Szanowni Państwo, wczoraj w godzinach wieczornych (19:30-20:00) narodził się jazz. Taki jazz jazz. A nawet z awangardą.
Mieliśmy już dobre loty, takie jak "amator", pierwsze "nie błaga się słońca o litość", albo późniejsze, germańskie. Nasz długi "deszcz" był (i jest) naszym "oposem", ale tzw. czternastka, to teraz jest cudo, co prawda nie dobiliśmy do 13 minut, ale biorąc pod uwagę ostatnią historię odsłuchów, to jest spełnienie marzeń w kwestii rock/jazz/awangarda. I jak to gra! Elo, to są przygody! Teraz mogę odejść niepokonany. No dobra, nie aż tak. Teraz niech sobie spokojnie leci Martin Denny albo teraz Laurie Johnson, a ja teraz idę w chill.


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz