przyzwoite współczesne kino ze znanymi aktorami i komputerami, przesadzone i przerysowane, szczęśliwie trochę humoru w tej prezentacji i czasem nie pójście w sztampowe rozwiązania sprawiły, że film bezboleśnie (a i bez wzruszeń)
sobota, 7 października 2017
Alfredo, Alfredo (1972)
Reżyseria: Pietro Germi, muza (jakżesz znam): Carlo Rustichelli, Dustin, Stefania Sandrelli i Carla Gravina
zaczyna się świetnie komediowo, później przemienia się w przerysowany dramacik (też komedia), by pod koniec wpaść w tory smutnej powagi (choć na komediowo), te 4 lata życia bohaterów pokazane w filmowym skrócie nieco spowalniają odbiór filmu
nieustannie lecąca jednolita muzyczka może nieco drażnić, ale dzięki niej wciąż mamy świadomość obcowania z komedią
zakończyło się lekką woltą (mężczyzna vs. małżeństwo), ale ogólnie dobrze, w przeciwieństwie do opisu w książce - nie narzekałem
zaczyna się świetnie komediowo, później przemienia się w przerysowany dramacik (też komedia), by pod koniec wpaść w tory smutnej powagi (choć na komediowo), te 4 lata życia bohaterów pokazane w filmowym skrócie nieco spowalniają odbiór filmu
nieustannie lecąca jednolita muzyczka może nieco drażnić, ale dzięki niej wciąż mamy świadomość obcowania z komedią
zakończyło się lekką woltą (mężczyzna vs. małżeństwo), ale ogólnie dobrze, w przeciwieństwie do opisu w książce - nie narzekałem
War Machine (2017)
film w przekazie bardziej straszny niż śmieszny, bo mimo satyrycznego ujęcia, nie śmieszy za bardzo, Brad Pitt za bardzo przerysowany, w ogóle nieśmieszne są te przerysowania, Żona w połowie się znudziła, muszę dokończyć, bo ciekawe to to jest
mocno przypomina książkę o wojnie w Iraku, którą czytałem
natomiast jest to film nierówny, rozchodzi się, w połowie jesteśmy gdzieś między przygotowaniami do prawdziwej walki a obyczajowymi obrazkami grupy otaczającej generała wraz z żoną, gdzie w tym ujęciu pojawia się jakiś sentymentalizm i sympatia dla tej, skądinąd niespecjalnie inteligentnej grupy ludzi = to "szkodzi" wymowie obrazu
za chwilę dostajemy się w ogień walki, chwilowo jeszcze poprzedzony sugestiami narratora o nadmiernej ambicji głównego bohatera = czego nie widać na ekranie, generał nie jest demoniczny (w książce było to mocniej pokazane)
walka kończy się niefortunnie, a zaraz finiszujemy z konsekwencjami wywiadu z "Rolling Stone'a" z Lady Gagą na okładce, gdzie wobec pokazanej postawy generała można odnieść wrażenie, że to ów dziennikarz–narrator jest małym chujkiem, bo prawdziwe zło i ignorancja siedzą gdzie indziej, a on nawet tego nie tknął
w ostatniej scenie pojawia się dobrze ucharakteryzowany Russell Crowe
tępe ostrze tej satyry
mocno przypomina książkę o wojnie w Iraku, którą czytałem
natomiast jest to film nierówny, rozchodzi się, w połowie jesteśmy gdzieś między przygotowaniami do prawdziwej walki a obyczajowymi obrazkami grupy otaczającej generała wraz z żoną, gdzie w tym ujęciu pojawia się jakiś sentymentalizm i sympatia dla tej, skądinąd niespecjalnie inteligentnej grupy ludzi = to "szkodzi" wymowie obrazu
za chwilę dostajemy się w ogień walki, chwilowo jeszcze poprzedzony sugestiami narratora o nadmiernej ambicji głównego bohatera = czego nie widać na ekranie, generał nie jest demoniczny (w książce było to mocniej pokazane)
walka kończy się niefortunnie, a zaraz finiszujemy z konsekwencjami wywiadu z "Rolling Stone'a" z Lady Gagą na okładce, gdzie wobec pokazanej postawy generała można odnieść wrażenie, że to ów dziennikarz–narrator jest małym chujkiem, bo prawdziwe zło i ignorancja siedzą gdzie indziej, a on nawet tego nie tknął
w ostatniej scenie pojawia się dobrze ucharakteryzowany Russell Crowe
tępe ostrze tej satyry
Intervista (1987)
co by tu nie mówić Federico wciąż w formie, a taki lekki, taki zabawny, taki umowny, tak atrakcyjny w pokazywaniu cudowności życia czy miejsc i okoliczności (wiadomo, dla mnie Rzym poproszę)
postmoderna pełną gębą, szczególnie uderzające podczas ataku Indian (!) w końcowych scenach
nie wiedziałem, że Cinecitta już przestała funkcjonować, a przynajmniej tak było za ostanich filmów Felliniego i w czasie kiedy powstawała książka o włoskim kinie, którą się wspomogłem podczas "analizowania" ostatnich włoskich filmów
wracając do filmu: wesoły, ale smutny, nostalgiczny, podsumowanie marzeń i snów reżysera, przekutych na obrazy filmowe, ten "włoski tryb pracy", nieformalne kontakty między współpracownikami (wieloletnimi, już wiekowymi), aktorami i reżyserem, to wszystko ujmowało urokiem
rzecz jasna, najbardziej wzruszające i ściskające za serce to wizyta Marcello wraz z ekipią w domu starej i otyłej Anity Ekberg oraz wyświetlane przebitki "Słodkiego życia", aż mnie samego zakłuło, jak przypomniałem sobie czas i okoliczności
postmoderna pełną gębą, szczególnie uderzające podczas ataku Indian (!) w końcowych scenach
nie wiedziałem, że Cinecitta już przestała funkcjonować, a przynajmniej tak było za ostanich filmów Felliniego i w czasie kiedy powstawała książka o włoskim kinie, którą się wspomogłem podczas "analizowania" ostatnich włoskich filmów
wracając do filmu: wesoły, ale smutny, nostalgiczny, podsumowanie marzeń i snów reżysera, przekutych na obrazy filmowe, ten "włoski tryb pracy", nieformalne kontakty między współpracownikami (wieloletnimi, już wiekowymi), aktorami i reżyserem, to wszystko ujmowało urokiem
rzecz jasna, najbardziej wzruszające i ściskające za serce to wizyta Marcello wraz z ekipią w domu starej i otyłej Anity Ekberg oraz wyświetlane przebitki "Słodkiego życia", aż mnie samego zakłuło, jak przypomniałem sobie czas i okoliczności
E la nave va (1983)
kompletnie mnie ten film wciągnął i zauroczył
Fellini jako sztukmistrz obrazu, klarownej treści, a jednocześnie postmodernista!
nie ma tam chyba rzeczy, które by mi się nie podobały, a warto przypominać sobie jedną za drugą, począwszy od stylizowanego wstępu, oczywistego nosorożca, rywalizacji w kotłowni, a na mechanizmach scenicznych pokazanych otwarcie na końcu kończąc
Fellini jako sztukmistrz obrazu, klarownej treści, a jednocześnie postmodernista!
nie ma tam chyba rzeczy, które by mi się nie podobały, a warto przypominać sobie jedną za drugą, począwszy od stylizowanego wstępu, oczywistego nosorożca, rywalizacji w kotłowni, a na mechanizmach scenicznych pokazanych otwarcie na końcu kończąc
Logan (2017)
amerykański film drogi na motywie komiksowym, jednak Logan to Wolvie, a przy okazji mutek
kim był Kaliban?
w sumie zafrapowała mnie muzyka, bo sceny walki już niekoniecznie, kilka elementów komediowych, obsada ok, Hugh Jackman wcale nie musiał się postarzać, nietypowe w kinie bohatersko-amerykańskim, że część bohaterów ginie w drodze do celu (w tym tytułowy)
Superseven chiama Cairo (1965)
który zacząłem intensywnie i prawie w całości oglądać podczas poniedziałkowej bezsenności po weekendzie urodzinowym
Roger Browne (już go widziałem w filmie "Operazione poker")
klasycznie głupi pastisz 007, począwszy od scen początkowych, ok, niewiele gadżetów, głównie "normalne", wzorowane na "From Russia"
niesamowite jest z jakim prymitywizmem jest montowana ta fabuła (hop siup, pokazane, jak jedno wynika z poprzedniego), no i cała prostota intrygi, dodatkowo zabawne — bohater zawsze jest nieco za późno
Rzym pokazany na "pocztówkach", nawet nie trzeba było tam kręcić akcji, owszem w Kairze byli, dość długie fragmenty skupiają się na naturalistycznych, "przyrodniczych" elementach miasta i mieszkańców
Roger Browne (już go widziałem w filmie "Operazione poker")
klasycznie głupi pastisz 007, począwszy od scen początkowych, ok, niewiele gadżetów, głównie "normalne", wzorowane na "From Russia"
niesamowite jest z jakim prymitywizmem jest montowana ta fabuła (hop siup, pokazane, jak jedno wynika z poprzedniego), no i cała prostota intrygi, dodatkowo zabawne — bohater zawsze jest nieco za późno
Rzym pokazany na "pocztówkach", nawet nie trzeba było tam kręcić akcji, owszem w Kairze byli, dość długie fragmenty skupiają się na naturalistycznych, "przyrodniczych" elementach miasta i mieszkańców
Subskrybuj:
Posty (Atom)







