipsterki na scenie, o wiele większa pod nią, ani oni się rozgrzali ani publika nie dopisała, więc po godzinie się skończyło i do domu
w sumie bardzo udany wieczór, można by tak częściej
***
wróciłem mrozem, prysznic, mleko i do snu


9 listopada, środa

zatę Żono ma

wybory w stanach? przekopiowałem kilka komentarzy
chyba mnie to nie rusza, na Ukrainie wciąż trwa wojna, dzisiaj idę odebrać grę, a potem grać na instrumentach, będzie też najebka
***
dość byłem niewyspany z rana, niecałe 7 ha, ale tylko jedna pobudka + karmienie, dziecko dało się ujarzmić z rana (acz startuje z krzykiem, jak już się wczoraj nauczyło)
***
to chyba dzisiaj sypało, więc nie omieszkałem zrobić porannego spacerniaka, potem tyranie, ale wychodzenie o czasie
***
jadę, odbieram grę, szwendam się po starym Wrzeszczu z żarciem, napchałem się, a potem dopełniłem piwem x 3 w sumie, co oznacza niepełny szum, dożeranie słodyczami w domu i nawet kawałek filmu zanim do snu
***
trochę grania, więcej gadania, Johny w czarnym sportowym płaszczu, Przem w nowych skórzanych butach z czubem i buraczkowych spodniach, nie mam takich potrzeb, ostatnio Babcia odkryła, że jest sporo spodni w szafie, będę się tak nosił do końca życia, te ciepłe buciory są naprawdę ciepłe
***
sporo o filmach, trochę o muzyce, najbardziej mi przeszkadzało na powrocie (lasem), że iPOD skończył baterię
doładowałem to i mp3 przed snem, jeszcze zrelacjonować dzień




Hanif Kureishi — Ostatnie słowo (2014)



dobre językowo, skrótowo, obyczajowo
przynajmniej takie pierwsze wrażenie, zwłaszcza że kilka cennych komentarzy odnośnie Wlk. Brytanii zawarł bardzo celnie
następnie dałem się wciągnąść w wir powieści obyczajowej właśnie, bo to atrakcyjna historyjka była właśnie, acz nieprawdziwa taka, niepoważna, jakby realizacja filmowych scen
literatura pop, acz w całości podobała mi się bardziej niż Budda
przypomniały mi się długie i ciężkawe powieścidła Murdoch, żeby człowiek miał czas przeczytać to jeszcze raz, choć niedzisiejsze



piątek, 3 marca 2017

Literatura na Świecie nr 11-12/2016



całemu numerowi towarzyszą znakomite imponujące zdjęcia z końca XiX wieku = kontrast

Nawal as-Sadawi, Upadek Imama
opowieści jak z "Baśni z tysiąca i jednej nocy" umieszczone w brutalnym dla kobiet świecie

Muhammad Szukri, Suchy chleb. Powieść autobiograficzna
o głodzie i innych bezeceństwach, realizmem szokujące nawet dzisiaj
  
Muhammad Szukri, Opowiadania
Hazardziasz — wspaniałe; Spadek — treść!; Papa Daddy — barwne

Muhammad Szukri, Paul Bowles i samotność w Tangerze
tak, tematyka i bezpośredniość niewiarygodna
 
Abd al-Aziz Dżadir, Paul Bowles i Muhammad Szukri - ostatnia rozmowa
ja bym chyba temu białemu alkoholikowi nie dowierzał

Gamal al-Ghitani, Co się zdarzyło na ulicy Szafranowej
trochę jak Gadda (tytuł), trochę jak Marquez (treść)

Hanna Jankowska, od tłumaczki
ładne wyjaśnienie

Iljas Churi, Podróż Małego Gandhiego
Bejrut, pies syty i czyściciel butów cały, atrakcyjne

Iljas Churi, Brama słońca
Bejrut, Palestyna, Francuzka, hotel, wszechobecny tragizm

Bejrut umierał wiele razy. Z Iljasem Churim rozmawia Sonja Mejcher
barwna, zaangażowana postać (to niemożlwie w dzisiejszych czasach, ale jak spojrzeć ze strony Palestyńczyków)

Salim Barakat, Żelazny pasikonik
"dziecięce" "zabawy" w naturze

Salim Barakat, Trąb głośno! Trąb na larum co w piersiach tchu!
mułłów dwóch, pielęgniara Margot (fest babeczka), wyśnione/niewidzialne stado owiec

Marcin Michalski, Tłumacząc Salima Barakata
absolutnie atrakcyjny tekst o tłumaczeniu 

Nawal as-Sadawi, Dżannat i Diabeł
kolejny dramatyzm

Andrzej Sosnowski, Wall Street occupato!
Herman Melville, Kopista Bartleby — szczegółowiej już chyba nie można było ująć niuansowości, jazda po tłumaczach, ale całość w sumie zajmująca

Marcin Szuster, Filozof na wagarach
o "bajkach" Kołakowskiego

Nagrody „Literatury na Świecie” za rok 2015 

Jerzy Jarniewicz, Laudacja Przewodniczącego Jury
udana, zajmująca



środa, 1 marca 2017

Peter Wohlleben — Sekretne życie drzew (2015)



wujek Wojtek wziął stamtąd wers (się też przejął)
jeśli chodzi o stronę naukową, to człowiek jest w stanie się jeszcze czegoś nauczyć w życiu (wierzby!)
co do naiwnego stylu, to nie ułatwia on odbioru, szczególnie po paru rozdziałach
głęboka wiara w odwieczny las oraz bezpośrednie zwroty do czytelnika nie przysparzają we mnie fana
acz... lubię las



Edmund Niziurski - Osobliwe przypadki Cymeona Maksymalnego (1975)



początek był oszałamiający treścią i formą (jak zawsze) i genialny w pomysłowości
potem trochę znużyła mnie ta nieustająca wpadalność w tarapaty
ale końcówka całkiem zaskoczyła
mniam



Andrzej Klim — Tak się kręciło. Na planie 10 kultowych filmów PRL (2016)



anegdotycznie, szybko, ładnie, na temat
są ciekawostki, jest podbudowa, a nawet bibliografia
dobór mniej więcej trafny (nie lubię słowa Kult) i mógłbym tak jeszcze i jeszcze (moja działka)
dobrze pamiętać, że robienie filmu to fabryka
wadą takich książek (Zygmunt Kałużyński i Tomasz Raczek), że je się krócej czyta niż posiada, a potem nie zagląda