piątek, 28 stycznia 2011

reminiscencje de BCN #10


Zachęceni ofertą Walencji poszukaliśmy podobnego kina w BCN i skorzystaliśmy (choć okazji było więcej, ale i odległość większa), choć strach był, bo napisy po katalońsku, ale język oryginału. "Pax Americana" (2009) to dość typowy obraz anty-amerykańsko-centryczny, ale nikt nie spał. Oferta filmowa była zresztą spora.

Drugą taką przygodą była "Noc żywych trupów" na parkingu multipleksu, po reklamie (free) spodziewaliśmy się oblężenia, a tutaj bez szaleństw, zdaje się maratony złych filmów w Gdańsku gromadzą większą publiczność. No, ale tutaj dawali nawet pop-korn (palomitas!) i robili niezły nastrój poprzez wizerunek szwendającego się "prawdziwego" zombiaka.

Instalacja "cooking science" dla nas raczej niezrozumiała (ej, wszystko po katalońsku?), muzeum narodowe (głównie sztuka średniowieczna i renesansowa) mile mnie rozczarowało ze względu na przekrój i wgląd w następne epoki. Pałac znakomity.

Wciąż zbieramy reklamówki i foldery.

Czysta przyjemność.
Sztuka, nie sztuka, wciąż najbardziej przemawiają do mnie muzea historyczne miast. Chronologia zdarzeń pozwala mi się tam lepiej odnaleźć.


wtorek, 25 stycznia 2011

The Conversation (1974)


piątek, 21 stycznia

W meczu 3/3 (ze zmianą), w którym nawet ja rzuciłem sporo koszy, Jerzy 23/59, 16 zb. (12 w ataku), 6 as., 5 strat, 2 bloki. Po prostu zwierzę. Czy on przypadkiem nie jest rudy?
***
W piątek Charlotte-Boston 94-99 — Shaq 23 pkt i 5 zb., łatwo poszło (narzekania na ławkę rezerowowych), w sobotę Utah-Boston 86-110 jeszcze łatwiej, tym razem rezerwowi strzelali aż miło, nawet Von Wafer miał mega wsad.
***
The Conversation (1974)

Mistrzowskie. Elektryzujące. Ależ budowany portret. Intryga również. Muzyka Davida Shire przejmująca (od teraz słucham dwa razy dziennie). A jaką robotę musieli wykonać dźwiękowcy! Używając egzaltowanych określeń stosowanych w naczelnych opiniotwórczych serwisach muzycznych: nie ogarniam (buchachacha). Co oczywiście nie podważa niezwykłości obrazu. To był rok. Kiedyś to kręcili FILMY. (Acha, Harrison Ford był kiedyś młody, Gene Hackman — nie).

sobota, 22 stycznia
Rano sobie jeszcze pogrzebałem. Nie powiem gdzie.
***
Karkówka gigant. A potem pojechalim na Kowale z wizytacją. Tam Małysz, nba, szczypiorniści i jakoś zeszło. Nie ma to jak dostępny nba league pass.

niedziela, 23 stycznia
Tak rześmy się zabawiali grą, że aż nas dupy bolały. Zaczęliśmy "Eat Pray Love" (2010). Złooo. Z tego powodu "Red" (2010), czyli szpiegowska wersja kowbojów w kosmosie była zupełnie nieinwazyjną rozrywką.

poniedziałek, 24 stycznia 2011

Kevin Arnold - Church demo EP (1994)



Na początku chciałbym zwrócić honor bezimiennemu realizatorowi, który wiedział, jak nagrywać stopę i werbel, tylko pracował w trudnych warunkach i trafił na zły zespół. To jest punch, drive i energia. Co przy dzisiejszym studiach nagrań wcale nie jest takie oczywiste.
***
Niewiele pamiętam, zdaje się, że dźwigaliśmy całą perkę z kolejki skm w Gdyni do tego kościoła. Technika nagrywania pozostaje mi nieznana, chyba były to dwa magnetofony kasetowe + mikser, każda partia instrumentów dogrywana do poprzedniej. Byliśmy niezadowoleni z tej produkcji. Niesłusznie! Ok, realizator popełnił błąd, że najpierw nagrał bas i gitarę i do tego szła perkusja. Nam zaś nie poszło od samego początku. Zatem dogranie potem perkusji było zadaniem z góry skazanym na porażkę.
Perkusję nagrywaliśmy, jakbyśmy sterowali samolotem, stałem ze słuchawkami obok Johnego i machałem ręką w takt. Wokal to już była łatwizna. Stałem obok ołtarza i darłem japę do momentu, kiedy przyszedł ksiądz i pytał, skąd tu takie wrzaski. Legenda.
Nagranie uwidacznia nasz nieprzeciętny talent i niesklasyfikowanie gatunkowe, które ciążyło nam przez całą karierę. Jest kamieniem milowym rejestracji. Do dzisiaj nie słyszałem nic tak niespójnie nierównego, bezkompromisowego w brzmieniu, co po latach brzmi jak kosmiczne objawienie. To nie jest r'n'roll. To jest serio. Łzy ciekną mi po twarzy, tam mnie boli ze śmiechu, a jednak nie mogę nie przyklęknąć przed tym nagraniem. Proszę państwa, 14 minut szaleństwa, pierwsze "studyjne" nagranie Kevin Arnold! Kuriozum. Nikt nie kocha muzyki tak jak my. Acha, w ostatnim numerze, kiedy wszystko wymyka się spod kontroli (techno-rock?) dotknięcie kosmosu spowodowało zagięcie przestrzeni dźwięku (2:17). To jest cud.

Sometimes by johannvreen

Nie muszę nikogo ostrzegać.
http://www.megaupload.com/?d=E3A9S6R4

piątek, 21 stycznia 2011

The Hill (1965)


czwartek, 20 stycznia
Podczas porannych ablucji zapomniałem użyć dezodorantu. Zatem po czasie musiałem to skorygować. Po czym jako antyperspirantu użyłem mydła w płynie. Kombinacja nie jest bardzo trwała.

Po dniach intensywnego topnienia przedwczoraj nagle utworzyła się gładka powierzchnia zagrażająca pieszym. Lód dwukrotnie robił nieudany zamach na moje życie. Beskutecznie (?). Wczoraj dziwaczny śnieżny opadł trochę ją unieszkodliwił.
***
Kręciłem stopę i bas do "Bathroom" Wojta. Stopa ok. Z werblem się grzebałem ponad godzinę, aż mnie to zmęczyło fizycznie. Musiałem potem coś zjeść.
***
Jeśli kiedyś ktoś miał wątpliwości co do jakości moich nagrań oraz zdolności w ogóle, to ja go nie przepraszam. Istnieje inny świat i tam jest dla mnie miejsce. Tam jest pięknie! I to się wydaje! (czemuśmy tego nie robili wcześniej CHOPAKI?)
http://tableau.podomatic.com/player/web/2011-01-19T07_02_51-08_00
albo patrzaj odcinek z 19 stycznia 2011:
http://tableau.jogger.pl/

ps. można spojrzeć na myspaceową liczbę odwiedzin owych "undergroundowców"

Oglądasz sobie The Hill (1965) i myślisz, ot, klasyczny "film więzienny". Ale jednak, różnorakość scen, skala doznań, jaka temu towarzyszy + naprawdę wymykające się przewidywaniom zakończenie sprawiają, że wszystkie pozostałe filmy z tej "serii" mogą się uczyć. Do tego znacząca czarno-białość. Oraz praca kamery, która ma sprawiać wrażenie identyfikacji oglądającego z oglądanym — trochę to staroświeckie, ale zamysł ok. Czy to Sidney Lumet czy dobry scenariusz? Oba + kreacje aktorskie. Zatem: lewa! lewa! lewa!...

Korzystając z okazji (bo zawsze jest to jakaś okazja) dorzucam fotę, której nie mogłem onegdaj znaleźć w związku z "Dniem Tryfidów" i czapeczką.


czwartek, 20 stycznia 2011

rudy


poniedziałek, 17 stycznia
Okazało się, że łatwizna. Zaśpiewałem 4 teksty do JZTZ2. Trochę kontrowersyjna "Ballada z koloratką", a prawdziwe hity już siedziały wcześniej.

wtorek, 18 stycznia
Zgrałem "Tendrills" (patrz odcinek niżej) i kilka innych ciekawostek, nastawiliśmy kurczaka z ziemniarami, podczas obiadu obejrzałem kawałek z Griffinem. Rudy RZONDZI.

środa, 19 stycznia
W ramach zapewniania sobie dobrego samopoczucia z wykonanej "pracy", dokończyłem "River" Columbusa. Jest dobrze. Szczególnie, że udało się okiełznać klaskania i pstrykania, a zaśpiew fado brzmi.
***
W krótkich fragmentach, w ramach niezobowiązującej rozrywki od kilku obejrzeliśmy "Nagą broń" 1 i 3. Bo dwójka nie poszła. Oj, ubawiłem się chwilami.


środa, 19 stycznia 2011

Kevin Arnold — Tendrills EP (1997)


Przypomnienie sobie o tym nagraniu było dla mnie pewnym objawieniem. Odległość czasowa już słuszna. Poziom realizacji oryginalny. Aczkolwiek muszę przyznać, że nagrywanie "live" na konsolecie ma swój urok (konsoleta dysponuje własnym brzmieniem — co słychać na początku nagrania, na sali prób nigdy nie słyszeliśmy tak perkusji). Ziew Kamili (wokalistki) dość znacząco odzwierciedla jej stosunek do prób. Pozostałe nagrania są bez niej, bo pewnie musiała już pójść. Reszta jest świdrowaniem. Z drugiej strony kasety trafiłem na perełkę, ale o tym w następnym odcinku.

Nr 1 — Zoey:
Zoey by johannvreen


Całość EP-ki tutaj i nie mówcie, że was nie ostrzegałem:
http://www.megaupload.com/?d=TY3F2J76

wtorek, 18 stycznia 2011