Decyzja trudna, acz konieczna. Nie będzie okładki z logo jakby stworzonym dla nas. Więc to jedyna okazja popatrzeć (Wojt zrobił).
poniedziałek, 17 września 2012
piątek, 14 września 2012
foto Stożne
7 września, piątek
Odcinek z trybem prostym
My drogi i Miłościwie Nam Panująca wybraliśmy się na zakup albumów, gdzie zostałem skutecznie nakłoniony.
I zjedliśmy kebaba, co do którego nie jestem w stanie stwierdzić, czy się pogorszył, a sweter (nie swetr) okazał się w sam raz i takie to ja teraz rzeczy pamiętam. Najważniejsze — weekend!
Amelia (2001) — w ramach reminiscencji.
==============================
8 września, sobota
Odcinek z Nouvelle Vague
My drogi i Miłościwie Nam Panująca, jak przyszło co do czego, to się okazało, kto tu sypia do południa, a kto tylko drzemie dla towarzystwa.
Rzecz to była niespotykana od wielu chyba lat, że robiłem coś z tyrki w domu. W tych czasach nadeszły takie czasy, że w tych czasach nawet można podgonić. A że się okazało, że całkiem sporo tego było — odetchnąłem z ulgą, że nie wiedziałem o tym wcześniej (wczoraj), bo bym nie mógł spać spokojnie.
Zatem siedziałem jakby mnie nie było i robiłem. I smacznie jadłem i byłem rozpieszczany.
Mary Komasa, Pictorial Candi oraz Nouvelle Vague zagrali na ArtLoop 2012, a o tym już było.
==============================
9 września, niedziela
Odcinek ze skrętkami
My drogi i Miłościwie Nam Panująca spędziliśmy niezobowiązującą niedzielę.
Przez chwilę był nawet strach, że on, ten komputer, nie chce zapisać rezultatów mojej pracy. A ponadto radio Nova, a ponadto "czuliśmy się tak źle", że nie wychodziliśmy z domu, za to bawiliśmy się w skrętki i bardzo szybko i dobrze przebyliśmy etap pierwszy i drugi, na trzeci nam trochę zeszło. Ba, nawet byliśmy grać w tenis, choć tłoczno było. Gdyby nie fakt, że zarabiam, hehe, kasę, to może by mi nawet było szkoda tej pogody. Chociaż. I tak pewnie wolałbym pooglądać obrazy.
Delicatessen (1991) — w ramach reminiscencji.
==============================
Patrick Watson — The Things You Do
http://www.youtube.com/watch?v=0hOAlvH5AyM
Odcinek z trybem prostym
My drogi i Miłościwie Nam Panująca wybraliśmy się na zakup albumów, gdzie zostałem skutecznie nakłoniony.
I zjedliśmy kebaba, co do którego nie jestem w stanie stwierdzić, czy się pogorszył, a sweter (nie swetr) okazał się w sam raz i takie to ja teraz rzeczy pamiętam. Najważniejsze — weekend!
Amelia (2001) — w ramach reminiscencji.
==============================
8 września, sobota
Odcinek z Nouvelle Vague
My drogi i Miłościwie Nam Panująca, jak przyszło co do czego, to się okazało, kto tu sypia do południa, a kto tylko drzemie dla towarzystwa.
Rzecz to była niespotykana od wielu chyba lat, że robiłem coś z tyrki w domu. W tych czasach nadeszły takie czasy, że w tych czasach nawet można podgonić. A że się okazało, że całkiem sporo tego było — odetchnąłem z ulgą, że nie wiedziałem o tym wcześniej (wczoraj), bo bym nie mógł spać spokojnie.
Zatem siedziałem jakby mnie nie było i robiłem. I smacznie jadłem i byłem rozpieszczany.
Mary Komasa, Pictorial Candi oraz Nouvelle Vague zagrali na ArtLoop 2012, a o tym już było.
==============================
9 września, niedziela
Odcinek ze skrętkami
My drogi i Miłościwie Nam Panująca spędziliśmy niezobowiązującą niedzielę.
Przez chwilę był nawet strach, że on, ten komputer, nie chce zapisać rezultatów mojej pracy. A ponadto radio Nova, a ponadto "czuliśmy się tak źle", że nie wychodziliśmy z domu, za to bawiliśmy się w skrętki i bardzo szybko i dobrze przebyliśmy etap pierwszy i drugi, na trzeci nam trochę zeszło. Ba, nawet byliśmy grać w tenis, choć tłoczno było. Gdyby nie fakt, że zarabiam, hehe, kasę, to może by mi nawet było szkoda tej pogody. Chociaż. I tak pewnie wolałbym pooglądać obrazy.
Delicatessen (1991) — w ramach reminiscencji.
==============================
Patrick Watson — The Things You Do
http://www.youtube.com/watch?v=0hOAlvH5AyM
czwartek, 13 września 2012
Odcinek z młodym Stuhrem / "mój chłopak jest fajny, chodzi po śmietnikach i przynosi ładne rzeczy" (tak raczej powinno to być)
4 września, wtorek
Jestem znowu w pracy.
\ /
O
|
/ \
Wieczorne obracanie/oglądanie zdjęć. Jest ich 1900.
==============================
5 września, środa
Dalej jestem w pracy.
A potem próba. A tak — próba bogata i owocna. I mamy nowe fragmenta (myśl z przyszłego tygodnia — powinniśmy co drugą próbę nagrywać numery i co dwa miesiące wypuszczać epki).
Wieczorne obracanie zdjęć. Z 1,04 giga zrobiłem ich 500 mega, potem jeszcze 350 mega, potem dałem im kontrast i jestem gotowy do wywołania i do snu (chwila po 2 w nocy).
(Alt-J — Matilda)
==============================
6 września, czwartek
My drogi i Miłościwie Nam Panująca zażywamy nowej rzeczywistości w ponowoczesności.
To chyba cud, ale jakoś przeżyłem ten dzień. Przydały się kawy i sny i obudzacze. A potem już relaksujący relaks i discoletnie piosenki z poruszeniami. Na szybko: przód/tył, na wolno: z boku/bok. MEGA. A potem już sen sen, dobrze jest się dobrze wyspać, a nawet bardzo dobrze.
(Why? — Strawberries)
Jestem znowu w pracy.
\ /
O
|
/ \
Wieczorne obracanie/oglądanie zdjęć. Jest ich 1900.
==============================
5 września, środa
Dalej jestem w pracy.
A potem próba. A tak — próba bogata i owocna. I mamy nowe fragmenta (myśl z przyszłego tygodnia — powinniśmy co drugą próbę nagrywać numery i co dwa miesiące wypuszczać epki).
Wieczorne obracanie zdjęć. Z 1,04 giga zrobiłem ich 500 mega, potem jeszcze 350 mega, potem dałem im kontrast i jestem gotowy do wywołania i do snu (chwila po 2 w nocy).
(Alt-J — Matilda)
==============================
6 września, czwartek
My drogi i Miłościwie Nam Panująca zażywamy nowej rzeczywistości w ponowoczesności.
To chyba cud, ale jakoś przeżyłem ten dzień. Przydały się kawy i sny i obudzacze. A potem już relaksujący relaks i discoletnie piosenki z poruszeniami. Na szybko: przód/tył, na wolno: z boku/bok. MEGA. A potem już sen sen, dobrze jest się dobrze wyspać, a nawet bardzo dobrze.
(Why? — Strawberries)
środa, 12 września 2012
Paryz — dzien dziewiaty (1 wrzesnia, sobota) / Paryz — dzien dziesiaty (2 wrzesnia, niedziela, 3 dzien po 5-miesiecznicy)
Odcinek z enfantem
My drogi i Milosciwie Nam Panujaca jestesmy zachwyceni roznorodnoscia i wieloscia barw calkiem uzytkowych gadzetow oraz mega form jedzenia; np. sklep pistacjowy.
My drogi i Milosciwie Nam Panujaca jestesmy zachwyceni roznorodnoscia i wieloscia barw calkiem uzytkowych gadzetow oraz mega form jedzenia; np. sklep pistacjowy.
Mały książę afrykański (na 5 liter): niby nic niby nic, a proszę. Wstawanie wcale nie takie rześkie, szampan i ta sangria (która przecież słaba była i w ogóle nie miała alkoholu) zrobiły swoje. Pić. I lekki ból głowy. I nie chceeeemy wstawać (kto nie chce, ten nie chce). Chleb wciąż daje radę, tak samo jak pasztet.
Markety vel rynki odnalezione, jeden wybrany, a następnie zgubiony (Le marché aux Puces de Vanves). Jedziemy czy nie jedziemy? Jednak jedziemy. Więc szukanie od nowa. Jedziemy i trafiamy. ("patrzaj, mają takie siaty, za siatami, za siatami").
I bardzo dobrze, bo choć murzyńska kraina, to można się było obłowić (ja). Może nie była to najlepsza layernia we wszechświecie, ale dużo jej nie brakowało (więcej książek, więcej śmieci, barów z piwem i kawą). Zatem:
— jeansy (1E) (ta dam!)
— gumowe białe buty udające eleganckie (10E) (obczajta, guma na glanc)
— biała koszula aż świeci (3E) (enfancia właśnie, na 16-latka) (gdyby się tak nie świeciła w słońcu, nie miałaby wiele szans)
— arabski placek na głębokim tłuszczu + kruche ciastko z nadzieniem daktylowym (aczkolwiek z pokazywania palcem nie do końca było wiadomo, co się otrzyma za tego jedynaka, ale nie zawiodło, i syciło, i oko i podniebienie)
— arabskie pachnące jadłodalnie — odkrycie w murzylandii. I to co z reguły zachwyca (no nie musi każdego), że oni na bieżąco, np. te baby, tymi ręcamy i narzędziami tnąco-szarpiącymi międlą, drobią, smażą, przypiekają dania na oczach kliencich.
To lubię. Targ. Obłowić się. Pohasać. Pobróbować. Podziczyć się trochę.
Ale ale — jak ja się z tym wszystkim zmieszczę do plecaka? Dwa kartony z butami, ciuchy i żarło?
Markety vel rynki odnalezione, jeden wybrany, a następnie zgubiony (Le marché aux Puces de Vanves). Jedziemy czy nie jedziemy? Jednak jedziemy. Więc szukanie od nowa. Jedziemy i trafiamy. ("patrzaj, mają takie siaty, za siatami, za siatami").
I bardzo dobrze, bo choć murzyńska kraina, to można się było obłowić (ja). Może nie była to najlepsza layernia we wszechświecie, ale dużo jej nie brakowało (więcej książek, więcej śmieci, barów z piwem i kawą). Zatem:
— jeansy (1E) (ta dam!)
— gumowe białe buty udające eleganckie (10E) (obczajta, guma na glanc)
— biała koszula aż świeci (3E) (enfancia właśnie, na 16-latka) (gdyby się tak nie świeciła w słońcu, nie miałaby wiele szans)
— arabski placek na głębokim tłuszczu + kruche ciastko z nadzieniem daktylowym (aczkolwiek z pokazywania palcem nie do końca było wiadomo, co się otrzyma za tego jedynaka, ale nie zawiodło, i syciło, i oko i podniebienie)
— arabskie pachnące jadłodalnie — odkrycie w murzylandii. I to co z reguły zachwyca (no nie musi każdego), że oni na bieżąco, np. te baby, tymi ręcamy i narzędziami tnąco-szarpiącymi międlą, drobią, smażą, przypiekają dania na oczach kliencich.
To lubię. Targ. Obłowić się. Pohasać. Pobróbować. Podziczyć się trochę.
Ale ale — jak ja się z tym wszystkim zmieszczę do plecaka? Dwa kartony z butami, ciuchy i żarło?
Szefowa z niedomagania osłabła. A w sklepie nr 1 nie ma płyty Juliena Clerca. Do diaska. Do fnaca. We fnacu też nie ma, ale jest inna. Ja osobiście się mile rozczarowałem obecnością soundtracków z muzą Barry'ego na półkach. Oczywiście, że bym sobie nie kupił. Ale one tam po prostu są.
1000/MILLE BORNES (25E) zakupiona i jest bardzo miła (i wcale nie dlatego, że dwa razy wygrałem). Właśnie, trza zagrać.
Więc oboje mamy zakupione wszystko co trza. Ba nawet akcja pocztówkowa się udała. Nie wiem, jak to zrobiłem bez liczenia, ale starczyło dla wszystkich. Zatem tradycji stało się zadość.
1000/MILLE BORNES (25E) zakupiona i jest bardzo miła (i wcale nie dlatego, że dwa razy wygrałem). Właśnie, trza zagrać.
Więc oboje mamy zakupione wszystko co trza. Ba nawet akcja pocztówkowa się udała. Nie wiem, jak to zrobiłem bez liczenia, ale starczyło dla wszystkich. Zatem tradycji stało się zadość.
Lekki obiad w domu (mega drożdżak + mus jabłko/truskawka). Drożdżak to był fajny pomysł: duży, sztuczny, więc długo zachowuje świeżość, nadaje się do smarowania masłem (jak chałka), więc uniwersalność spożywcza.
Oglądanie zakupów — no ba. Plus obowiązkowa sesja foto. [powiedz naf-naf (to potem)] (ciekawa kombinacja/mix taki) — więc odpoczynek i przygotowanie do wyjścia. Extra. Podwójnie extra przecież.
Na Bastille! Przechadzamy się obok budynku opery. Zgubiliśmy kierunek, ale to nic, zobaczymy więcej wystaw sklepowych — a to przecież najważniejsza rzecz tutaj. Place des Vosges, szamamy. Oni też szamają. I bez krępacji wykładają się na trawnikach. Słońce już ku zachodowi. Spacerujemy już w dobrym kierunku, odkrywamy ogrody Hôtel de Clisson (Archives nationales). Uratowana przed zdjęciem.
Oglądanie zakupów — no ba. Plus obowiązkowa sesja foto. [powiedz naf-naf (to potem)] (ciekawa kombinacja/mix taki) — więc odpoczynek i przygotowanie do wyjścia. Extra. Podwójnie extra przecież.
Na Bastille! Przechadzamy się obok budynku opery. Zgubiliśmy kierunek, ale to nic, zobaczymy więcej wystaw sklepowych — a to przecież najważniejsza rzecz tutaj. Place des Vosges, szamamy. Oni też szamają. I bez krępacji wykładają się na trawnikach. Słońce już ku zachodowi. Spacerujemy już w dobrym kierunku, odkrywamy ogrody Hôtel de Clisson (Archives nationales). Uratowana przed zdjęciem.
TEN sklep i uśmiechające się kolumienki.
Tak.
Takk.
Wystawy z cudami, pysznościami i kuriozami — cudownie. Więc może chwilę wcześniej zdradziłem sekret miasta. Numeru 39 nie było to i problem z głowy ("po co mi kolejne szpilki") ("teraz chcę pierścionek") [masz ci]. No ja bym nie przeszedł nad tym do porządku dziennego, ale.
Église Saint-Eustache tylko z kawałka wygląda ok, a obok snoby czekają w kolejce do japońskiego żarła.
Most z kłódeczkami ("i będziemy tylko skipowac zdjęcia"; "obyśmy tylko takie problemy mieli"). Tymczasem problem rozwiązał się sam, wszystkie wyszły poruszone, bo już zmierzchało.
Ulica z galeriami (takimi dla artystów malarzów), a na niej wspaniałe wycinane zakładki. A pana nie ma, a ten, który miał mieć zastępstwo to nieczynny jest w niedzielę. Więc trzeba będzie tu przyjechać jeszcze raz.
Monoprix — łososiowy krokiet (19E/kg) + lody pistacjowe (2,20E/l). Trza brać przecież, zaraz wyjeżdżamy. Paryż jest extra, a na kolacje tarta, a po kolacji plany jutrzejsze. Na jutro. Rzecz jasna.
Bob Dylan, Everybody Must Get Stoned
Allen Toussaint, From a Whisper to a Scream (1970)
Coldcut, Mr Nichols
ps. pewnie się grzebałem z wypiską, to coś tam w radio usłyszałem
Tak.
Takk.
Wystawy z cudami, pysznościami i kuriozami — cudownie. Więc może chwilę wcześniej zdradziłem sekret miasta. Numeru 39 nie było to i problem z głowy ("po co mi kolejne szpilki") ("teraz chcę pierścionek") [masz ci]. No ja bym nie przeszedł nad tym do porządku dziennego, ale.
Église Saint-Eustache tylko z kawałka wygląda ok, a obok snoby czekają w kolejce do japońskiego żarła.
Most z kłódeczkami ("i będziemy tylko skipowac zdjęcia"; "obyśmy tylko takie problemy mieli"). Tymczasem problem rozwiązał się sam, wszystkie wyszły poruszone, bo już zmierzchało.
Ulica z galeriami (takimi dla artystów malarzów), a na niej wspaniałe wycinane zakładki. A pana nie ma, a ten, który miał mieć zastępstwo to nieczynny jest w niedzielę. Więc trzeba będzie tu przyjechać jeszcze raz.
Monoprix — łososiowy krokiet (19E/kg) + lody pistacjowe (2,20E/l). Trza brać przecież, zaraz wyjeżdżamy. Paryż jest extra, a na kolacje tarta, a po kolacji plany jutrzejsze. Na jutro. Rzecz jasna.
Bob Dylan, Everybody Must Get Stoned
Allen Toussaint, From a Whisper to a Scream (1970)
Coldcut, Mr Nichols
ps. pewnie się grzebałem z wypiską, to coś tam w radio usłyszałem
Odcinek z zakończeniem, zachodem słońca, rzeką i rozmaitościami
My drogi i Milosciwie Nam Panujaca bez zawieruszeń szczęśliwie przeżyliśmy ostatnie dni w Paryżu.
No to już będzie improwizka, bo jakiś baran nie dopełnił obowiązku. Ale racja — nie było kiedy.
Mamy zdjęcie w tosterze. Czy ja już wspominałem, że będzie mi go brakowało? Nie żebym musiał mieć. Ale w sumie czemu nie. Wstaję rano, niedowarzam tostów, maczam w zimnej kawie, zasiadam do netu i mje nie ma. Czy mam gacie na sobie? To zależy, czy nie chcę pobrudzić krzesła.
My drogi i Milosciwie Nam Panujaca bez zawieruszeń szczęśliwie przeżyliśmy ostatnie dni w Paryżu.
No to już będzie improwizka, bo jakiś baran nie dopełnił obowiązku. Ale racja — nie było kiedy.
Mamy zdjęcie w tosterze. Czy ja już wspominałem, że będzie mi go brakowało? Nie żebym musiał mieć. Ale w sumie czemu nie. Wstaję rano, niedowarzam tostów, maczam w zimnej kawie, zasiadam do netu i mje nie ma. Czy mam gacie na sobie? To zależy, czy nie chcę pobrudzić krzesła.
Żeby nie było, ze jestem taki straszny, to tylko nieduży przebieg po tej niezwiedzonej części Centre Georges Pompidou. Dosyć tłumnie i jednak już słabiej. Więc parę kuriozów, parę zdjęć ogólnych, żeby się zadziwić, jak inni się zadziwiają. I już nie można było sobie zrobić zdjęcia yei z grzybem, więc jednak mieliśmy szczęście ostatnio. Parę intrygujących mebelków i wnętrz. Robimy, idziemy, spadamy.
Trafiamy do odpowiedniego sklepu z odpowiednimi kolumnami. Zielonych nie mają, ale czerwone też są ok. Działają. Papierową torbę z logo sklepu dali. Jest kolejna pamiątka. Przechadzamy się dalej. Jak brzmi przekleństwo (niewypowiedziane)? Teraz jak szukamy pierścionka, to na pewno: a) sklepy będą zamknięte; b) nic nie znajdziemy; c) jak znajdziemy to będzie brzydkie; d) za drogie. A jednak proszę. Znalazł się był. I ładny, i oryginalny i się podobuje. Brawo.
Trafiamy do odpowiedniego sklepu z odpowiednimi kolumnami. Zielonych nie mają, ale czerwone też są ok. Działają. Papierową torbę z logo sklepu dali. Jest kolejna pamiątka. Przechadzamy się dalej. Jak brzmi przekleństwo (niewypowiedziane)? Teraz jak szukamy pierścionka, to na pewno: a) sklepy będą zamknięte; b) nic nie znajdziemy; c) jak znajdziemy to będzie brzydkie; d) za drogie. A jednak proszę. Znalazł się był. I ładny, i oryginalny i się podobuje. Brawo.
I zdjęcie, co do którego wydawało mi się, że najpiękniejsze z całej wsi (te z rowerę), ale jednak chyba wolę inne (przypadkiem wyszło). Chociaż to też jest niezłe. Z 1900 parę jest niezłych. Osobowo wybrałem sobie niecałe 400. Takie małe cacy do wywołania wspomnień. W drodze powrotnej ostatni luk na katedrę, wyspy, chodniczek z monopoly, kalosze-marzenie, i dla przypomnienia błyszczące buty. Zachód słońca nad naszą chałupą, goście goście, pakowanie (jakoś się udało, choć słoiki i tak nam potem zabrali).
I jeszcze wypad na most, pijemy i spadamy. Pani taksówka nam może popsuła nieco szyki, ale stać nas. Pożegnała nas Dobra Wróżka i wróciliśmy.
Ano, na sam koniec odkryliśmy, jak działa telewizor. Więc potrzebna pralka z programami: sportowym i luxe.hd.
http://www.skyfall-movie.net/site/
Bon Iver, Towers
Myron & E with The Soul Investigators, The Pot Club
Psapp, Rear Moth
http://www.skyfall-movie.net/site/
Bon Iver, Towers
Myron & E with The Soul Investigators, The Pot Club
Psapp, Rear Moth
niaaach!
wtorek, 11 września 2012
Nouvelle Vague, Pictorial Candi, Mary Komasa — 08.09.2012, ArtLoop (Sopot)
poniedziałek, 10 września 2012
piątek, 7 września 2012
Paryz — dzien siodmy (30 sierpnia, czwartek) / Paryz — dzien osmy (31 sierpnia, piatek)
Odcinek z pieciokatnym kwadratem
My drogi i Milosciwie Nam Panujaca godnie i niezwykle wspaniale uczcilismy pieciomiesiecznice.
My drogi i Milosciwie Nam Panujaca godnie i niezwykle wspaniale uczcilismy pieciomiesiecznice.
Zaczelismy od przyzwoitego sniadania z przygotowaniem, a nawet bardzo dobrym przygotowaniem, nie no, troche za dlugie bylo guzdranie, a mimo ze nastroj nieco pod kreska (ja), to i kanapka i winogrona i starczylo nam na dzien caly.
La Basilique du Sacré Coeur de Montmartre — punkt docelowy. Wczesniej jeszcze wiekszy Carrefour (market), a tam wybor wiekszy, i maszynki (teraz juz wlasciwie niepotrzebne), i pamiatki z Paryza (x 2), w dodatku ze smakowita zawartoscia (spozyta na schodach prowadzacych do bazyliki). A troche potem turystyczna ulica z ciuchami i pocztowkami i innymi badziewiami, z ktorych nieskorzystalismy. A wczesniej jeszcze buty nr 2 (66E), ktore ewentualnie moglyby sluzyc na zastepstwo wobec butow nr 1). I bazylika (pamiec tego samego wrazenia) (Ty) i widok na Paryz prawie caly ok. Wzgorze rowniez zostawiajace przyjemne wrazenie, a potem sklep z uzywanymi komiksami, a wczesniej jeszcze...
mielismy tyle zajec i zajetych wieczorow, wiec czy ty to ogarniasz?
Cimetière de Montmartre
ciezko znalezc wejscie
duzo kamlotow oraz budek telefonicznych
i powiedzialas, ze kupimy mi buty
i co z tego, ze damskie, bo nie bylo dla nich innego wyboru, musialy byc!
Cimetière de Montmartre
ciezko znalezc wejscie
duzo kamlotow oraz budek telefonicznych
i powiedzialas, ze kupimy mi buty
i co z tego, ze damskie, bo nie bylo dla nich innego wyboru, musialy byc!
nr 40 za 89E, dobrze, ze sa takie kobiece stopy, a na mnie dobrze to lezy i pojdziemy do opery
melon + jamon
banan, ktory nam przeszkodzil w wyjsciu, i nie tylko
22, wyjscie i szukanie Libanczyka
tenze znaleziony, ale trafilo na kuchnie francuska
za 33E (w tym 3E napiwku) zestaw menu nr 2:
przystawka — zupa cebulowa/mule
danie glowne — gicz cieleca/eskalopki z piersi kaczki w sosie pomaranczowym
deser — sorbet (dwie galki, w tym jedna cytrynowa)/ciasteczko z bita smietana i ciepla czekolada i to sie nazywa profiteroles
skoro sie najadlem, i tak zjadlem wiecej, to mimo watpliwej kaczki bylem zadowolony, gicz i mule bardzo ok
wieje, zmykamy do domu
melon + jamon
banan, ktory nam przeszkodzil w wyjsciu, i nie tylko
22, wyjscie i szukanie Libanczyka
tenze znaleziony, ale trafilo na kuchnie francuska
za 33E (w tym 3E napiwku) zestaw menu nr 2:
przystawka — zupa cebulowa/mule
danie glowne — gicz cieleca/eskalopki z piersi kaczki w sosie pomaranczowym
deser — sorbet (dwie galki, w tym jedna cytrynowa)/ciasteczko z bita smietana i ciepla czekolada i to sie nazywa profiteroles
skoro sie najadlem, i tak zjadlem wiecej, to mimo watpliwej kaczki bylem zadowolony, gicz i mule bardzo ok
wieje, zmykamy do domu
Odcinek z mega watem
My drogi i Milosciwie Nam Panujaca uczynilismy sobie megalityczna impreze, kiedy nie widzialem Cie jeszcze tak uszczesliwionej i rozesmianej przez dlugi taki czas caly. Megalitycznie. Bez krancow. Podwojnie megalitycznie. A oprocz tego jest MEGAlitycznie. I zapamietaj: owo tlo tapety do pokoju dzieciecego, gdzie te elementy graficzne beda rozmieszczone na wiekszej przestrzeni.
My drogi i Milosciwie Nam Panujaca uczynilismy sobie megalityczna impreze, kiedy nie widzialem Cie jeszcze tak uszczesliwionej i rozesmianej przez dlugi taki czas caly. Megalitycznie. Bez krancow. Podwojnie megalitycznie. A oprocz tego jest MEGAlitycznie. I zapamietaj: owo tlo tapety do pokoju dzieciecego, gdzie te elementy graficzne beda rozmieszczone na wiekszej przestrzeni.
ostatnie tosty zjedzone, bedzie mi ich brakowalo
karafka, wiec mamy wlasny komplet pamiatkowy z Paryza
Georges Pompidou
1900-1960
mala szkola sztuki wspolczesnej
sa foto, duzo foto, bo duzo pieknych obrazow, wypisy beda pozniej
odkrycie: Kupka jest piekny
i do tego pigment, TEN pigment
od 1960 juz tylko po lebkach, bo zmeczenie (dzien caly niemal tylko na winogronach)
A ty sie znasz na wszystkim!
karafka, wiec mamy wlasny komplet pamiatkowy z Paryza
Georges Pompidou
1900-1960
mala szkola sztuki wspolczesnej
sa foto, duzo foto, bo duzo pieknych obrazow, wypisy beda pozniej
odkrycie: Kupka jest piekny
i do tego pigment, TEN pigment
od 1960 juz tylko po lebkach, bo zmeczenie (dzien caly niemal tylko na winogronach)
A ty sie znasz na wszystkim!
rozpoczyna sie konkurs Musée du Louvre v. Centre Georges Pompidou
na obiad ryz (ten ryz jest extra, szkoda, ze nie moge go nakupic do domu) (ale obiecalas, ze taki zakupimy u nas) z chipolatas, czosnkiem, papryka, oliwa
drukowanie karty pokladowej (Milk Montparnasse), nie bylo lekko, ale poszlo i jest sukces
dom handlowy na Montparnasse, mini przeglad, ale bezzakupowy
Carrefour Market i duuuze zakupy (m.in. duza babka drozdzowa, ser i krem prezentowe, oliwki, feta, pasztet, swiezy chleb, maslo, mleko, salata lodowa tym razem, batony, brzoskwinie)
na kolacje szampan (= wino musujace, ale dobre), chleb, maslo i kawior, i pasztet = rillettes
na obiad ryz (ten ryz jest extra, szkoda, ze nie moge go nakupic do domu) (ale obiecalas, ze taki zakupimy u nas) z chipolatas, czosnkiem, papryka, oliwa
drukowanie karty pokladowej (Milk Montparnasse), nie bylo lekko, ale poszlo i jest sukces
dom handlowy na Montparnasse, mini przeglad, ale bezzakupowy
Carrefour Market i duuuze zakupy (m.in. duza babka drozdzowa, ser i krem prezentowe, oliwki, feta, pasztet, swiezy chleb, maslo, mleko, salata lodowa tym razem, batony, brzoskwinie)
na kolacje szampan (= wino musujace, ale dobre), chleb, maslo i kawior, i pasztet = rillettes
i jestesmy zrobieni
10 BAR - DIX BAR - Bar à sangria Paris
2 razy sangria po 2 razy 19 ml, lacznie 14E
ale caloksztalt, i jak wszystko dotad, jest warte jakiejkolwiek ceny
a w barze nisko i ciasno i ciemno i bez muzyki, a potem i gwar i tlum i wychodzimy
a dluga droga powrotna jest dluga
a powrot jest taki, jakiego jeszcze nie bylo
i zaraz wracaj
10 BAR - DIX BAR - Bar à sangria Paris
2 razy sangria po 2 razy 19 ml, lacznie 14E
ale caloksztalt, i jak wszystko dotad, jest warte jakiejkolwiek ceny
a w barze nisko i ciasno i ciemno i bez muzyki, a potem i gwar i tlum i wychodzimy
a dluga droga powrotna jest dluga
a powrot jest taki, jakiego jeszcze nie bylo
i zaraz wracaj
Subskrybuj:
Posty (Atom)







